Trekking w środku raju-cyrk Mafate( Reunion) część II

Dzień drugi -odcinek Aurore-Cayenne 

Mimo wstępnego planu trasy(do niektórych punktów były np dwie możliwości dotarcia ), dzisiejszą trasę zupełnie  zmodyfikowałam. Początkowo miałam iść do następnego schroniska Cayenne-przez Grand Place , jednak po dotarciu do Aurore , zobaczyłam , iż jest trasa alternatywna  , dzięki której nie musiałabym powtarzać nawet części trasy z poprzedniego dnia. Na mapie nie widać tego dokładnie ,że szlaki się łączą i można nimi dojść do Cayenne , ja ufam drogowskazom i skoro jest wpisane , iż trasa prowadzi do Cayenne , decyduję się na nowy szlak. Najpierw z Aurore idzie się w kierunku Deux Bras przez Bord Bazar- gdzie jest punkt widokowy . Początkowo trasa jest dość płaska z lekkim wejściem pod górę , aż do punktu widokowego, skąd rozpościera się piękna panorama.

widok z Bord Bazar

Tu łączą się dwa gł. szlaki GR2 i GR3

skrzyżowanie szlaków na Bord Bazar

Począwszy od tego momentu , następuje mocne zejście w dół , dość gwałtowne, mam wrażenie ,że schodzę w najniższą część tej kotliny , którą widać między górami , zejście nie ma końca, a tropikalna roślinność staje się coraz bardziej bujna.

Jednak zanim zejdę zupełnie w dół , jeszcze mogę podziwiać piękne widoki cyrku Mafate.

na szlaku Aurore-Deux Bras

na szlaku Aurore-Deux Bras

na szlaku Aurore-Deux Bras

Począwszy od tego punktu przez kolejne 30-40 minut , komary tną niemiłosiernie , nie mogę nawet na chwilę przystanąć bo by mnie zjadły.To ta gęsta roślinność oraz niska wysokość powodują ,że czuję się jak w tropikalnej dżungli. Krótko przed dojściem do wiszącego mostu -jest rozgałęzienie szlaków-w kierunku Deux Bras oraz Cayenne/Ilet de Letaniers. Po przejściu mostu ukazują się już inne widoki i rozpoczyna się znów podejście pod górę, słońce mocno praży a do tego jest wysoka wilgotność , więc idzie się coraz trudniej.

widok z mostu-w drodze do Cayenne

w drodze do Cayenne

 

w drodze do Cayenne

Końcowy etap trasy jest już lżejszy , a z daleka widać już wioskę , a konkretnie schronisko które wyróżnia się kolorami już z daleka.

schronisko w Cayenne ( Gite de Grand Place)

To chyba jedyne schronisko w tej małej wiosce, jest pięknie położone – na skarpie na wysokości 500m  , z cudnymi widokami . Tutaj poza mną są tylko 2 młode dziewczyny , to jedyne schronisko , gdzie nie było ciepłej wody.

widok ze schroniska Cayenne

W schronisku nie ma żadnego sklepiku , można podejść w górę do Grand Place ( Ecole)-koło 30 min pieszo w jedną stronę , gdzie również są schroniska oraz sklepik. Dziś pierwszy dzień , gdy zaczyna mżyć , mżawka trwa ponad godzinę , ja wybieram się do góry by kupić jakieś napoje.

wioska Cayenne

Reasumując trasa Aurore-Cayenne przez trasę w kierunku Deux Bras zajęła mi 5h , podczas , gdy drogowskazy wyznaczały 3h 45min . Następnego dnia będę się wybierać do Roche Plate.

 

 

 

 

 

Reklamy
Opublikowano REUNION 2017 | Otagowano , , | Dodaj komentarz

Trekking w środku raju-cyrk Mafate( Reunion) część I

       Jak wiele podróży i ta została zainspirowana  materiałami  jakie znalazłam w internecie. Jakiś czas temu natknęłam się na relacje z podróży po Reunion  i zakochałam się w zdjęciach  z Mafate od pierwszego wejrzenia.Wydawały mi się takie niezwykłe , wręcz mało realne by rzeczywiście było tam tam pięknie.

Cała  moja podróż  obejmowała Mauritius i Reunion. Na tej drugiej wyspie celem był trekking w wulkaniczym cyrku Mafate.

Zacznę od kilku  praktycznych informacji;

1 Jak dotrzeć : na Reunion można przylecieć np z Air France / Air Mauritius przez Paryż  lub także z pobliskiego Mauritiusa linią Air Mauritius.

2.Reunion jest terytorium zamorskim Francji , więc nie ma obowiązku wizy a walutą obowiązującą jest Euro.

3 Reunion ma dwa lotniska- Saint Dennis oraz Saint Pierre , na przeciwległym krańcu wyspy. Ja docieram na lotnisko Saint Dennis – z lotniska do centrum miasta można dojechać komunikacją miejską- linia T- podróż trwa 10 minut i kosztuje 5 eur.

4. Transport publiczny na Reunion jest wykonywany przez kilka niezależnych firm przewozowych ,co powoduje konieczność przesiadek. Najdłuższą linią autobusową jest linia z lotniska Saint Dennis na lotnisko Saint Pierre. Poniżej możecie znaleźć rozkłady jazdy ;

http://www.allonslareunion.com/en/reunion-vehicules/bus-networks.html

5. Reunion jest bardziej kierunkiem dla amatorów pieszych wędrówek niż dla plażowiczów. Plaż nie ma tu za wiele i często bywają zamknięte z uwagi na zagrożenie rekinami.

6.Wg mnie najpiękniejszą częścią wyspy są tzw cyrki wulkaniczne( głębokie kotliny , otoczone wysokimi górami)  -jest ich 3: Mafate-najtrudniej dostępny, Cilaos oraz Salazie-najbardziej zielony.Na pewno godnym uwagi jest też wulkan Piton de la Fournaise , jednak na to już mi nie starczyło czasu .

7 Kiedy jechać? na trekking najlepiej od maja do października , od listopada do kwietnia na Reunion przypada pora cyklonów

Jako , iż lubię wyzwania, za cel obrałam sobie cyrk Mafate , 5 dniowy trekking po niemal bezludnych ścieżkach o dużych przewyższeniach terenu , nocując w skromnych schroniskach , w jednym z nich nie było nawet ciepłej wody.

Do cyrku Mafate w sumie są 4 wejścia: od strony  Cilaos , Le Maido ,Dos d’Ane oraz Grand Ilet. Moja wędrówka zaczęła się od Grand Ilet/Beliere. Tutaj docieram z Saint Dennis z przesiadką w Saint Andres. Z Saint Andres jeździ tylko jedna linia do Grand Ilet i połączeń nie ma wiele , a w niedzielę są już znikome , co trzeba wziąć pod uwagę przy planowaniu trekkingu. W Grand Ilet mogę szczerze polecić zakwaterowanie L´Escale Rando , bardzo sympatyczni właściciele , posiadają także  restauracje .

W planowaniu trasy bardzo pomogła mi ta strona- można tu w miarę dokładnie wyliczyć odległości i czas potrzebny do przejścia szlaku.

https://www.randopitons.re/randonnees/cirques-distances#mafate

W praktyce jednak okazało się ,że trasy są dłuższe i trzeba na nie poświęcić więcej czasu , dobrze , więc ,że miałam zapas.

Schroniska rezerwowałam z wyprzedzeniem na stronie :

http://book.reunion.fr/fr/hebergements?flashview=invalidsearchcfg&filter=g=67986;c=18048

Dzień pierwszy -odcinek Beliere-Aurore 

Moją wędrówkę rozpoczynam od szlaku Beliere  do Aurore przez Sentier Scout, gdzie mam spędzić pierwszą noc .Jest dostępny także alternatywny szlak Beliere do Aurore przez  Sentier Augustave. Z opowiadań na miejscu słyszałam , iż ten drugi jest ładniejszy , choć bardziej wymagający. Tuż przed wejściem na szlak Sentier Scout  z głównej drogi prezentuje mi się taki oto widoczek:

widok na cyrk Mafate

Wg mapy szlak do Aurore liczy 8,7km i powinien zająć koło 230 min. Mi oczywiście zajął więcej czasu 4h 30 min , a także moja aplikacja do liczenia kilometrów naliczyła ich więcej niż wskazuje mapa .

Pierwszego dnia pogoda dopisuje , jest słonecznie i ciepło , cieszę się ,że nie wzięłam grubej kurtki , bo  poza ostatnim dniem była zbędna( choć dałam radę  i bez niej).

          Początkowo szlak schodzi mocno w dół , schodzę  z 1600m na 800m , choć bywają też  jakieś niewielkie wejścia pod górę. Jedno z takich wejść , mimo ,że technicznie nie było trudne, mogło trochę ściąć krew w żyłach. W pewnym momencie idę bowiem wierzchołkiem góry , mając przepaść na kilkadziesiąt metrów po obu stronach wąskiej ścieżki a po drodze jeszcze są momentami duże kamienie.

na szlaku Beliere-Aurore przez Sentier Scout

na szlaku Beliere-Aurore przez Sentier Scout

Z wierzchołka góry za to rozpościera się piękny widok na okolicę , jestem zafascynowana .

na szlaku Beliere-Aurore przez Sentier Scout

Następnie  znów jest tylko zejście w dół , aż do samej wioski Ilet a Malheur.

na szlaku Beliere-Aurore przez Sentier Scout

Zanim jednak dochodzę do pierwszej wioski , mijam rozwidlenie szlaków w punkcie La Plaque , można było stąd ruszyć w kierunku  wioski  Grand Place.

na szlaku Beliere-Aurore przez Sentier Scout

Przed samym wejściem do wioski i w samej wiosce widać dużo ozdobnych krzewów np znana u nas gwiazda Betlejemska .

przed zejściem do Ilet a Malheur

W Ilet a Malheur widać kilka schronisk , jednak nie ma tłumu turystów , do tego momentu spotkałam tylko 3 osoby za ponad  3h marszu , w pewnym momencie miałam nawet obawy,że się zgubiłam . Przechodzę wioskę i podążam w kierunku Aurore , zanim jednak dojdę do celu jaki mam na dzień dzisiejszy , czeka mnie dość długie wejście pod górę . Istnieje  także droga na skróty , jednak podejście jest jeszcze bardziej strome , więc odpuszczam.

Aurore jest położone na wysokości 950m  , śpię w schronisku BOYER Georget – jest tłoczono , koło 12 osób. Pokój dwuosoowy kosztuje 40 eur , miejsce w dormitorium bodajże 18 eur. Obiadokolacja jest serwowana o 19h , jak w większości miejsc i kosztuje zwykle 20-25 eur , śniadania 6 eur. Śniadania w przeciwieństwie do kolacji , są  bardzo skromne -bagietka , dżem i kawa/herbata, w schronisku jest także sklepik , więc można dokupić sobie coś na drogę , są to gł produkty w puszkach: ciastka , woda. Woda 1,65 litra kosztuje 3 euro , z tego co mówili mieszkańcy nie jest wskazane picie wody ze strumienia-gdyż jest ryzyko zanieczyszczeń , zarówno przez zwierzęta , jak też gospodarstwa domowe(ścieki)

Standard zakwaterowania pozostawia  trochę do życzenia , ale jest ciepła woda i dobre jedzenie , jest także opcja jedzenia w wersji wegetariańskiej z czego korzystam . Podczas korzystania z prysznica ,nagle pod lampą widzę wielkiego czarnego pająka , wybiegłam z krzykiem owinięta tylko ręcznikiem , przy wejściu do jednego z dormitoriów również wisi duży czarny pająk , niestety mam arachnofobię , a spotkania z pająkami jeszcze przede mną w dalszej części wędrówki.

schronisko w Aurore

Niedaleko od schroniska jest lądowisko dla helikoptera , który dostarcza żywność do wioski, z tego miejsca jest bardzo ładny widok , który mi przypomina Machu Picchu .

Aurore-widok z lądowiska dla helikoptera

Aurore-widok z lądowiska dla helikoptera

 

Opublikowano REUNION 2017 | Otagowano , , | Dodaj komentarz

Bergen okołoweekendowo

Bergen to kolejne często odwiedzane przez Polaków norweskie miasto, dotąd nie byłam nigdy w Norwegii , więc nadszedł czas w końcu się tam wybrać.  Z południa Polski najłatwiej się dostać Wizzairem lub Norwegianem. Jeśli chodzi o dojazd z lotniska w Bergen do centrum można dotrzeć   Flybussen Bergen – podróż trwa koło 25 minut .

Bilety można kupić na  https://www.flybussen.no/

Koszt biletu w jedną stronę 100 NOK ,gdy od razu kupimy tam i z powrotem 170 NOK , przy zakupie u kierowcy 20 NOK drożej.

Bus ma po drodze kilka przystanków : w centrum są to  Bus station, Festplassen, Fish Market and Bryggen( Raddison Blue Hotel).

Jeśli chodzi o zakwaterowanie  ,tym razem znów korzystamy z opcji noclegowej airbnb- wychodzi ekonomiczniej niż w hotelu , bowiem sami możemy przygotować część posiłków. Nasza podróż odbyła się w kwietniu przypadając na okres Wielkanocy i tutaj uwaga w Norwegii ku naszemu zdziwieniu święto narodowe zaczyna się już w Wielki Czwartek , z tego względu większość sklepów jest zamknięta. Można na szczęście liczyć na 7 Eleven, te były otwarte , choć wybór asortymentu dość ograniczony. Ku naszemu zaskoczenia wita nas piękna jak na ten czas w Norwegii pogoda , słonecznie i koło 7-8 stopni. Pierwszego dnia więc jeszcze trochę mamy czasu by powłóczyć się po mieście.Mieszkamy blisko wszystkich atrakcji  -blisko Bryggen .

Bryggen to zabytkowa część miasta , wpisana na listę Unesco  w 1979 roku. Skupia ona szereg budynków handlowych , tuż nad zatoką , dla mnie to najpiękniejsza część Bergen, stąd wszędzie jest blisko, do Targu Rybnego , centrum.

Bryggen -widok z naprzeciwka

Bryggen

Bryggen

Bryggen

Bryggen-wnętrze

Tuż obok znajduje się Targ Rybny ,jednak szczerze spodziewałam się czegoś więcej. Można tu zarówno zjeść na miejscu przyrządzane ryby jak i kupić je na wynos i przyrządzić w domu -my korzystamy z tej drugiej opcji .

Targ Rybny

Targ Rybny

Oprócz miasta , okolice Bergen mają dość sporo do zaoferowania , bezpośrednio z centrum , blisko Bryggen można wjechać na jedną z gór otaczających Bergen – Floyen-320m wysokości -oczywiście można tam też wejść pieszo.

Kolejka na Floyen latem czynna jest od 9 rano do 23h , bilety można kupić na miejscu w automacie lub przez stronę internetową  http://floyen.no/. Bilet w jedną stronę kosztuje 45 NOK , a tam i z powrotem 90 NOK.

Dzień w którym wybieramy się na Floyen , pogoda już jest dość niepewna , momentami kropi i jest dość chłodno , z tego względu decydujemy się na wjazd kolejką do góry i zejście pieszo.

kolejka na Floyen

Widok z góry jest  ciekawy , choć w słoneczne dni pewno lepszy.

widok z Floyen

 

widok z Floyen

widok z Floyen

Na górze jest restauracja jak i plac zabaw dla dzieci ,stąd także zaczyna się kilka szlaków, dwa rodzaje do centrum , jak też najciekawszy z nich na Ulriken-kolejną górę w pobliżu Bergen , naszą aspiracją było zrobienie tej trasy odwrotnie tj z Ulriken na Floyen , jednak pogoda ostatecznie nam to uniemożliwiła o czym później. Sam szlak między dwoma górami wynosi 13km . Są także jakieś pomniejsze szlaki wokół Floyen-każdy znajdzie coś dla siebie.

My zrobiliśmy jakąs krótką rundkę do pobliskiego stawiku, widoczki dość malownicze .

okolice Floyen

Następnego dnia atakujemy Ulriken – drugą z okolicznych gór , jakie otacza Bergen -ta jest trochę wyższa -643m. Tutaj także na szczyt można wyjechać kolejką . W pierwszym rzędzie dojeżdzamy do kolejki busem z samego Bryggen bus nr 3 , trzeba dojechać do stacji Haukelandsbakken ( Haukeland Hospital) -jedzie się jakieś 10-12 minut. Rozkład jazdy autobusów lokalnych w strefie Bergen można sprawdzić na http://www.skyss.no -poprzez aplikacje można kupić bilet ze zniżką , mi niestety się nie udało , mimo zainstalowanej w komórce aplikacji. Bilety na autobus kupowaliśmy w 7 Eleven – jeden z nich znajduje się także pomiędzy  Bryggen a Targiem Rybnym- o ile pamiętam koszt 1 biletu koło 27 NOK.

W wysokim sezonie tj maj-wrzesień  kursuje z centrum  specjalny autobus na Ulriken-Ulriken bus w godzinach 9-18h . Odjazdy z centrum o pełnych godzinach .

Na Ulriken wjechaliśmy kolejką – bilety  do kupienia w automacie przy wejściu do kolejki.

Na stronie internetowej można sprawdzić także czy kolejka kursuje w danym dniu , gdyż bywa , że jest zamykana z powodu silnych wiatrów.

http://ulriken643.no/

Kolejka kursuje od 9 do 21h , bilet w jedną stronę 110 NOK , tam i z powrotem  170NOK

Gdy dojechaliśmy na górę , sytuacja wyglądała jeszcze gorzej niż z dołu , mgła była tak gęsta ,że nic nie było widać na odległość 5 metrów , leżał śnieg , który przykrywał całkowicie szlak. Skoro jednak wjechaliśmy , postanowaliśmy , iż tak szybko się nie poddamy , odczekaliśmy z pół godziny i widząc ,że mgła zaczęła się przerzedzać , zaczęliśmy nieśmiało iść szlakiem w kierunku Floyen . Miejscowo odradzali nam to , gdyż pogoda nie była stabilna , widoczność słaba a do tego leżał śnieg. Chcieliśmy chociaż przejść choćby 30 minut szlakiem by nie wracać z” pustymi rękoma” i bez widoków. Początki były trudne , ślisko , szlak był na szczęście też oznaczony powbijanymi metalowymi prętami .Po mału zaczynało się rozjaśniać i było coraz więcej widać .

Na Ulriken

Na Ulriken

w tle widoczna antena na Ulriken

widok z Ulriken

Przesliśmy szlakiem w kierunku Floyen koło 2km , jednak trasa była zbyt męcząca z powodu brnięcia w śniegu , nie zdecydowaliśmy sie na podjęcie ryzyko i podążanie dalej . Za to zeszliśmy z Ulriken pieszo , dość malowniczym szlakiem w kierunku miasta . W miarę upływu czasu zrobiło się nawet słonecznie a im byliśmy niżej tym było mniej śniegu. Ostatecznie , mimo , iż nie zrealizowaliśmy pierwotnych założeń , dzień uznaliśmy za udany.

widoczki w drodze powrotnej z Ulriken

droga powrotna z Ulriken do Bergen

Poza  typowymi atrakcjami Bergen i najbliższych okolic , jeden dzień poświęciliśmy w całości na wycieczkę  i rejs po fjordzie Aurlands. Tym razem cały pakiet kupiliśmy przez pośrednika Norway in Nutshell – samodzielna rezerwacja wychodziła trochę drożej i nie gwarantowała miejsca na wszystkie środki transportu. Tak więc dużo lepiej wyszła nas cała wycieczka na jednym bilecie. Podróż można było rozpocząć z Bergen lub Oslo. Koszt wycieczki z Bergen wyniósł nas 159 eur na osobę , jednak na pewno atrakcje były warte tej ceny. Bilety rezerwuje się na  https://www.norwaynutshell.com/original-norway-in-a-nutshell/# a fizycznie odbiera się je na stacji kolejowej – w naszym wypadku w Bergen .

trasa wycieczki

My zaczynamy podróż od trasy pociągiem do Flam , odjazd tuż po 8 rano z Bergen , pierwszy odcinek miał kilka ładnych widoków , jednak prawdziwą atrakcją samą w sobie jest następny odcinek , również kolejowy -Myrdal do Flam. Kolej łącząca oba miasteczka nazywa się Flamsbana i  jest to jedna z najbardziej stromych  linii kolejowych na normalnym torze  na świecie .To zarazem jedna z najpiękniejszych tras kolejowych , jest to odcinek 20km  ,a pociąg pokonuje duże różnice wysokości- od poziomu morza do 867m w Myrdal . Bilety na trasie Flam-Myrdal-Flam  i odwrotnie  można kupić także samodzielnie- koszt od 4o0NOK tutaj

https://www.visitflam.com/en/flamsbana/

Bilety na kolej norweską  w całym kraju z kolei można nabyć na  :

https://www.nsb.no

Flamsbana

Po drodze można podziwiać góry , fjordy oraz wodospady.

dojeżdżając do Flam

Flam to małe miasteczko , aczkolwiek pięknie położone , to stąd wyruszymy na rejs po fjordzie.

Flam-brama do Aurlandsfjord

Sam rejs do Gudvangen trwa około 2,5h , widoki są piękne , większość czasu spędzamy na zewnętrznym pokładzie , pogoda dopisała , mamy piękny słoneczny dzień z temperaturą koło 10 stopni w kwietniu , jednak zimny wiatr daje trochę w kość- znów pomysł z termosem ciepłej herbaty okazuje się strzałem w dziesiątkę.

rejs po Aurlandsfjord

rejs po Aurlandsfjord

rejs po Aurlandsfjord

rejs po Aurlandsfjord

rejs po Aurlandsfjord

dopływając do Gudvangen

W Gudvangen już czeka kilkanaście autobusów by zabrać turystów do Voss, Flam zrobiło na mnie dużo lepsze wrażenie niż Gudvangen , choć tu spędzamy dosłownie chwilę i odjeżdżamy autobusem w kierunku Voss, gdzie następnie wsiadamy do pociągu do Bergen. Koło 18.30 jesteśmy znów w Bergen , więc była to całodniowa wycieczka , obfitująca jednak w różne i piękne krajobrazy , gorąco polecam tą trasę. To był nasz pierwszy raz w Norwegii , choć przypuszczam ,że nie ostatni, ten kraj ma wiele do zaoferowania jeśli chodzi o piękno przyrody . Mnie bardzo marzą się Lofoty , choć są też inne rejony , których nie wykluczam .

Opublikowano NORWEGIA | Otagowano , , , | Dodaj komentarz

Prambanan i Borobudur -piękne świątynie w okolicy Yogyakarty

Yogyakarta  jest na mapie podróży chyba wszystkich , którzy zdecydowali się zwiedzić Jawę ,  my docieramy tutaj z Surabaya pociągiem. Standard całkiem dobry jak na Indonezję , nie ma co narzekać , podróż trwa prawie 5h. Hotelu nie mamy zarezerwowanego naprzód , więc krążymy trochę z taksówkarzem w okolicy centrum  i ostatecznie lokujemy się niedaleko głównej ulicy Malioboro. Na zwiedzanie miasta nie mamy jednak praktycznie czasu , więc jedynie udajemy się na tą najbardziej znaną ulicę Yogya , która nas mocno rozczarowała . Wszędzie okropne tłumy , riksze , samochody ,mało przyjemnie się tamtędy porusza . Nie brakuje za to sklepów z batikiem .

Malioboro Jalan

Malioboro Jalan

Najważniejszą atrakcją dla której udałyśmy się do tego miasta są 2 okoliczne świątynie- Prambanan oraz Borobudur. Jako , iż transportem publicznym byłoby niemożliwością objechanie obu miejsc w jeden dzień , skorzystałyśmy z agencji turystycznej  Sakha Holiday -poleconej mi przez Emi z blogu ” Emi w drodze”

W dniu wycieczki agent biura przyjechał po nas do hotelu koło 4 rano , mamy bowiem pakiet wschód słońca nad Borobudur. Jest to pierwsza ze świątyń , którą będziemy zwiedzać. Położona pośrodku dżungli , jest największym ośrodkiem kultu buddyjskiego na świecie , a w 1991 roku została wpisana na listę UNESCO. Zbudowana mniej więcej między 750 a 850 rokiem n.e ,  została na wiele wieków opuszczona z niewiadomego powodu , dopiero ponownie odkryta w 1814 roku przez oficera brytyjskiego , wówczas to stopniowo zostały podjęte prace konserwacyjne .

My zaczynamy zwiedzanie od wzgórz Setumbu  , gdy dojeżdżamy jest całkiem ciemno ,by wejść na wzgórze musimy pokonać trochę prowizorycznych schodków w środku dżungli , ostatecznie jesteśmy mocno utaplane w błocie. Z napięciem wszyscy wyczekujemy tego magicznego momentu wschodu słońca , słychać zewsząd odgłosy dżungli  , dzień zaczyna się dość mocną mgłą.

Setumbu Hills wschód słońca nad Borobudur

Setumbu Hills wschód słońca nad Borobudur

W oddali na tym zdjęciu ledwo widoczny jest zarys wulkanu Merapi , w czasie lepszej pogody widoki muszą być niesamowite.

wschód słońca nad Borobudur

wschód słońca nad Borobudur

Trochę jesteśmy rozczarowane , bo niestety gęsta mgła uniemożliwia dostrzeżenie świątyni na tle wschodzącego słońca .Następnie udajemy się na zwiedzanie świątyni .Sam kompleks jak widać jest duży, najbardziej podobało mi się na samej górze , rozpościera się też stamtąd piękny widok na okolicę.

Borobudur

Borobudur

Borobudur

Borobudur

Borobudur

Borobudur

na szczycie świątyni Borobudur

na szczycie świątyni Borobudur

Stamtąd udajemy się do drugiej świątyni Prambanan . Sama podróż z jednej świątyni do drugiej zajmuje koło 2h . Pogoda na szczęście dopisuje i tak oto mamy przed sobą kolejne architektoniczne cudo-Prambanan .Jest to hindusityczne miejsce kultu poświęcone bogom Sziwie, Wisznu i Brahmie. Kompleks został zbudowany w IX wieku i również w 1991r wpisany na listę Unesco . Na mojej siostrze wywarł większe wrażenie niz Borobudur , może wygląda bardziej majestatycznie , zresztą cóż zobaczcie sami .

Prambanan

Prambanan

 

 

Prambanan

Prambanan

Do każdej z wież prowadzą schodki , którymi można wyjść do góry.

Prambanan

Prambanan

 

we wnętrzu jednej z wież Prambanan

we wnętrzu jednej z wież Prambanan

 

Informacje praktyczne

pociąg Surabaya-Yogyakarta 320.000IDR – miejsce w najwyższej klasie. Bilety z wyprzedzeniem można kupić na stronie https://en.tiket.com/

Violet hotel w Yogyakarta- 410.000IDR za 2 osoby ze śniadaniem

Sakha Holiday – koszt transportu do obu świątyń + śniadanie na miejscu 175.000 IDR na osobę  -kontakt sakha_transtour@yahoo.com , osobno płatne wstępy

wstęp do Borobudur =20 USD

wstęp do Prambanan=18 USD

Opublikowano INDONEZJA 2016 | Otagowano , | Dodaj komentarz

Wschód słońca nad wulkanem Bromo

Bromo -jeden z najbardziej znanych wulkanów Indonezji , w porównaniu do wielu innych bardzo łatwy do zdobycia , a zarazem oferujący piękne widoki o wschodzie słońca. Nie wszyscy jednak mają szczęście trafić na bezchmurne niemal niebo o świcie-nam się udało. Ogólnie większość trafia na Bromo z punktu wyjściowego-Yogyakarta bądź Surabaya , część robi to z wycieczką zorganizowaną-tych sporo jest z Yogya, a część na własną rękę jak my . Nasza  podróż – tym razem podróżowałam z najmłodszą siostrą , zaczyna się w Yakarcie- skąd udajemy się samolotem do Surabaya( linie Air Asia).Lecimy wczesnym samolotem o  6.45 , gdyż do Probolingo trzeba się dostać przed 13h a im szybciej tym lepiej, potem szanse na dalszy transport maleją znacznie i cena także rośnie!

Naprzeciw terminala łapiemy bus z firmy Damri Bus na gł terminal autobusowy w Surabaya -Purabaya. Z pomocą uprzejmego Indonezyjczyka , który jechał z nami z lotniska, szybko znajdujemy kolejny bus do Probolinggo.  Jest to miasteczko opanowane przez ” mafię” transportową , to tutaj jest największa łapanka na turystów , którzy na własny rachunek usiłują dostać się na Bromo . W trakcie jazdy – już w samym Probolinggo, kierowca autobusu chce nas wysadzić jakiś kawałek  przed dworcem przy jednej z agencji organizującej wyjazdy na Bromo – gdzie stawka za osobę tylko za przejazd do Cemoro Lawang( punktu końcowego) wynosi 70.000IDR. Nie dajemy za wygraną , dużo czytałam przed wyjazdem o tym jak się dostać na Bromo i nie dać się oszukać . Dojeżdzamy na gł terminal autobusowy koło 12.30h , tam chodzę i pytam o bus na Bromo , widzę nawet okienko , które organizuje te wyjazdy  , jednak nieufność zwycięża i wychodzę na zewn terminalu szukać tego małego busika ,gdyż w necie własnie takie instrukcje wyczytałam. Wychodzę i nic nie widzę , w końcu idę w lewo od dworca ( jakieś 150m)  i tam owszem stoi kilka mocno rozklekotanych busów , jednak zero turystów , więc mam wątpliwości czy to na pewno to? Wracam więc do tego okienka – Agencja TOTO  -na dworcu i tam potwierdzają mi że są to niebieskie bądź zielone busiki i to one jadą do miejscowości przy Bromo.

busik na Bromo

busik na Bromo

Wówczas już obie czekamy przy busach czekając czy pojawią się jacyś turyści – po kilku minutach zjawia się para  , potem za dłuższą chwilę , większa grupka. Po ostrych negocjacjach udało sie ustalić cenę za osobę , choć zostawało wg kierowcy jedno wolne miejsce i chcieli kazać nam czekać na jeszcze jedną osobę , choć i tak byliśmy ściśnięci jak śledzie w puszcze , mimo ze bagaże zostały zapakowane na dach .Jest nas w sumie 12 osób, ponoć cena przy pełnym busie czyli 13 osobach wynosi 35.000 IDR za osobę , my płacimy ciut więcej byle już ruszać i nie czekać na tą kolejną osobę. Bus jest takim złomem ( choć na zdjęciu nie wygląda tak fatalnie) , że w Europie nigdzie by go do ruchu nie dopuścili , oczywiście zero klimy , jedynie okna się lekko uchylały. Gdy w trasie wjeżdżał pod górę miałam wrażenie , że zaraz stanie i dalej nie ruszy, ledwo sobie radził. Dobrze ,że miałyśmy do przebycia tylko 40km ,bo w takich warunkach nie dałoby rady przejechać dłuższego odcinka. W miarę jak wyjechaliśmy z Probolinggo droga pięła się ku górze , jednocześnie się ochładzało , co w tej sytuacji było ulgą. Gdy w końcu docieramy do Cemoro Lawang koło15h, znów są przepychanki z kierowcą , bo chce nas zostawić na początku miasteczka , więc jakieś 4km od Bromo .Dobrą techniką było tu niezapłacenie kierowcy z góry , bo tylko ten fakt przekonał go ,że wszyscy chcemy dojechać wyżej i bliżej wulkanu szukać zakwaterowania, ostatecznie się udało i wysadza nas przy Hostelu Lava . My z powodu nadmiaru bagażu i zmęczenia od razu wchodzimy do tego hostelu i nie idziemy szukać nigdzie dalej , jeśli cena i warunki będą satysfakcjonujące nas. 

Zakwaterowanie to forma połączonych mini domków kampingowych , te niżej położone są zawilgocone , w końcu bierzemy bardziej widny i mniej wilgotny i przynajmniej mamy już załatwiony temat noclegu. W hostelu tym także jest restauracja co jest dużym plusem bo w okolicy mimo że niby są jakieś tzw warungi( bary lokalne) to w większości nie widać tam żadnego ruchu bądź są zamknięte , warto więc wziąć zakwaterowanie z możliwością wyżywienia. Z tego co czytałam wcześniej w temacie  hosteli w tej mieścinie , ceny są nieadekwatne do jakości , więc trafiło nam się całkiem przyzwoicie , bo nieraz warunki są niemal spartańskie. Mamy   chłodno , ale da się przeżyć, temperatura w nocy spada bowiem do 8-10 stopni , w dzień dochodzi do 20 -23stopni , wynika to stąd ,że miasteczko leży na wysokości 2217 m.

Jeszcze tego samego wieczoru wyruszamy na rekonesans okolicy , a przede wszystkim na rozeznanie ścieżki na Bromo , tak by uniknąć zapłaty wstępu .  Jeśli podążymy gł drogą w górę przy której jest usytuowany hostel Lava , dojdziemy do szlabanu , gdzie należy płacić wstęp za wejście , widząc nas w okolicy strażnik już reklamował zapłatę , jednak powiedziałyśmy ,że dziś nie wchodzimy. Wstęp ten wynosi między 207.5000 a 317.500 IDR zależnie od dnia tygodnia , więc jak na ten kraj nie jest to mała kwota.

cennik wstępu na Bromo

cennik wstępu na Bromo

Jednak my od początku wiemy ,że mamy zrobić tak by nie płacić , bowiem pieniądze z tych opłat niestety nie wiążą się z żadnymi inwestycjami  czy dbaniem o środowisko naturalne. Dziś musimy się zadowolić widokiem z tej okolicy, niestety Bromo jest otulone masą pyłu i niewiele widać , dziś także w pobliżu szlabanu jest informacja , iż jest zakaz zbliżania bliżej niż 1km do wulkanu.

po lewej ledwo widoczny Bromo

po lewej ledwo widoczny Bromo

Okazało się ,że ścieżka wiodąca do samodzielnego odkrywania wulkanu – to boczna droga od głównej tuż przy hostelu Lava , pnącą się do góry. Owszem w hostelu można było także załatwić sobie dodatkowo płatną wycieczkę jeepem pod sam wulkan w grupie i zrobić cały tur o wiele szybciej pośród masy tłumów.  Co to by była  jednak dla nas za atrakcja? zwłaszcza ja lubię przygody i wycieczki w nieznane! Udając się boczną ulicą naprzeciw hostelu , dochodzimy do hostelu Indah , który  wygląda całkiem dobrze , jest też przy nim opisywana w internecie dziura w płocie , którą można zejść ostro w dół w morze wulkanicznego piachu . My jednak idziemy dalej , musimy rozeznać punkty widokowego skąd będzie można obejrzeć wschód słońca kolejnego dnia. Po przejściu kolejnego odcinka-droga zmienia się w szturową,  wiedzie pośród pól  kapusty i cebuli .Przy jednym z takich pól , mimo, że ponownie jak przy hostelu Indah pisze ONLY LOCALS , jest kolejne zejście w dół , skąd po obserwacji wschodu słońca z punktu widokowego , można wyruszyć w kierunku wulkanu , nie płacąc nic za wstęp. Czy w ogóle ktoś płaci ten wstęp? chyba jacyś frajerzy…

to przy jednym z takich pól jest zejście w kierunku Bromo

to przy jednym z takich pól jest zejście w kierunku Bromo

Do pierwszego punktu widokowego z hostelu jest koło  3, 5 km i tam docieramy pierwszego dnia po południu , przecierając szlak na kolejny dzień, następnie można kontynuować wchodzenie pod górę , gdzie są kolejne punkty widokowe , im wyżej tym lepsze widoki ,do najwyższego punktu widokowego jest koło 1,5 km od punktu nr 1 .

W końcu nadchodzi dzień zero , wstajemy o 3 rano zmarznięte i zaspane , jednak perspektywa Bromo szybko wybudza nas z letargu, ubieramy się ciepło , także czapki oraz zabieramy latarki czołowe , bowiem przy drodze szturowej nie ma żadnego oświetlenia i warto je mieć ze sobą. Ku mojemu zdziwieniu niemal nie ma ruchu na tej trasie , może większość jest tak wygodna i jedzie jeepem na punkty widokowe a potem na wulkan? Na zewnątrz na szczęście nie jest aż tak strasznie zimno-jakieś 10 stopni. Do pierwszego punktu widokowego docieramy koło 4.30 , jest tam kilka osób, jako ,że mamy trochę czasu Kinga proponuje byśmy podeszły wyżej , tak zrobiłyśmy i było warto, a zajęło nam to tylko dodatkowe  15 minut . Spektakl rozpoczyna się o 5 rano. Najpierw widać czerwoną łunę naprzeciwko Bromo , zanim wzejdzie słońce widać morze mgły okalające Bromo . Bardzo zjawiskowo to wygląda , podziwiamy widoki do 6 rano. Jest zachwycająco pięknie, zresztą sami zobaczcie.

Bromo przed wschodem słońca

Bromo przed wschodem słońca

Bromo-przed wschodem słońca

Bromo-przed wschodem słońca

wschód słońca naprzeciw Bromo

wschód słońca naprzeciw Bromo

Bromo o wschodzie słońca

Bromo o wschodzie słońca

Bromo o wschodzie słońca

Bromo o wschodzie słońca

Bromo o wschodzie słonca

Bromo o wschodzie słonca

mgła w okolicy wulkanu

mgła w okolicy wulkanu

Gdy już napatrzyłyśmy się na to całe piękno, nadszedł czas zejścia w dół , w kierunku morza piasku wulkanicznego , a następnie wejście na sam wulkan i  zajrzenie do jego wnętrza .

Po drodze mijamy zwykłych ludzi pracujących w polu .

praca w polu

praca w polu

Początkowo po zejściu w dół mgła jest tak gęsta ,że nie widać nic na 10 metrów, na szczęście stopniowo się przerzedza i już nie musimy iść na ślepo w kierunku Bromo .

w drodze na Bromo

w drodze na Bromo

Im bliżej wulkanu tym większe zamieszanie, jeżdżące jeepy i zostawiająca za sobą tumany kurzu , mężczyźni na koniach oferujący podjazd na wulkan dla bardziej  leniwych turystów , na szczęście nikt nie pyta nas o bilet wstępu. U stóp wulkanu jest także świątynia hinduistyczna , jednak nie widać tam żadnych wiernych.

świątynia hinduistyczna u stóp Bromo

świątynia hinduistyczna u stóp Bromo

Dochodząc do stóp wulkanu , mamy schody kamienne , dość strome , po jednej stronie ludzie wchodzą , po drugiej schodzą bowiem jest tu dość ślisko

schody na Bromo

schody na Bromo

w

w „paszczy” bromo

widok z Bromo

widok z Bromo

p1000359

widok z Bromo

widok z dołu na Bromo

widok z dołu na Bromo

Po podziwianiu widoków  wnętrza wulkanu jak i tego  co widać z jego wierzchołka wracamy do hostelu , tym razem wracamy przez dziurę w płocie przy hostelu Indah , bo tak jest najbliżej. Po drodze do hostelu , widzimy ,że stoi na zakręcie już bus zapełniony tursytami w kierunku Probolinggo- jest 9 rano , my jeszcze chcemy się załapać na śniadanie w hostelu po wyczerpującym poranku i pozbyć się tumanów kurzu jaki mamy na sobie-przeszłyśmy w sumie  koło 11km piechotą . Śniadanie ku naszej radości  jest pyszne i obfite , następnie już zbieramy się z hostelu koło 10.3o i okazuje się ,że opcja transportu dalej nie rysuje się różowo. Na przystanku skąd odjeżdża bus czekają jedynie 2 Niemki , kierowca chce 450.000 IDR za cały bus , co jest dla nas stanowczo za dużo . Niemki wpadły na pomysł iż może uda się by właściciel hostelu , gdzie spały  zawiózł je  za podobną cenę , my chciałyśmy się przyłączyć partycypując w kosztach , jednak mafia busowa nas wyśledziła i groziła właścicielowi hostelu ,jeśli nas zawiezie , bowiem to oni tylko mają monopol na te przewozy. Ostatecznie  Niemki jako , iż im się spieszy płacą trochę więcej od nas a my korzystamy na sytuacji i udajemy się do Probolinggo z nimi , a stamtąd znów do Surabya, by kolejnego dnia pociągiem ruszyć do Yogyakarty.

Informacje praktyczne:

przelicznik 1USD=13.000 IDR

Damri Bus -lotnisko Surabaya Juanda do Surabaya Terminal Purabaya=cena 20.000 IDR osoba ( jedzie 20-30 minut)

Surabaya-Probolinggo – bus z klimą , jedzie 3h, koszt 30.000 IDR osoba

bus z Probolinggo do Cemoro Lewang -37.500IDR osoba ( tam) , z powrotem niestety drożej

zakwaterowanie pokój deluxe 2 osobowy ze śniadaniem 425.000IDR

restauracja w hostelu, pierś z kurczaka z ryżem i warzywami 43.000IDR, naleśnik z owocami i czekoladą 23.000IDR, były też tańsze dania obiadowe 23.000-28.000 IDR

Opublikowano INDONEZJA 2016 | Otagowano , , | Dodaj komentarz

Park Narodowy Los Glaciares – Perito Moreno najsłynniejszy lodowiec świata

Kolejnym ważnym punktem naszej podróży jest lodowiec Perito Moreno .Jest to trzeci co do wielkości lodowiec świata , oferuje niezapomniane widoki i nie wyobrażam sobie go pominąć będąc tak blisko , to obowiązkowy punkt Patagonii. Za bazę wypadową pod lodowiec obieramy El Calafate , stąd bowiem są busy codziennie rano między 8 a 8.30 oraz po południu 13h lub 15h i odpowiednio dopasowane powroty-ostatni powrót 18h lub 19.30 . My wybieramy podróż rano oraz powrót o godzinie 16h z Perito Moreno.Przy wjeździe do Parku Los Glaciares jest pobierana opłata za wstęp. Następnie przejeżdżamy jeszcze koło 30km , aż do parkingu autobusów , są tam również 2 restauracje. W miejscu postoju busa , jest także budka , gdzie można kupić bilety na rejs statkiem tuż przy Perito Moreno tzw safari nautico. Rejsy odbywają się między 10 a 16h i każdy trwa 1h. Nie decydujemy się jednak na tą opcję -obserwujemy pływający stateczek i widzimy , iż nie podpływa on zbyt blisko lodowca, wynika to z tego , iż odpadający fragmenty lodowca wywołują dość duże fale w promieniu 50m. Z innych atrakcji jest możliwy mały lub duży trekking po lodowcu , bezpośrednim organizatorem jest firma Hielo y Aventura-http://www.hieloyaventura.com, na ich stronie znajdziecie dokładny opis wycieczek  oraz cennik.

W miejscu , gdzie jest zejście do portu , zaczynają się pasarele , można nimi podejść 1200m na główny balkon widokowy. Można też z parkingu dla busów podjechać małym busikiem na samą górę , gdzie jest drugie wejście na pasarele widokowe. My decydujemy się przejść wszystko pieszo , zaczynając od dołu i stopniowo zbliżając się do lodowca.

Po drodze jest kilka punktów widokowych.

pasarele-dolna część

pasarele-dolna część

Perito Moreno

Perito Moreno

Perito Moreno

Perito Moreno

Perito Moreno

Perito Moreno

Perito Moreno ma 14km długości i 50-55m wysokości , mnie najbardziej zachwyca widok lodowca z góry- wygląda jak lodowa pustynia, biegun południowy.

Przebija lodowiec Greya , który bardzo mi się podobał w Torres del Paine ,  Perito jest bardziej spektakularny.Jesteśmy świadkami jak odrywają się ściany lodowca i spadają z hukiem do wody , jedna z nich jest naprawdę dość duża .Ogólnie wciąż słychać huk , zapewne to lodowiec się kruszy , tylko ,że w bardziej wewnętrznej części i tego nie widzimy.

Perito Moreno

Perito Moreno

W pobliżu są też inne lodowce , jak np lodowiec Viedma , tu także oferują trekking po jego powierzchni .Spędzamy łącznie kilka godzin podziwiając lodowiec , warto więc zrobić go na własną rękę , korzystając z transportu publicznego . Oferowane są bowiem także jednodniowe wycieczki na lodowiec , jednak nie oferują one nic więcej ponad to, co sami możecie zrobić .

Na tym kończymy wycieczkę po Patagonii ,pozostaje powrót do Buenos Aires -1,5 dnia zwiedzania miasta i powrót do Europy ,jak zwykle za szybko zleciało..

Natomiast , jeśli chodzi o powrót do El Calafate , a potem na lotnisko , jako ciekawostka powiem Wam, że mając bilet na trasie El Calafate-El Chalten-El Calafate- można wysiąść po drodze na lotnisku , gdyż bus się tam zatrzymuje jadąc z El Chalten , jednak nie ma opcji kupna biletu tylko z El Calafate na lotnisko. Tu należy skorzystać z firmy Ves Patagonia – rezerwacja telefoniczna – nasz właściciel hostelu dzwonił do nich 2 dni wcześniej , ale już nie było miejsc , więc ostatecznie on zawiózł nas na lotnisko.

Informacje praktyczne:

-zakwaterowanie w El Calafate-Hostel Los Manatiales -96USD za 2 noce w pokoju 2 osobowym , do tego należy doliczyć 21% Vat , jednak znów udaje mi się dojść do porozumienia i uniknąc Vatu

-bus El Calafate do Perito Moreno-450ARS w dwie strony +10 ARS opłata dworcowa  ( ceny takie same z Cal Tour czy Taqsa )

-polecam  Pizzerie La Zorra przy gł ulicy , koszt dużej pizzy 220ARS

-wstęp do Parku Los Glaciares-260 ARS

-safari nautico – 250 ARS

-Ves Patagonia -transport busem na lotnisko w El Calafate-100ARS od osoby

-taxi na lotnisko El Calafate – koło 250ARS

 

Opublikowano ARGENTYNA 2016 | Otagowano , | Dodaj komentarz

El Chalten stolica argentyńskiego trekkingu

Następnym etapem naszej podróży jest El Chalten- stolica trekkingu argentyńskiego , oczywiście amatorzy gór jeżdżą też do Bariloche  czy Esquel , jednak my ze względu na możliwości czasowe decydujemy się- najpierw na przejazd Puerto Natales do El Calafate , a stamtąd jeszcze tego samego dnia do El Chalten.  Pierwszy odcinek pokonujemy z Bus Sur – autobus ma odjazd o 7.30 a do El Calafate docieramy koło 13h. Tym razem granica idzie dość szybko i w ogóle śmiesznie wygląda jak na przejście graniczne.

 

granica argentyńsko-chilijska

granica argentyńsko-chilijska

Po przybyciu do El Calafate , mamy ponad  3h oczekiwania ,wykorzystujemy ten czas na posiłek  , schodząc z dworca schodami w dół , bowiem na samym dworcu nie ma opcji zjedzenia czegoś normalnego. Blisko dworca jest też bankomat- jednak trzeba wyjść drugim wyjściem-tym prosto na ulicę i skręcić w prawo , wówczas po jakiś 5min pieszo po lewej stronie jest bank z bankomatem. Na dworcu autobusowym jest też punkt informacyjny , gdzie można pobrać foldery  informacyjne o pobliskich atrakcjach turystycznych.

Jeśli kupujecie bilety z El Calafate gdziekolwiek przez internet , należy pamiętać by u tego samego operatora zapłacić 10 ARS podatku – bez tego mogą nie wpuścić do autobusu lub możecie mieć problemy później w razie kontroli.

O 16.30 wyruszamy w końcu w kierunku El Chalten , czasami przez drogę  widać przebiegające  guanaco – jest nawet znak drogowy informujący jak zachować się w takiej sytuacji: nie trąbić , zwolnić i czekać ,aż zwierzę przebiegnie…

Im bliżej El Chalten widoki z autobusu coraz ładniejsze….

w drodze do El Chalten

w drodze do El Chalten

w drodze do El Chalten

w drodze do El Chalten

Do celu docieramy o 19.30 , dworzec jest na końcu miasteczka , są dwie główne ulice na krzyż.Nasz hostel jest pośrodku avenidy San Martin , więc mamy jakieś 15-20 min pieszo z bagażami.  Gdy docieramy na miejsce- Hosteria Fitz Roy , zakwaterowanie robi dobre wrażenie , mamy w końcu łazienkę tylko dla siebie. Normalnie tu i w większości miejsc nie można płacić kartą – jest to związane ze słabym zasięgiem internetu , jest jeden bankomat w miasteczku ale nie korzystałyśmy – podobno nie obsługuje kart z metalowym chipem. Lepiej więc tu wziąć gotówkę i nie martwić się o płatności kartą.

El Chalten to malutkie miasteczko , liczące poniżej 2000 mieszkańców , od 2 lata dopiero szczyci się prawami miejskimi a od roku mają tu dopiero zasięg telefonii komórkowej i internet, jednak jedna z mieszkanek zapewnia mnie ,że dobrze żyło si ę i bez tego.

widok z góry na El Chalten

widok z góry na El Chalten

Określenie tego miejsca jako stolica argentyńskiego trekkingu trochę mnie dziwi , gdyż mamy tu tylko 2 główne szlaki  i kilka pomniejszych.

  1. Laguna Torre-18 km w dwie strony
  2. Laguna de los Tres -20km w dwie strony , szlak ten odznacza się większą skalą trudności niż ten pierwszy.

Więcej informacji o szlakach znajdziecie na stronie    http://www.elchalten.com/indexen.php ,która jest również w wersji angielskiej.

Jako iż mamy dwa pełne dni do dyspozycji na ten zakątek Argentyny , zamierzamy wykonać oba szlaki. Pierwszego dnia  wyruszamy do Laguna Torre. Muszę dać odpocząć moim nogom i dziś zamiast ciężkich butów trekkingowych , jakie nosiłam przez ostatnie dni , zakładam zwykłe , których używam do chodzenia po Beskidach  w Polsce. Na szczęście trasa nie jest mocno wymagająca i okazują się wystarczające. Szlak zaczyna się  w połowie ulicy San Martin – jest wyraźnie oznakowany jego początek .Początkowo pnie się do góry  przez ponad 2km ,  skąd oferując ciekawe widoki .

na szlaku Laguna Torre

na szlaku Laguna Torre

na szlaku Laguna Torre

na szlaku Laguna Torre

Każdy km szlaku jest oznaczony , co stanowi dobrą orientację na drodze do celu.W końcu dochodzimy do punktu widokowego Mirador del Torre , skąd już możemy podziwiać Cerro Torre.

Cerro Torre

Cerro Torre

Następnie mamy zejście w dół i dość dłuższy czas szlak biegnie  po równinie oferującej widok na Cerro Torre-3102 m  i okoliczne szczyty i lodowce.

widok na Cerro Torre

widok na Cerro Torre

 

Pogodę mamy piękną , ludzi na szlaku też nie aż tak dużo , naprawdę jestem szczęśliwa w tym pięknym otoczeniu , wolna od trosk dnia codziennego… gdyby się tak dało ten moment zatrzymać na dłużej.

Mając za nami ponad połowę szlaku , zaczynamy schodzić w dół , to już droga prowadząca do Laguna Torre , większa jej część biegnie wzdłuż strumyka . W końcu dochodzimy do laguny tuż przy Cerro Torre.

Laguna Torre

Laguna Torre

Cały szlak dość wolnym tempem zajął nam 6h .Wracając z powrotem , Paulina dostrzegła kondory .

Szybuje kondor

Szybuje kondor

Następny dzień naszego pobytu w El Chalten , przeznaczamy na drugi z głównych szlaków- Laguna de los Tres. Początek tego szlaku znajduje się na końcu ulicy San Martin .

szlak na Fitz Roy -10.2km , trudność średnia-wysoka

szlak na Fitz Roy -10.2km , trudność średnia-wysoka

My jednak chcemy sobie trochę urozmaicić trasę  ,by nie wracać tą samą drogą , zaczynamy od szlaku przy Hosteria El Pilar w kierunku Laguna Capri. Jako , iż Hosteria El Pilar znajduje się jakieś 14km od miasteczka , w agencji turystycznej na ulicy San Martin-tuż przy barze wegetariańskim ( bardzo smacznY-polecam!) kupujemy transfer . Bus jedzie docelowo do Jezioro El Desierto , a nas wysadzają po drodze. Zanim dojedziemy do El Pilar , busik zatrzymuje się w miejscu , gdzie możemy podziwiać piękny widok na Fitz Roy -3405 m

Fitz Roy

Fitz Roy

Wysiadamy przy drodze wiodącej do Hosteria El Pilar , tu trzeba przejść jakieś 500m by dotrzeć do początku szlaku wiodącego do Laguna de los Tres.

widok na Fitz Roy z okolic Hosteria El Pilar

widok na Fitz Roy z okolic Hosteria El Pilar

Stąd do Laguna de Los Tres mamy 5,5 km , po drodze  jest punkt widokowy na lodowiec Piedras Blancas. Początkowy szlak biegnie lasem liściastym i nie ma spektakularnych widoków , aż do punktu Mirador de las Piedras Blancas.

Mirador de las Piedras Blancas

Mirador de las Piedras Blancas

Następnie po dość krótkim czasie , mamy rozwidlenie szlaku , albo w kierunku El Chalten albo Poincenot , Rio Blanco i Laguna de los Tres.Ja dochodzę jedynie do Rio Blanco , w sumie od początku zakładałam , iż odpuszczę sobie wchodzenie ponad 1 km ostro pod górę , Paulina jest bardziej ambitna i wchodzi na samą górę- aż do Laguna de los Tres.

most na Rio Blanco

most na Rio Blanco

A oto widok  na Laguna de los Tres

Laguna de los Tres

Laguna de los Tres

widok z góry z Laguna de los Tres

widok z góry z Laguna de los Tres

Wracając w kierunku El Chalten,  przed dojściem do Laguna Capri , także mamy piękne widoki na Fitz Roy z innej strony.

widok na Fitz Roy

widok na Fitz Roy

W pewnym momencie szlak znów się rozwidla i można iść bezpośrednio do Laguna Capri lub pod Mirador  Fitz Roy , szlaki te łączą się zaraz za Laguną Capri , by wspólnie biec już do El Chalten. Zanim jednak dojdziemy do tego rozwidlenia , jest także opcja wejścia na szlak Madre e Hija , który następnie łączy się w połowie drogi ze szlakiem Laguna Torre.

rozwidlenie szlaków na trasie Laguna de Los Tres do El Chalten przez Laguna Capri

rozwidlenie szlaków na trasie Laguna de Los Tres do El Chalten przez Laguna Capri

Laguna Capri , jest pięknie położona i dysponuje małymi żwirowo-piaskowymi plażami , niektórzy nawet się kąpią. Woda jest tu krystalicznie czysta.

Laguna Capri

Laguna Capri

Średnim tempem , cały szlak zajął mi 7h , dziś to ostatni dzień trekkingu , więc też potrzebowałam więcej luzu .

Jeśli chodzi o fajne miejsce do jedzenia -szczerze mogę polecić restaurację La Senyera – przy jednej z gł ulic Lago del Desierto . Ciekawy wystrój , dobre jedzenie polecam!

La Senyera- wystrój

La Senyera- wystrój

Poza tym jest kilka innych fajnych miejsc  jak np bar wegetariański na ul San Martin , pamiętajcie ogólnie nie można płacić kartą!

Informacje praktyczne:

-bilet bus Puerto Natales -El Calafate z linią Bus Sur- 28 USD ( wyjazdy wtorki , czwartki i soboty  o 7.30 i 14.30 – przejazd trwa koło 5h )

-bilet bus El Calafate-El Chalten 370  ARS  -firma Taqsa/ Magra (można spróbować nabyć bilet na http://www.plataforma10.com ,mi nie zaakceptowało karty bankowej i kupiłam bezpośrednio na stronie Taqsa – tyle ,że tu jest mniej dostępnych busów.

-zakwaterowanie El Chalten- Hosteria Fitz Roy- 210 USD za 3 noce -pokój 2 osobowy ze śniadaniem , udało nam si wymigać od płacenia 21% Vat , bo normalnie do tej ceny trzeba by doliczyć Vat.

-cena transferu z El Chalten do Hosteria El Pilar – 125 ARS

Opublikowano ARGENTYNA 2016 | Otagowano , , , , | Dodaj komentarz

Torres del Paine- na szlaku trasy W- część III

To już ostatnia część relacji z Torres del Paine . Zostały nam do pokonania odcinki:

Refugio El Chileno – Refugio Los Cuernos

Refugio Los Cuernos- Refugio Paine Grande

Zaczynamy więc od El Chileno , wychodzimy zaraz po śniadaniu o 9.30.Początkowo szlak biegnie tak samo jak przyszłyśmy, w połowie drogi jest odbicie na Refugio Los Cuernos lub można iść na około schodząc niemal pod hotel Las Torres- zależnie od potrzeb. My idziemy   ” na skróty”.Jest za to mniej ludzi na szlaku , pogoda nam również dopisuje , większa część dnia jest słoneczna i ciepła , dopiero późnym popołudniem chmurzy się i nawet lekko grzmi. Połowę szlaku idziemy mniej więcej razem , potem się rozdzielamy , bo ja za bardzo zostaję w tyle. W pierwszej części szlaku jest sporo widoczków na jezioro Nordenksjold.

Jezioro Nordenskjold

Jezioro Nordenskjold

Lago Nordenskjold

Lago Nordenskjold

Szlak nie ma drastycznych przewyższeń terenu , więc mimo dłuższego dystansu , idzie się w miarę lekko.Poniżej mapka szlaku

szlak Hotel las Torres-Refugio Los Cuernos

szlak Hotel las Torres-Refugio Los Cuernos

Mijamy też ciekawy most na jednej z rzek .

w drodze do Los Cuernos

w drodze do Los Cuernos

Im bliżej schroniska tym lepszy widok na Cuernos del Paine-kolejna charakterystyczna wizytówka  parku .

Cuernos del Paine

Cuernos del Paine

Stąd jest jeszcze jakieś 1,5h drogi , raz pod górkę, raz z górki. Do schroniska docieram koło 16.30 – czyli szlak mi zajął 8h , szłam spokojnym tempem , w końcu nie przyszłam tam na wyścigi , lecz także by chłonąć otaczającą mnie przyrodę.

Schronisko jest tuż nad rzeką z małym zejściem na kamienistą plaże i z widokiem wprost na Cuernos del Paine.

SAM_5259

zatoczki w okolicy schroniska Cuernos del Paine

Jest ono podobne do poprzednich z Fantastico Sur z   naprawdę smaczną i obfitą kolacją. Ogólnie kolacje warto zamówić , po dniu trekkingu naprawdę jest to dobra rzecz.  Zwykle można zamówić ją z wyprzedzeniem przez neta , albo na miejscu  bodajże do 17h. Sklepik jaki jest tutaj , jest mocno pusty .

Trochę łamiemy sobie głowę, jak optymalnie zorganizować ostatni dzień, najlepiej byłoby zdążyć na prom o 12.30 z Paine Grande , Paulinę kusi wypad do doliny francuskiej i powrót ostatnim promem o 18.30 , co oznaczałoby , że  musiałaby przejść jakies 22 km w jeden dzień. Ostatecznie jednak rezygnujemy , gdyż to zbyt napięty plan.

Ostatniego dnia  wyruszamy wcześnie ,czekamy aż tylko trochę się rozwidni-czyli do 7 rano. Jeszcze jest lekko ciemnawo , jednak wychodzimy , gdyż mamy wg wskazań 5h szlaku i musimy się sprężać by zdążyć na prom.

na szlaku Refugio Los Cuernos-Paine Grande

na szlaku Refugio Los Cuernos-Paine Grande

Dzisiejszy szlak już jest bardziej męczący i liczy 12,5 km  .Pierwszą godzinę idzie się w miarę płasko , jednak potem zaczyna się mocne podejście pod górę, tak wcześnie nie ma jeszcze nikogo na szlaku ,a momentami ten nie jest tak dobrze oznaczony i zdarzyło nam się raz zbłądzić , ale zorientowałyśmy się szybko. Następnie mamy mocne zejście w dół w kierunku Domo Frances( zakwaterowanie) i Campamento Italiano. Stąd zaczynają się widoki pobliskiej doliny francuskiej.

wejście do doliny francuskiej

okolice doliny francuskiej

Docieramy do Campamento Italiano- pole namiotowe-trzeba mieć swój namiot i można zarezerwować pobyt tylko na 1 noc  , celem zwiedzenia doliny francuskiej .Stąd odchodzą dwa szlaki -jeden do doliny , drugi do Paine Grande

wejście do doliny francuskiej

wejście do doliny francuskiej

My oczywiście idziemy do Paine Grande , musimy przejść przez kolejny malowniczy most.

przeprawa z Campamento Italiano w stronę Paine Grande

przeprawa z Campamento Italiano w stronę Paine Grande

wejście do doliny francuskiej

wejście do doliny francuskiej

Stąd znów mamy na zmianę , góra-dół .

szlak z Campamento Italiano do Paine Grande

szlak z Campamento Italiano do Paine Grande

W końcowym etapie mijamy spaloną część parku , wciąż oglądam się wstecz patrząc na góry strzegące wejścia do doliny francuskiej.

widok na wejście do doliny francuskiej

widok na wejście do doliny francuskiej

Ostatnią godzinę musiałam mocno przyspieszyć tempa , bałam się, że nie zdążę na prom , ostatecznie przychodzę 30 min przed jego odpłynięciem , więc wielka ulga. W Pudeto wsiadamy w autobus do Laguna Amarga- nastpnie do Puerto Natales tym samym busem . Na krótkim postoju, tu po raz pierwszy na szybko udaje nam się zobaczyć guanaco z bliska.Są to zwierzęta z rodziny lam , które żyją w parku , jednak widziałyśmy je tylko wzdłuż dróg , którędy jeździły busy i auta, czyżby tak lubiły ludzi? w ogóle się mnie nie boją , szkoda ,że kierowca już woła do busa , bo nie zdążyłam się napatrzeć , ale udało się zrobić na szybko kilka zdjęć.

guanaco w okolicy Laguna Amarga

guanaco w okolicy Laguna Amarga

Na tym kończę moją relacje z Torres del Paine , po powrocie do Puerto Natales , następnego dnia udajemy się do El Chalten-stolicy argentyńskiego trekkingu.

Opublikowano CHILE 2016 | Otagowano , , | Dodaj komentarz

Torres del Paine- na szlaku trasy W- część II

To jest trzeci dzień naszego trekkingu. Dziś szykuje się   nam dość intensywny dzień. Najpierw ze schroniska Torre Central wyruszamy koło 9.30 do schroniska El Chileno, stamtąd na punkt widokowy Mirador Las Torres, skąd będziemy podziwiać jeden z najpiękniejszych widoków w parku wieże Torres del Paine.

szlak Torre Central-Mirador Torres del Paine

szlak Torre Central-Mirador Torres del Paine

Szlak rozpoczyna się przy hotelu Las Torres , wiec trzeba podejść jakieś 200m. Tu także rozpoczyna się  szlak do schroniska Los Cuernos.  Przy wejściu na szlak jest dobrze wyposażony kiosk spożywczy , w innych tego rodzaju kioskach na szlaku świecą z reguły pustki.Pierwsze 10-15 minut oba szlaki biegną razem , następnie ten do El Chileno zaczyna się ostro piąć pod górę. Dziś też mamy najgorętszy dzień ze wszystkich , jest pewno koło 25 stopni , do tego jeśli dodamy wysiłek jaki trzeba włożyć wchodząc pod górę z bagażami , robi się, aż za gorąco.Dla mnie też jest to najtrudniejszy dzień trekkingu. Połowa trasy do El Chileno jest mocno pod górę, jestem zmuszona robić częste postoje , wyciskam z siebie siódme poty. Mniej więcej w połowie drogi mamy piękny punkt widokowy, skąd w jedną stronę widać bezkresny krajobraz, a z drugiej piękną dolinę, która przypomina mi niższe partie Himalajów.

widok na dolinę , gdzie znajduje się schronisko Torre Central

widok na dolinę , gdzie znajduje się schronisko Torre Central

w drodze do schroniska El Chileno

w drodze do schroniska El Chileno

Następnie jak widać na zdjęciu powyżej mamy już przede wszystkim zejście w dół , choć są momenty , gdzie trzeba trochę podejść pod górę. Część szlaku na odcinku Torre Central do El Chileno to 5km , szacowany na 2h drogi , mi zajęło to 2,5h , a Paulinie jeszcze mniej , gdyż regularnie zostaję za nią z tyłu, ale to nic , najważniejsze ,że każda może iść we własnym rytmie.

Schronisko El Chileno , jest ładnie usytuowane , nad rzeką w dolinie z widokiem na Torres del Paine. Pokoje są 8 osobowe , nam trafia się praktycznie komplet, jedno łóżko jedynie jest wolne. Obok jest także pole namiotowe.  Zostawiamy nasze bagaże i wyruszamy już niemal bez obciążenia w kierunku punktu widokowego Mirador Torres del Paine.

widok ze schroniska El Chileno

widok ze schroniska El Chileno na Torres del Paine

Z El Chileno do Mirador   Torres  del Paine  mamy 4km w jedną stronę, z czego ostatni kilometr jest naprawdę ciężki. Do punktu Campamento Torres , gdzie jest pole namiotowe -potrzebne jest zezwolenie, trasa jest w miarę łatwa i przyjemna , raz pod górę, raz z góry , pośród strumieni i lasów , naprawdę pozwala naładować akumulatory otaczające nas piękno.

w drodze do Mirador Torres del Paine

w drodze do Mirador Torres del Paine

w drodze do Mirador Torres del Paine

w drodze do Mirador Torres del Paine

 w drodze do Mirador Torres del Paine

w drodze do Mirador Torres del Paine

Gdy docieramy w okolice Campamento Torres , roślinność zaczyna się przerzedzać  i widać górskie szczyty . Odtąd zaczyna się też strome i w końcowym odcinku mocno kamieniste podejście.

między Campamento Torres a Mirador Torres del Paine

między Campamento Torres a Mirador Torres del Paine

Odcinek Campamento Torres do Mirador Torres del Paine  jest szacowany na 45 min , w jedną stronę, mi zajął , aż 70 minut. Ostatnie 30 minut to niemal droga przez mękę, cóż nie jestem zbyt doświadczona w trekkingach…

jeszcze tylko trochę do Mirador Torres del Paine

jeszcze tylko trochę do Mirador Torres del Paine

Aż w końcu są , trzy piękne wieże, dumnie spoglądające na odwiedzających , tego punktu po prostu nie można pominąć !

Torres del Paine

Torres del Paine

Wieże te odpowiednio mają od 2260m , po 2500m -wieża południowa , ten widok to najpiękniejszy jaki widziałam podczas trekkingu w parku, słyszałam ,że dolina francuska również robi niezatarte wrażenie , ale cóż nie miałam już okazji tam dotrzeć , więc się nie wypowiadam.

Mimo , iż podejście pod wieże rozpoczynałyśmy przy pięknej pogodzie , zanim doszłam , zaczęło się już chmurzyć i na tej wysokości sporo się ochłodziło , więc pod względem ubioru trzeba być przygotowanym na każdą okoliczność. To jednak nie dziwi , bo  punkt widokowy znajduje się na wysokości 875m.

Torres del Paine

Torres del Paine

Następnie po godzinie kontemplacji pięknych widoków trzeba jeszcze stamtąd zejść do schroniska El Chileno. Schodząc nogi same pędzą do przodu i wśród stosu kamieni po drodze, trzeba uważać by nie upaść .

zejście z Torres del Paine

zejście z Torres del Paine

Do schroniska docieram już o zmierzchu , Paulina już na mnie tam czeka , po dobrej kolacji , obie udajemy się na spoczynek , gdyż jutro czeka nas kolejne wyzwanie i najdłuższa 16km trasa do schroniska Los Cuernos.

Opublikowano CHILE 2016 | Otagowano , | Dodaj komentarz

Torres del Paine- na szlaku trasy W- część I

Park Torres del Paine obejmuje 181.000 hektarów. Posiada 4 bramy wjazdowe: Laguna Amarga-wjazd dla autobusów ,  Laguna Azul,  Porteria  Serrano oraz Porteria Sarmiento. Na terenie parku są drogi dla pojazdów- aut i autobusów , jedną z opcji jest wynajęcie auta i poruszanie się nim po parku, jak i szlaki piesze. Nas interesują szlaki piesze. Mamy tu dwie gł pętle , które podróżnicy obierają na trekking , choć wiadomo organizując wyjazd na własną rękę , można dowolnie pokombinować to chcemy zobaczyć. Pierwsza możliwość to trekking trasą O- jest on najdłuższy i znacznie bardziej wymagający. Przebiega także dookoła masywu Paine i jego długość wynosi 92km. Jego najwyższy punkt to Paso Gardner 1250m. Na jego przejście potrzeba średnio 8-9 dni.

My wybieramy drugą opcją – szlak W  , jednak bez doliny francuskiej , nie starczyłoby nam na nią czasu przy planie jaki miałyśmy. W sumie w parku spędzimy 5 dni. Trasa W liczy 76,1 km- my zrobiłyśmy z tego 63,5 km . Wykonamy ją oprócz Doliny francuskiej ( Valle Frances) i w trochę innej kolejności , było to uwarunkowane dostępnością schronisk.

Są również trasy organizowane przez np Fantastico Sur z przewodnikiem bądź bez , widziałyśmy sporo grup idących z przewodnikiem , co szczerze dość mocno mnie zdziwiło , gdyż szlaki są ogolnie dobrze oznakowane i jest na nich sporo turystów , więc nie ma zagrożenia samotnego chodzenia pośród dzikiej przyrody zwłaszcza w pełni sezonu turystycznego.

Trasa W w Torres del Paine

Trasa W w Torres del Paine

Schroniska w Parku Torres del Paine są prowadzone przez 2 firmy:

  • większość na szlaku W należy do Fantastico Sur,w schroniskach tych są dość mocne restrykcje, urzędowe gaszenie świateł 22h-6h czy brak gniazdek elektrycznych w pokojach , więc jedyne miejsce do ładowania tlf/aparatu to recepcja, jest także przykaz używania prysznica tylko 5 min( to na szczęście nie jest respektowane) ,gdyż schroniska te w zdecydowanej większości używają naturalnych źródeł energii. Poza tym na terenie całego parku nie ma zasięgu sieci telefonii komórkowej , w niektórych schroniskach jest opcja wykupienia zasięgu wifi na 30 min w cenie 4000-5000CLP.
  • większość  tych na szlaku O są to schroniska Vertice Patagonia

Ceny noclegów oraz posiłków znajdziecie na stronie internetowej tych schronisk. Z mojej strony mogę tylko powiedzieć , że stosunek jakości do ceny ogólnie nie jest zbyt korzystny , schroniska są naprawdę drogie a oferowane udogodnienia bardzo podstawowe. Jeśli chodzi o jedzenie; śniadania i kolacje są w miarę dobre , jednak zdecydowanie nie polecam lunch box.

Obie te firmy dają możliwość wcześniejszej rezerwacji poprzez ich stronę internetową, my rezerwując już w listopadzie na luty miałyśmy problem z niektórymi z nich jak Paine Grande –  już wszystko było zarezerwowane , więc musiałyśmy nieco zmodyfikować wstępny plan trekkingu. Inną opcją jest spaniem w wypożyczonym namiocie( tez konieczna rezerwacja ) czy też przyjazd ze swoim namiotem.

Nasz ostateczny plan 5-dniowego trekkingu wyglądał następująco i został zrealizowany w 100%.

  1. Przejazd autobusem do Pudeto i przeprawa katamaranem do Paine Grande , następnie trekking do Refugio Grey i nocleg w nim- 11km
  2. Powrót z Refugio Grey do Paine Grande , przeprawa promem i przejazd autobusem do Laguna Amarga ,a stamtąd kolejnym busem do schroniska Torre Central/ Norte , gdzie spędzimy noc. Łącznie 11km
  3. Przejście z Torre Central do Refugio Chileno , zostawienie rzeczy i wejście na punkt widokowy Mirador Las Torres i powrót do schroniska-dystans 13km
  4. Przejście z Refugio Chileno do Refugio Los Cuernos , to najdłuższy trekking w jednym dniu liczący 16km
  5. Przejście z Refugio los Cuernos do Paine Grande – 12,5km i przepłynięcie promem,następnie powrót autobusem z Pudeto do Puerto Natales.

Naszą przygodę zaczynamy przystankiem w Laguna Amarga , tu należy opłacić bilet wstępu , wypełnić formularz z deklaracją ilości dni jaką zamierzamy spędzić w parku , jak i z podaniem planowanej trasy. Następnie mamy 5 minutowy filmik oraz przemowę czego nie wolno robić w parku. Dopiero po dopełnieniu tych formalności  wsiadamy w dalszą podroż do Pudeto. Tutaj wysiadamy, przed wejściem na prom jest kawiarnia , gdzie można coś zjeść czy się napić-ceny są dość przystępne. My ustawiamy się w kolejce na prom , jednak okazuje się , że jest nas za dużo i niestety musimy czekać dodatkową godzinę , aż nasz katamaran dopłynie do Paine Grande i wróci po resztę pasażerów. Prom w jedną stronę płynie 30 min.

Poniżej rozkład jazdy promów

rozkład jazdy katamaran Pudeto-Paine Grande

rozkład jazdy katamaran Pudeto-Paine Grande

Bilety kupuje się na katamaranie , nie trzeba więc ich rezerwować wcześniej. Jest opcja zakupu tam lub w dwie strony-wychodzi taniej. Niestety godzina opóźnienia z promem , sprawiła , iż musiałyśmy się trochę śpieszyć , bowiem pierwszego dnia musimy dojść do schroniska Grey -11km, a na szlak wchodzimy dopiero koło 15h. Wiadomo , iż początki są trudne , więc zanim wejdziemy w rytm chodzenia z plecakiem na szlaku , w pierwszym dniu sporo się zatrzymujemy i odpoczywamy. Paulina i tak idzie sporo szybciej niż ja , jednak dla mnie samo przejście trasy z plecakiem ważącym koło 15 % mojej masy ciała jest już wyzwaniem .Moim celem jest jednak przejście zaplanowanej trasy , nawet jeśli to będzie wolno i z licznymi przystankami. Z Paine Grande po zejściu z katamaranu mamy schronisko i pole namiotowe Paine Grande. Stąd odchodzą dwa szlaki – do Greya oraz w stronę doliny francuskiej.Poniżej szkic naszego szlaku z ujęciem przewyższeń terenu.

Paine Grande-Refugio Grey

Paine Grande-Refugio Grey

Początek naszego szlaku biegnie najpierw wąwozem w otoczeniu wzniesień , następnie wspina się w górę wiodąc przez pozostałości spalonego lasu.

w drodze do Refugio Grey

w drodze do Refugio Grey

Po przejściu 3km dochodzimy do  Laguna de Los Patos.

Laguna de Los Patos

Laguna de Los Patos

Niemal cały dzisiejszy dzień idziemy pod wiatr , a ten bywa tu dość silny , co jest dodatkowa przeszkodą. Pogodę mamy dość zmienną , raz jest chłodniej , raz wychodzi słońce , troszkę kropi , dziś mamy najgorszą pogodę ze wszystkich dni , jednak i tak uważam ,że miałyśmy dużo szczęścia , gdyż jest to jedyny dzień , gdy mam na sobie przez większość czasu cieplejszą kurtkę , w pozostałe dni w ogóle mi się nie przydała. Temperatura oscyluje w granicach 7-10 stopni C.

W końcu dochodzimy na wzniesienie skąd widać już Jezioro Greya- sa po nim organizowane również 3-godzinne rejsy -wypływają z Hosteria Lago Grey , gdzie można się jedynie dostać prywatnym busem . Tutaj też możemy zaobserwować kawałki lodu , które pływają po jeziorze , a odczepiły się z lodowca Greya.

Lago Grey-Jezioro Grey

Lago Grey-Jezioro Grey

Dalej droga prowadzi w kierunku lodowca Greya i w miarę zbliżania się do niego widoki są coraz bardziej spektakularne. Najładniejszy widok mamy tu z Mirador Lago Grey i do tego punktu przybywa wielu ludzi i stąd wracają z powrotem do Paine Grande.

punkt widokowy-Mirador Lago Grey

punkt widokowy-Mirador Lago Grey

My jednak idziemy dalej , odtąd zaczyna się w większości droga w dół , co oznacza ,iż następnego dnia trzeba będzie pokonać bardzo mocne wejście pod górę. Po drodze mijamy strumyki i zgodnie z instrukcjami  , decydujemy się na napełnienie butelek wodą i użycie jej do zaspokojenia pragnienia. Woda ze strumieni w parku nadaje się do picia !

SAM_5028

Mimo , iż od tej porze roku-jesteśmy tam 24.02 dzień trwa długo bo ciemno jest dopiero koło 21.30 , widzimy , że zaczyna się po mału zmierzchać , a na szlaku nie ma już niemal nikogo , musimy więc trochę przyspieszyć by zdążyć do schroniska przed nocą. Raczej nie chciałybyśmy się zgubić w parku , gdzie są pumy, to mało atrakcyjna wizja. Wciąż mamy coraz lepszy widok na lodowiec , jak ten niżej .

lodowiec Greya

lodowiec Greya

schronisko Grey na tle lodowca Grey

schronisko Grey na tle lodowca Grey

Po 4h trekkingu , koło 19.30 docieramy do schroniska Grey , jest ładnie usytuowane w dolinie , otoczone lasami i bardzo klimatyczne. Salon jest cały w drewnie , pokoje dla osób, które zamówiły nocleg z pościelą są 4 osobowe , a dla osób z własnym śpiworem 6 osobowe. Tu mamy gniazdka elektryczne w pokojach. Kolacja jest wydawana  do 21h i składa się z zupy,  drugiego dania i deseru , więc można się najeść po trudach trekkingu. Przed kolacją korzystając z ostatnich chwil zanim zapadnie totalna noc , udajemy się do punktu widokowego Mirador Glaciar Grey, który znajduje się jedynie 10 minut drogi od schroniska , a nie wszyscy o tym wiedzą i droga do niego nie jest dość dobrze oznaczona. Gdy tam docieramy jesteśmy zupełnie same , towarzyszy nam głucha cisza i surowy widok lodowca. Mam wrażenie jakbyśmy dotarły do wrót Antarktydy , jest to jeden z dwóch dni trekkingu , który wywarł na mnie największe wrażenie.

Lodowiec Greya

Lodowiec Greya

okolice lodowca Grey

okolice lodowca Grey

W schronisku Grey o 22h wyłączają światła i włączają dopiero o 6.30 , my następnego dnia musimy wyruszyć wcześniej by zdążyć na katamaran o 12.30 , który zabierze nas z powrotem do Pudeto. Koło 7.30 wychodzimy ze schroniska, wiedząc już ,że czeka nas mocne podejście pod górę , aż po Mirador Lago Grey. Następny dzień  za to przywitał nas pięknym słońcem i bezwietrzną pogodą , która utrzymała się przez 2h marszu , potem zaczęło wiać dość mocno, jednak było dość ciepło .

Jako , iż Paulina idzie szybciej umawiamy się , iż dojdzie pierwsza do promu by zarezerwować miejsce w kolejce , ja na odcinku ostatnich 3 km , muszę  mocno przyspieszyć. Zmyliły mnie oznakowania , w pewnym momencie pisało , iż zostało mi jeszcze 4,5km do celu i po dość długiej drodze , widzę , że jeszcze 3km , więc nieraz drogowskazy źle oznaczają pozostałe km.   Na szczęście udaje nam się zdążyć na prom . W tą stronę ,widząc ,że nie kołysze tak mocno wychodzę na zewn katamaranu i robię piękne zdjęcia z widokiem na Cuernos del Paine.

widok z katamaranu na Cuernos del Paine

widok z katamaranu na Cuernos del Paine

W Pudeto znów korzystamy z przewoźnika Buses Gomez , by przemieścić się do Laguna Amarga. Tu wysiadamy i czekamy już na  następny autobus , który zabierze nas do schroniska Torre Central-7km drogi. Docieramy do naszego schroniska Torre Norte , które znajduje się koło Torre Central koło 15h. W pobliżu jest także Hotel Las Torres i obok niego przy wejściu na  szlak do Refugio Chileno  dobrze wyposażony mały sklepik z art spożywczymi. Schronisko Torre Central jest ładnie położone w dolinie z widokiem na najwyższe szczyty Tores del Paine.

widok ze schroniska Torre Central

widok ze schroniska Torre Central

Ceny posiłków w Fantastico Sur w Torre Central są najtańsze w stosunku do reszty schronisk jakie odwiedziłyśmy , wynika to stąd , że do innych żywność musi być dowożona konno lub helikopterem , co komplikuje sprawę. Poniżej przykładowe ceny:

  • duża pizza 6000CLP
  • lampka wina 3000CLP
  • capuccino 6 USD

Śniadania i kolacje( zupa+drugie danie+deser)  miałam tu wykupione z wyprzedzeniem i mogę szczerze polecić przede wszystkim kolacje , choć śniadanie też jest warte rozważenia .

W schroniskach jest ogólnie chłodno , czy wręcz zimno w nocy , nie ma bowiem ogrzewania w pokojach , jest ono jedyne w części wspólnej i jest to z reguły kominek opalany drewnem , ciężko więc jest przeprać jakieś rzeczy i by wyschły do następnego dnia.

Informacyjnie dla leniwych jest stąd opcja transportu bagażu helikopterem, oczywiście nie korzystałyśmy;

  • Do Refugio Chileno- 45000CLP
  • Do Refugio Los Cuernos-60.000 CLP

Inne informacje praktyczne:

-wstęp do Parku Torres del Paine 18000CLP

-katarman po jeziorze Pehoe-15000CLP w jedną stronę , przy zakupie od razu biletu powrotnego 24000 CLP , można także płacić w USD( 22 USD  w jedną stronę , a w dwie 35 USD), płynie 30 minut.

-bus z Laguna Amarga do Torre Central -2800CLP

Opublikowano CHILE 2016 | Otagowano , , , , , | Dodaj komentarz

Torres del Paine- jak dotrzeć ?

Torres del Paine to jeden z najpiękniejszych Parków Narodowych Świata. Jest położony w chilijskiej części Patagonii.

Punktem wyjściowym dla większości turystów jest miejscowość Puerto Natales , która dysponuje dobrą bazą turystyczną , jest tu sporo hosteli , biur podróży organizujących wycieczki zarówno do Torres del Paine , jak i innych miejsc jak El Calafate czy nawet Ushuaia . Jest także kilka sklepów z odzieżą sportową czy wyposażeniem trekkingowym.

Jak dotrzeć do Parku ;

  • z Buenos Aires- dolecieć do El Calafate ,a następnie autobusem do Puerto Natales-5h jazdy- operatorzy Bus Sur.
  • z Santiago de Chile-samolotem do Punta Arenas , a następnie autobusem do Puerto Natales -3h. Można skorzystać z takich operatorów jak Bus Sur , Buses Pacheco , Buses Fernandez, Pullman Bus. Wszystkie biura znajdują się albo bezpośrednio przy Av Colon , albo w bocznej ulicy od niej i sa skupione w promieniu max 200m.
  • z Ushuaia – autobusem przez cieśninę Magellana z przesiadką w Punta Arenas operatorzy Bus Sur , Buses Pacheco- normalnie 12h jazdy , jednak należy się liczyć z tym , iż  przy wzburzonym morzu rejsy promem na drugi brzeg zostają wstrzymane. Ta opcja i nam się przydarzyła, wiało z prędkością 120km-140km/h i połączenie promowe zostało zawieszone do odwołania.
przeprawa przez ciśninę Magellana

przeprawa przez cieśninę Magellana

Muszę także wspomnieć jak wygląda przekraczanie granicy argentyńsko-chilijskiej. Wyjeżdżając o 6.30 z Ushuaia dojeżdżamy do granicy po około 4h jazdy , przekraczamy ją w San Sebastian. Po opuszczeniu Argentyny , jest kilka km ziemi niczyjej , ogólnie większa część trasy to pustkowia , gdzie czasem widać pasące się guanaco , owce czy krowy. Już w autobusie dostaliśmy do wypełnienia deklaracje celną . Ogólnie jest zakaz wwożenia produktów pochodzenia roślinnego jak i zwierzęcego , nasion , orzechów etc. Ja mam przy sobie figi i migdały  , które kupiłam w Polsce na trekking i szkoda mi się ich pozbywać .W deklaracji wpisuję , iż przewożę takowe produkty , licząc , iż celnik nie zauważy.Najpierw przechodzimy skanowanie bagażu podręcznego i celnik grozi sankcjami w razie zatajenia zakazanych produktów , milczę i jednocześnie drżę , że mnie przyłapią. W międzyczasie bowiem zostaje otwarty bagażnik autobusu i celnik wraz z psem przegląda bagaże , jednak na szczęście bez rozpakowywania ich… uff.

Jeszcze tylko stempel w paszporcie , dostajemy go  , a oprócz tego ważny dokument zwany Tarjeta Migratoria-czyli kartka migracyjna .Tą kartę będzie trzeba pokazywać w schroniskach Torres del Paine , w przeciwnym razie zostaniecie zmuszeni do zapłaty tamtejszego Vat -19%. Jeśli zgubicie taką kartę można uzyskać duplikat w Puerto Natales w wydziale migracyjnym , znajdującym się przy Plaza de Armas- otwarty również w niedzielę!

Z powodu naszej przygody z przerwą w kursowaniu promów i oczekiwaniu 5h na przeprawę , choć mogło być gorzej , nie zdążamy na autobus kupiony z wyprzedzeniem w Buses Fernandez( jako ciekawostkę podam  , iż musiałam podać pełne dane swojej karty bankowej , w tym kod bezpieczeństwa by zakupić te bilety z wyprzedzeniem , na szczęście jednak nie miałam przez to problemów). Mimo , iż szukałyśmy biletów też u innych operatorów, ostatni kurs do Puerto Natales odjechał o 21h, w związku z tym czekała nas przymusowa noc w Punta Arenas. Musiałyśmy się rozejrzeć za jakimś hostelem , w okolicy Av de Colon oraz bocznych uliczkach jest dość sporo hosteli-koszt ogołnie 60-70USD za 2 osobowy pokój. W końcu nam się udaje znaleźć tańszą opcje , to chyba 5 hostel do którego zaglądamy , znajduje się na ulicy Ohiggins-boczna Av Colon-blisko biura Bus Sur i nazywa się La Estancia.

Docieramy do Puerto Natales koło 13h  dopiero następnego dnia po wyjeździe z Ushuaia,terminal autobusowy jest oddalony koło 20 min od centrum miasteczka. Nasz hostel Cuatro Estaciones znajduje się blisko Plaza de Armas- 5 minut pieszo i jest to prawdopodobnie najtańszy hostel w tej lokalizacji. Właścielka hostelu bardzo pomocna , to ona zakupiła nam bilety na autobus z Ushuaia do Punta Arenas , gdyż mimo tlf i email nie byłam w stanie tego załatwić w PL , gdyż nawet pay pal nie dawał opcji zapłaty w CLP. Hostel daje też możliwość grzecznościowego przechowania bagażu na czas trekkingu, z czego oczywiście skorzystałyśmy. Proponuje także inne ułatwienia , jak załatwienie busa do Parku.

Miasteczko Puerto Natales jest dość obskurne , pierwsze wrażenia raczej niezbyt pozytywne,widać mocno biedę , większość domów jest pozbijanych z blachy , często bez ładu i składu , niektóre jedynie są pomalowane na kolorowo. Puerto Natales ma wszystko co potrzeba do organizacji trekkingu , jednak nic ciekawego w sumie do zwiedzania. Jest kilka punktów wymiany walut -przy gł ulicy Manuel Bulnes , a przy Plaza de Armas jest bank z bankomatem i przynajmniej tutaj nie spotkałam się z dziwnymi prowizjami extra czy limitem wypłat odgórnie ustalonym dla wszystkich przez państwo.

Puerto Natales

Puerto Natales

Na Plaza de Armas jest kościółek , dość skromny.

kościółek w Puerto Natales

kościółek w Puerto Natales

Jest także zatoka Almte Montt , na obrzeżach miasta możemy zobaczyć cmentarzysko statków, niektóre nadają się jeszcze do naprawy i są właśnie naprawiane , inne nie.

zatoka w Puerto Natales

zatoka w Puerto Natales

statki w Puerto Natales

statki w Puerto Natales

 

cmentarzysko w Puerto Natales

cmentarzysko w Puerto Natales

Jeśli chodzi o  miejsca , gdzie można dobrze i niedrogo zjeść w Puerto Natales to:

  • Mesita Grande-dobra pizzeria – koszt pizzy od 6000-8000CLP
  • Restaurante Tranquera Parilla blisko Plaza de Armas- prowadzona od 40 lat , dania mięsne czy rybne 8000-10000CLP +dodatki

Jeśli chodzi o busy do parku , odjeżdżają 2 razy dziennie , wszystkie o tej samej porze: 7.30 oraz 14.30( w pełni sezonu tj od listopada do końca marca)

Każdy z nich ma 3 przystanki- Laguna Amarga-9.45 , Pudeto 10.45  , Administracion 11.45 Natomiast powroty  zaczynają się w Administracion o 13h oraz 18h ( tylko w pełni sezonu)

Co ważne , w ramach tego samego biletu między tymi 3 przystankami można poruszać się dowolną ilość razy , zawsze , gdy nie wyjedziemy poza granice Parku Narodowego. Jeśli natomiast chcecie się przemieścić  z Laguna Amarga do schroniska Torres Central , należy skorzystać z innego przewoźnika , który wykonuję jedynie  tą trasę.Jest to 7km drogi , jednak nie warto pokonywać jej pieszo . Autobus ten jest skorelowany z przyjazdami Buses Gomez lub innego operatora , który kursuje między Puerto Natales a Parkiem.

 

Informacje praktyczne

  • Buses Pacheco na trasie Ushuaia-Punta Arenas- 35000CLP, podróż trwa 12-14h
  • Bus Sur na trasie Punta Arenas-Puerto Natales 6000CLP , podróż trwa 3,5 -4h.
  • hostel w Punta Arenas- La Estancia-51 USD za pokój 2 osobowy ze wspólną łazienką i bardzo dobrym śniadaniem( co często jest rzadkością w naszej podróży)
  • hostel Cuatro Estaciones w Puerto Natales-25600 CLP pokój dwuosobowy ze wspólną łazienką ze śniadaniem , posiada także 1 dormitorium, inne hostele – byłyśmy w  kilku -ceny od 40.000CLP za analogiczny pokój.
  • Buses Gomez z Puerto Natales do Parku Torres del Paine-podróż trwa 2h -koszt 15000CLP tam i z powrotem .
  • taxi z hostelu na dworzec , raz skasowano nas 2000CLP , drugi 1300CLP.
  • shuttle bus z Laguna Amarga do Torre Central 2800CLP w jedną stronę.
Opublikowano CHILE 2016 | Otagowano , , , | Dodaj komentarz

Laguna Esmeralda-prosty trekking dla każdego

Kolejną atrakcją w okolicy Ushuaia jest trekking do Laguna Esmeralda. Punkt wyjściowy rozpoczyna się w okolicy Valle de Lobos  i znajduje się 20km od stolicy Ziemi Ognistej. Można tutaj dotrzeć regularnym busikiem – po nas takowy przyjechał pod hostel , ale odjazdy są też z terminala przy ul Maipu. Są także wycieczki zorganizowane , których ceny są mocno przesadzone, tak np  90 USD z Piratours. Nie ma co ukrywać agencje turystyczne zbijają tu niezła kasę na leniwych czy wygodnych turystach.

My wyjeżdżamy  z hostelu o 10 rano , powrót mamy ustalony na 16h , choć jest jeszcze opcja powrotu o 18h innym busem – koniecznie wtedy trzeba to ustalić z kierowcą. Sam szlak do Laguna Esmeralda jest dość łatwy i tam i z powrotem wynosi 9,6KM, można go przejść spokojnym tempem w 4h. Szlak jest dobrze  oznakowany , nie ma więc potrzeby przemierzania go z przewodnikiem. Wraca się tą samą trasą. Początkowo  biegnie on pośród lasów , następnie mamy mniejszą polanę z  rzeką i niewielką tamą.

w drodze do Laguna Esmeralda

w drodze do Laguna Esmeralda

Następnie znów przechodzimy kawałek przez las , by w końcu wyjść na dużą wolną przestrzeń z widokiem na góry okalające lagunę.

w drodze do Laguna Esmeralda

w drodze do Laguna Esmeralda

 

w drodze do Laguna Esmeralda

w drodze do Laguna Esmeralda

By w końcu dotrzeć do laguny , która ma charakterystyczny szmaragdowy kolor -stąd jej nazwa. Jak dla mnie przypomina mi ona mocno nasze Morskie Oko.

Laguna Esmeralda

Laguna Esmeralda

Trekking jest przyjemny i nie wymaga nadmiaru wysiłku , stąd jest odpowiedni dla każdego , kto potrafi ten dystans przejść bez problemów w normalnych okolicznościach.  Obok parkingu , gdzie zaczyna i kończy się trekking jest opcjonalne wstęp na teren hodowli psów Husky , gdzie można podziwiać te psy jak i usłyszeć pogadankę na ich temat .

Informacje praktyczne:

  • dojazd do punktu trekkingowego w kierunku Laguna Esmeralda 250 ARS
  • wstęp na teren hodowli psów Husky- 150 ARS
Opublikowano ARGENTYNA 2016 | Otagowano | Dodaj komentarz

Wokół kanału Beagle

Kanał Beagle- zwany w języku  lokalnym yagan  –Onashaga –  oddziela Ziemię Ognistą od wysp tj.; jak  Navarino , Lenox, Picton i innych za którymi jest już tylko Antarktyda. Kanał ten łączy oba oceany ; Atlantycki i Pacyfik- rozciąga się na długość około 200 mil. Jego nazwa została nadana na cześć angielskiego statku HMS Beagle , który w latach 1826-1830 prowadził tam prace badawcze.

Na zwiadzenie kanału Beagle i jego okolic poświęcamy drugi dzień naszego pobytu w Ushuaia. Korzystamy w tym dniu z 2 wycieczek zorganizowanych  przez  firmę Piratours:

  1. Rejs po kanale Beagle ze zejściem na wyspę Karelo , do wyboru był rejs półdniowy -3h oraz całodniowy 6h z wizytą w Estancia Hamberton.Rejsy półdniowe wypływają 2 razy dziennie – o 9h lub 15h .
  2. Wycieczka na wyspę Martillo , znajdującą się również nad Kanałem Beagle , gdzie można przez godzinę pospacerować z pingwinami. Piratours to jedyna firma , która oferuje spacer pośród pingwinów , inne natomiast mają w ofercie podpłynięcie na odległość 3-5 metrów do wybrzeży wyspy Martillo bez schodzenia na ląd , dla mnie to była istotna różnica.

Nasz rejs po Zatoce Beagle rozpoczyna się o 9.30 , należy być 30 min szybciej. Zgłaszamy się najpierw do budki Piratours- i zostajemy przekierowane obok do Canoneros – który jest gł wykonawcą usługi( stawki mają jednak podobne) . Po odebraniu biletów na podstawie voucherów jakie dostałyśmy przez internet, udajemy się już obok do portu .Tu uiszczamy opłatę portową , przechodzimy kontrolę i zostajemy  wpuszczone na katamaran. Piratours oferuje wycieczki dużym katamaranem na 150 osób lub małym jachtem na 25 osób( jachtem rejs trwa 1h dłużej i jest droższy o 10 USD). W obawie przed chorobą morską ze swojej strony,decydujemy się na katamaran. Pierwsze zaskoczenie-trafiamy na całą dużą grupę zorganizowaną z Polski .Uff.. kto by pomyślał ,że na końcu świata spotkamy tak liczną grupę rodaków..

Katamaran nie jest wypełniony po brzegi , więc płynie się komfortowo.Jako pierwszy punkt odwiedzamy wyspę Ptaków- Isla de los Pajaros, należącą do archipelagu wysp Bridges ,gdzie można oglądać min różne gatunki mew , kaczek , albatrosa czarnobrewego.

Isla de los Pajaros

Isla de los Pajaros

 

Isla de los Pajaros

Isla de los Pajaros

Następnie mamy okazje krótkiego zejścia na ląd na wyspę Karelo , gdzie możemy poruszać się wyznaczonym szlakiem- stąd widoki są naprawdę imponujące na okoliczne góry jak i sam kanał Beagle. Roślinność wyspy przypomina tundrę -dominują mchy i niskie trawy.

wyspa Carilo

wyspa Karelo

Następnie płyniemy na wyspę Wilków Morskich- Isla de Lobos, gdzie możemy obserwować wilki morskie .

Isla de Lobos

Isla de Lobos

Isla de Lobos

Isla de Lobos

Na koniec dopływamy do latarni , często mylnie nazywanej latarnią końca świata ( Faro de Fin del Mundo-ta znajduje się na Przyl Horn) , a tu mamy latarnię Les Eclaireurs ( Los Iluminadores) , otoczonej przez stada kormoranów.

latarnia Les Eclaireurs

latarnia Les Eclaireurs

Dziś jak widać po zdjęciach pogoda mniej dopisała , część dnia padało , był to dzień z najgorszą pogodą podczas całego wyjazdu , jednak dzięki organizacji czasu , niemal nie miałyśmy okazji zmoknąć.Musze przyznać , iż ta mroczna i deszczowa aura, podkreślała jeszcze bardziej surowość przyrody i potęgowała wrażenia bycia na końcu świata.

Na latarni kończy się nasza wycieczka i wracamy do portu , jako , iż kolejna wycieczka do Estancia Hamberton i na wyspę Martillo zaczyna się o 14.30 , mamy przerwę na zjedzenie ciepłego posiłku.

Tym razem środek transport to autobus -2h w jedną stronę +łódka 20 min w jedną stronę , w sumie wracamy dopiero po 20h do Ushuaia. Autobus dojeżdża do Estancia Hamberton,- w tym miejscu hodowano dużą liczbę zwierząt , jednak po jednej ze srogich zim w latach 90 , większość wyginęło , aż ostatecznie zrezygnowano z tego zajęcia. Obecnie znajduje się tu kawiarnia z pamiątkowymi zdjęciami i niewielkie gospodarstwo.Pilot  dzieli   nas na 2 grupy . Nasza grupa jako pierwsza udaje się na wyspę Martillo , by doświadczyć spaceru z pingwinami. Dla mnie to niesamowite i chyba najbardziej wyczekiwane przeżycie w tej podróży. Nigdy nie widziałam pingwina w jego naturalnym środowisku. Isla de Martillo jest domem dla około 20 tys pingwinów magellańskich oraz 16 par  pingwinów   typu Papua   ( jedyna kolonia w Ameryce Pd.) . Przebywają one tutaj od września do kwietnia. Najpierw na wyspę przybywają samce przygotowując gniazdo. Gniazda są drążone w ziemi.  Następnie w październiku samica składa zwykle 2 jaja .Pingwiny są niemal monogamicznymi zwierzętami , większość z nich wybiera sobie partnera na całe życie- dożywają 18-20 lat . Pierwsze małe pingwinki przychodzą na świat w połowie listopada  do początku grudnia i przez około miesiąc przebywają w gnieździe. Podczas naszego pobytu , nie ma już małych pingwinów- wyemigrowały , te dorosłe też już wkrótce opuszczą Isla de Martillo. Pingwiny ogólnie spędzają połowę roku na lądzie – gdy przychodzi na świat potomstwo , a połowę w wodzie.  Są dobrymi pływakami ,pływają z prędkością 6-12km/h . Jednak to w wodzie czyha na nie najwięcej zagrożeń – są to lwy morskie czy orki drapieżne.

Nasz spacer pośród tych zwierzątek trwa 1h z przewodnikiem , możemy zbliżyć się na odległość 3m. Pingwiny jednak wcale się nas nie boją , jeden chciał nawet udziobać Paulinę w kolano. Wydają one specyficzne dźwięki- podobno każdy ma swój indywidualny i są w stanie się rozpoznać nawet pośród tysięcy innych pingwinów.

Isla de Martillo

Isla de Martillo

pingwin na wyspie Martillo

pingwin na wyspie Martillo

pingwiny i ich gniazda w ziemi

pingwiny i ich gniazda w ziemi

Isla de Martillo

Isla de Martillo

Pozostał mi spory niedosyt po tej wizycie , mam nadzieję , że uda mi się je jeszcze zobaczyć w naturalnym środowisku , a żyją niestety tylko na półkuli południowej od wysp Galapagos przez Nową Zelandię , RPA , aż po Antarktydę.

Po powrocie z wyspy zatrzymujemy się jeszcze na chwilę w Estancia Harberton i okolicznym muzeum.

Estancia Hamberton

Estancia Harberton

W drodze powrotnej do Ushuaia przewodnik pokazuje nam  jako ciekawostkę ,drzewa , które zostały uformowane przez bardzo silne wiatry.

SAM_4834

Informacje praktyczne:

-opłata portowa 20 ARS

-rejs 3h po kanale Beagle -wykupiony w Piratours  60 USD

-wycieczka do Estancia Hamberton oraz na wyspę Martillo (1h spacer z przewodnikiem wśród pingwinów) z Piratours  110 USD +20 USD wstęp do Estancia Hamberton

Opublikowano ARGENTYNA 2016 | Otagowano , , , , , | Dodaj komentarz

Park Narodowy Ziemi Ognistej

Park Narodowy Tierra del Fuego to jedna z najważniejszych atrakcji Ziemi Ognistej o powierzchni wynoszącej  aż 68909 h.Został  on założony w 1960 roku i jest oddalony 10km od miasta Ushuaia. Najłatwiej jest dostać się do niego małym busikiem , odjazdy z ulicy Maipu-obok stacji benzynowej.Pierwszy bus wyjeżdża o 9 rano , kolejny o 10 , 11 i ostatni koło 12.30 w stronę parku.Natomiast powroty z parku do Ushuaia ze stacji Lapataia czyli niemal końcowej w parku o 14, 16 i 18h.

Zaraz przy wjeździe uiszczamy opłatę wstępu ( niestety opłata jest znacznie wyższa dla obcokrajowców), następnie trzeba się  zdecydować się na którym przystanku wysiądziemy. Mamy do wyboru kilka opcji , zależnie co chcemy zobaczyć. Co ważne wewnątrz parku na tym samym bilecie , możemy się przemieszczać dowolną ilość razy autobusem , na który kupiliśmy bilet. Poza tym kierowca daje mapkę ze wszystkimi przystankami i godzinami odjazdów , co na pewno mocno ułatwia sprawę.

Pierwszy przystanek  jest tuż przy początku trasy pociągu końca świata.Pierwotnie pociąg wypełniony osadzonymi  pokonywał trasę z więzienia w Ushuaia do Monte Susana , gdzie skazańcy pozyskiwali różne materiały do budownictwa.W tej chwili pozostało jedynie 7km z tej trasy , która jest oferowana jako atrakcja turystyczna.Jest ona dostępna przez cały rok , są 3 wyjazdy dziennie . Od września do końca kwietnia o 9.30 , 12 i 15h , a w pozostałych m-cach 9h , 12.30( uzależniony wyjazd od liczby pasażerów)  i 15h. Niestety jest to dość kosztowna wycieczka , najtańszy bilet w klasie turystycznej kosztuje 530 ARS , a w pierwszej min 850 ARS . Ze względu na koszty i króciutką trasę my rezygnujemy z tej opcji i wysiadamy  na drugim  przystanku przy Bahia Ensenada.

Bahia Ensenada

Bahia Ensenada

Mimo , iż jest tu najwięcej ludzi zdecydowanie warto  się rozejrzeć po okolicy , to tutaj mamy budkę listonosza końca świata. Z tego miejsca można wysłać kartkę pocztową czy dostać stempel do paszportu  ( koszt 30 ARS). Poza tym widok stąd jest urzekający ,  bardzo mi się  tu  podoba, pogoda też się poprawia i z chłodnego wilgotnego poranka robi się całkiem słoneczny i dość ciepły dzień. Szczęście nam więc dopisuje. Chłoniemy piękno przyrody ,jej surowość i nieskazitelność, jesteśmy w końcu na krańcach naszego globu , tu jeszcze ostało się wiele pięknych miejsc .

widok z Zatoki Ensenada

widok z Zatoki Ensenada

Stąd można pojechać autobusem do innych punktów jak Lago Roca ( Jezioro Roca) czy Laguna Verde  . Można też obrać jeden z zaczynających się tu szlaków.Do wyboru w parku  mamy  trasy :

  • Senda Costera – czyli szlak nadmorski,prowadzi  niemal cały czas wzdłuż zatoki Beagle , poprzez ciekawe leśne ścieżki.Jego długość to koło 8km.
  • Senda HITOXXIV  o długości około 3,5km w jedną stronę , zaczyna się przy campingu w pobliżu jeziora   Roca , które oferuje piękne widoki w stylu fiordów i kontynując dalej wiedzie nas , aż po granicę z Chile.
  • Senda  Cerro Guanaco- szlak ten jest odbiciem w prawo od HITOXXIV, jest to dość trudna trasa z  nieprzerwanym i kamienistym podejściem pod górę . Szczyt Cerro Guanaco ma 967m i roztacza się stąd piękny widok na Kanał Beagle , jeśli oczywiście mamy przejrzyste niebo. Dystans do pokonania w jedną stronę to koło 4km , cała trasa na wejście i zejście jest szacowana na 8,5h , więc trzeba  zarezerwować na to cały dzień.
  • Senda Pampa Alta , kolejny  bardziej wymagający trekking ,długość odcinka to 4,9km. Zaczyna się  niewiele powyżej drugiego przystanku przy Bahia Ensenada .

Mapa Parku wygląda mniej więcej tak:

mapa parku

mapa parku

My decydujemy się na szlak Senda Costera, przejście zajmuje nam koło 4h. Większość trasy wiedzie przez las .

na szlaku Senda Costera

na szlaku Senda Costera

Są także zejścia do zatoczek z drobno kamienistymi plażami.

na szlaku Senda Costera

na szlaku Senda Costera

Po drodze mamy też widoki na piękne góry schodzące niemal do zatoki.

na szlaku Senda Costera

na szlaku Senda Costera

Mijamy też dzikie konie

dzikie konie na szlaku Senda Costera

dzikie konie na szlaku Senda Costera

na szlaku Senda Costera

na szlaku Senda Costera

Niedaleko od Jeziora Roca jest kawiarnia Alakush , gdzie można coś zjeść , jeśli nie wzięliście ze sobą prowiantu.

W końcu dochodzimy do Jeziora Roca , siadamy na chwilę na ławeczce podziwiając wspaniały widok i chłonąc niezapomniane wrażenia , których dostarcza nam każda chwila spędzona na końcu świata, daleko od wszystkiego.

Jezioro Roca

Jezioro Roca

Jezioro Roca -Lago Roca

Jezioro Roca -Lago Roca

Mając ograniczony czas decydujemy się  dodatkowo zrobić  część szlaku HITO XXIV. Po około 20 min wejścia na szlak , na prawo znajdziemy odgałęzienie na Cerro Guanaco .My jednak idziemy dalej , w sumie jakieś 40 min , szlak prowadzi wzdłuż jeziora, po drodze spotykamy 3 lisy , na początku trochę nas to przestraszyło , mogły być przecież wściekłe , na szczęście udaje nam się je jakoś wyminąć. Sam szlak prowadzi do granicy z Chile , jednak my zawracamy wcześniej , musimy bowiem zdążyć na autobus powrotny, który łapiemy przy Lago Roca tuż obok schroniska.

Nie udało nam się w ogóle zobaczyć drugiej części parku jak Laguna Negra , Laguna Verde czy miejsca , gdzie bobry tworzą tamy , to oferują zorganizowane wycieczki , które robią objazd autobusem po kilku punktach , jednak taka wycieczka to wysoki koszt bo za 4h – 60USD.

Nie ma jednak co żałować bo przynajmniej robimy szlaki w swoim tempie i same decydujemy o trasie. Poza tym  zaskoczyła nas mała liczba turystów mimo pełni sezonu  poza typowymi punktami turystycznymi, jednak to nas cieszy bo przynajmniej delektujemy się ciszą i spokojem.

Informacje praktyczne :

  • bus do P.N Tierra del Fuego 300ARS w dwie strony , nam dzięki właścielce hostelu Alba udało się zapłacić tylko 250 ARS.
  • wstęp do Parku  Narodowego -Tierra del Fuego- 170 ARS
Opublikowano ARGENTYNA 2016 | Otagowano , | Dodaj komentarz

Ushuaia -miasto końca świata

Ushuaia jest znana wielu z nas jako najdalej położone  na południe zamieszkane miasto świata. Jeśli jednak weźmiemy pod uwagę także mniejsze osady , najdalej wysuniętym na południe jest Puerto Williams( Chile)- koło 2500mieszkańców . Stąd  mamy już tylko 1000km do Antarktydy i ciut powyżej 3000km do stolicy kraju Buenos Aires. Ushuaia jest pięknie położona nad zatoką Beagle oraz otoczona także przez  łańcuch Andów .Najwyższe szczyty nie przekraczają 1500m.

Stawiając stopę po raz pierwszy na końcu świata -czułam swoiste wzruszenie , nie każdy bowiem tu dociera , miasto to miało dla mnie swoją symbolikę , bardzo pragnęłam je zobaczyć i było drugim łącznie z Torres dl Paine , najważniejszym celem podróży.

To właśnie od Ushuaia zaczynamy naszą wyprawę do Argentyny i Chile i stąd będziemy się przesuwać na północ. Do stolicy Ziemi Ognistej docieramy krajowym lotem z Buenos Aires , linii Aerolinias Argentinas.

Przylatujemy koło 19.30 , lotnisko jest malutkie , co należy wziąć pod uwagę nie ma tu żadnego transportu publicznego – trzeba wziąć taxi. Nie dajcie się jednak naciągnąć , gdyż w pierwszym momencie podszedł do nas człowiek mówiący dobrze po angielsku , oferujące taxi do miasta za wygórowaną cenę – jakieś 50% więcej niż normalnie. Lotnisko znajduje się jedynie 6km od miasta.

SAM_4702

Ushuaia widok od strony morza

Miasto jest dość rozproszone , ma 2 gł ulice – Maipu – biegnąca wzdłuż portu – tam też znajduje się informacja turystyczna – otwarta do późnego wieczora. Druga to San Martin-wzdłuż mamy sporo sklepów i restauracji .Na tych ulicach koncentrują najważniejsze punkty miasta. Na ulicy Maipu naprzeciw stacji benzynowej znajduje się punkt odjazdów zarówno małych lokalnych busików jak i autobusów dalekobieżnych.

Idąc z hostelu Alba w stronę portu po drodze napotykamy  wrak  holownika Saint Christopher, który  trafił do Argentyny po jego zakupie na publicznej licytacji w 1947 roku przez  Leopoldo Simoncini . W 1953 roku został użyty do wyciągnięcia zatopionego   przed laty w Kanale Beagle  statku Monte Cervantes . Operacja zakończyła się niepowodzeniem. Firma do której należał Saint Christopher ogłosiła bankructwo , więc uszkodzony w tej operacji holownik pozostał w miejscu podjętej akcji. Dopiero w 1957 r zostaje dociągnięty do brzegów Ushuaia i został tam już do dziś stanowiąc swoistą  atrakcje turystyczną.

holownik Saint Christopher

holownik Saint Christopher

 

W samym mieście nie ma wiele do oglądania , to jego okolice czynią Ushuaia tak ważnym punktem na mapie turystycznej. Dla miłośników muzeów , znajdzie się jednak dość sporo atrakcji. Mamy tu kilka z nich , położonych dość blisko siebie.Nawet jeśli muzea to nie Twoja bajka , na pewno warto zajrzeć do Muzeum Morskiego i znajdującego się przy nim byłego więzienia( Museo Maritimo y Ex Presidio) – znajdującego się na skraju  centrum miasta.

Mamy tu kilka działow:

-muzeum morskie z replikami ówczesnych statków – wszystkie modele są wykonane w tej samej skali przez tego samego wykonawcę i pokazują rozwój budownictwa morskiego na przestrzeni ostatnich pięciu wieków.

-byłe więzienie- część która niewątpliwie wzbudza najwięcej emocji.Pierwsi skazańcy trafili tu w styczniu 1896roku, początkowo przebywali w prowizorycznych drewnianych czy blaszanych domach.Budowa więzienia rozpoczęła się w 1902, prace trwały do 1920 i były realizowane przez samych więźniów. Wraz z upływem czasu wysyłano tu przede wszystkim więźniów skazanych za najgorsze zbrodnie na długie lata. Dzięki więźniom został  min zbudowany pociąg końca świata w 1910 roku. Miał 25 km długości  , jedna z jego części biegła również poprzez obecny Park Narodowy Ziemi Ognistej.

SAM_4887

Ex Presidio sala więzienna

SAM_4898

Ex Presidio korytarz więzienny

-galeria sztuki współczesnej- wg mnie w ogóle nie warta uwagi

-muzeum antarktyczne ze zdjęciami i opisem pingwinów i kontynentu Antarktycznego.

W mieście poza tym jest także kilka innych muzeów – jak Muzeum Końca Świata czy Muzeum Yamana, nie odwiedziłyśmy ich jednak , gdyż biorąc pod uwagę czas jakim dysponowałyśmy , stwierdziłyśmy , iż są tu ciekawsze rzeczy do zrobienia.. a jakie?

  • rejs po zatoce Beagle , są opcje rejsów 3h lub 5 godzinnych – te dłuższe dopływają do Estancia Hamberton , pozwalają oglądać ze statku pingwiny , jednak bez zejścia na ląd
  • osobna wycieczka na wyspę Martillo , gdzie w  sezonie lata antarktycznego można  oglądać pingwiny
  • trekking w   Parku  Narodowym Tierra del Fuego , opcjonalne wejście na Cerro Guanaco
  • trekking do Laguna Esmeralda
  • wycieczka do jezior Fagnano y Escondido
  • wejście na  Glacial Martial
  • rejs statkiem wycieczkowym do Przylądka Horn

Zapewne znajdą się jeszcze i inne atrakcje , wymieniłam te najważniejsze.My zrobiłyśmy ich część , gdyż niestety ograniczenie czasowe , o tym które z nich opowiem w kolejnych postach .

Jeśli chodzi o ofertę  gastronomiczną , jedną z ciekawszych restauracji o długich tradycjach powstałą w 1906 roku  jest Ramos Generales SA -El Almacen na ulicy Maipu 749  .Miejsce to przez wiele lat stanowiło niejako magazyn miasta , miejsce spotkań kulturalnych i towarzyskich. Ta obecnie restauracja ma bardzo ciekawy wystrój wnętrza jak i łazienek , na pewno warto tu zajrzeć! Do miejsca tego trafiłyśmy dzięki Paulinie , mojej towarzyszce podróży .

SAM_4687

El Almacen w środku

 

SAM_4692

El Almacen łazienka

Z innych przydatnych informacji nadmienię następujące :

  1. pieniądze – w Ushuaia nie ma żadnego kantoru , choć niektóre hotele wymieniają walutę na życzenie , bądź można wymienić  ją w banku – jest ich kilka przy ulicy San Martin. My jednak byłyśmy w weekend czy dopiero wieczorem w mieście , więc jedyna opcja jaka nam została to pobranie gotówki z bankomatu. I tu ważne są 2 kwestie, z którymi dotąd nie spotkałam się w innych krajach ogólnie używając mojej karty Alior Banku w USD( nie robię reklamy , poruszam jedynie kwestie praktyczne). Mianowicie niezależnie od pobranej kwoty , naliczana jest prowizja 93 ARS ( 6 USD), więc  logicznie warto wyciągać większe kwoty. Jednak uwaga , ogólnie to też nie jest możliwe. Wyciągając kilka razy pieniądze w Argentynie od Ushuaia przez El Calafate aż po Buenos , wszystkie bankomaty mają niski limit dzienny  transakcji  , ogólnie jest  to 1000 czy 2000  ARS . Nigdy nie udało mi się za jednym razem wyciągnąć więcej niz 2000 ARS( czyli koło 136 USD). Limit ten dot zarówno Argentyńczyków jak i zagranicznych gości. Jest to dość uciążliwe , więc  , jeśli się nie obawiacie się kradzieży , można przywieźć ze sobą więcej gotówki z Polski , najlepiej USD.
  2. transport -by wyjechać z Ushuaia , jest do wyboru gł transport lotniczy( Aerolinias czy LAN)  lub autobusowy. Gł operatorzy autobusów w kierunku Punta Arenas to Buses Pacheco- mają wyjazdy w poniedziałki ( niestety problematyczny jest zakup biletów wcześniej przez internet- przyjmują tylko płatności w peso chilijskim) , druga i łatwiejsza opcja to Bus Sur- można kupić przez pay pal ( wyjazdy z Ushuaia wtorki , czwartki , soboty i niedziele) http://www.bussur.com/opensite/index.php?page=frecuencia-internacional. My wyjeżdżałyśmy w poniedziałek i przeżyłyśmy niezłą odyseję z kupnem biletów – zakupiła je dla nas właścicielka hostelu w Chile , do którego udawałyśmy się z Ushuaia. Nieraz bowiem może nie być miejsc na 3 dni do przodu – o czym słyszałam od innych czy nawet widziałam turystki z Japonii odprawione z kwitkiem i komentarzem fully booked.
  3. wysyłka kartek pocztowych- niestety kartki na które kupiłam znaczki z DHL w ogóle nie doszły , przykra sprawa jak dla mnie. Kartka wysłana natomiast z punktu listonosza końca świata w Parku Ziemi Ognistej( Zatoka Ensenada) doszła bardzo szybko do Polski
  4. Jedzenie w restauracjach jest średnio 2 razy droższe niż w Polsce : często mamy do wyboru różnego rodzaju steki mięsne czy odmiany kuchni włoskiej, danie bez mięsa kosztuje zwykle 150-190 ARS . Stek ze słynnej argentyńskiej wołowiny( bife de chorizo) od 250ARS- bez dodatków – tu mogę polecić restaurację Casimiro przy ul Maipu. Napoje od 30 ARS( herbata), 50-60 ARS -piwo , 60-70 ARS lampka wina.
  5. Jedzenie w supermarketach również sporo droższe 2-3 razy więcej  niż w Polsce , ale im dalej w kierunku Buenos tym taniej zarówno w sklepach jak i restauracjach.

Inne  informacje praktyczne

-lot Buenos Aires-Ushuaia kupiony 3 m-ce wcześniej -170 EUR

-taxi z lotniska do miasta między 80-100 ARS

-zakwaterowanie Ushuaia hostel Alba – portal hostelworld – 600ARS -pokój 2 osobowy ze śniadaniem za jedną noc

-Muzeum Morskie i byłe więzienie-czynne od 9 do 20h, wstęp 200ARS.

 

 

Opublikowano ARGENTYNA 2016 | Otagowano | Dodaj komentarz

Bienvenido en America del Sur czyli witamy w Ameryce Południowej !

Po wielu zamysłach w końcu , zdecydowałam się na wyjazd do Ameryki Pd. Jako początkująca na tym kontynencie , wolę zacząć od tych bezpieczniejszych krajów jak Argentyna i Chile.

Do planu podróży zainspirował mnie wiersz Sary Vial – zaczynajacy się od słow ” soy el albatros que te espera en el final del mundo „( czyli jestem albatrosem , który czeka na Ciebie na końcu świata). Tekst ten  widnieje przy Pomniku Cabo de Hornos i  choć niestety mimo , iż będę tak blisko , nie uda mi się go zobaczyć na własne oczy , bowiem na Przylądek Horn , pływają jedynie kilkudniowe statki wycieczkowe, a ich cena niestety przekracza moje możliwości finansowe.

Znajdująca się w pobliżu Hornu , Ushuaia , jest jednak miejscem , które nazywamy  końcem świata , jest to najdalej wysunięte na południe zamieszkane miasto świata , ma więc w sobie coś fascynującego i bardzo mnie cieszy , że dotrę aż na koniec świata.

Drugim czynnikiem , który podsycił moją fascynacje kolejnym regionem Argentyny -Patagonią , były ułożone jakieś 2 lata puzzle z widokiem Torres del Paine , następnie było przeglądanie zdjęć tego pięknego miejsca i wiedziałam ,że któregoś dnia muszę tam pojechać. Nie sądziłam jednak ,że tak szybko się uda.

Obecna  podróż  będzie zdominowana przez wizytę na Ziemi Ognistej i w Patagonii , ale będzie również i krótki pobyt w Buenos Aires. Uważam , iż ta wyprawa jest najbardziej wymagająca zarówno pod względem organizacyjnym , jak i kondycyjnym. Mimo , iż tym razem jadę z koleżanką Pauliną  , wiem , że  pewno nie  będzie łatwo  . Zdecydowana większość czasu jest przewidziana na trekking , będzie to Park Ziemi Ognistej , stolica argentyńskiego trekkingu El Chalten czy w końcu najtrudniejszy dla mnie 5 dniowy trekking w Torres dl Paine . Tylko ten ostatni , to około 60 km pieszo , z plecakiem , gdzie trzeba nieść niezbędne rzeczy na okres tych kilku dni. Na pewno ułatwieniem będzie spanie w schroniskach czy w moim wypadku , również żywienie się tam , co ograniczy ciężar do dźwigania na plecach.

Informacje praktyczne

  • przelot do Buenos Aires – linie Air France , Iberia , British Airways , LAN, Turkish Airlines , przesiadki najtańsze przez Milan i Madryt ogólnie . Nam udało się kupić bilet z Warszawy w promocji Air France
  • Loty wewn po Argentynie gł Aerolinias Argentinas czy Lan , choc jest jeszcze kilku innych operatorów
  • komunikacja autobusowa – od Ushuaia po El Calafate będziemy z niej korzystać , operatorzy to Bus Sur , Buses Fernandez , Buses Pacheco , Buses Gomez , szczegółowe info w dalszej części wpisów , które pojawią się po powrocie.
  • kursy walut- 14 ARS ( peso argentyńskie) =koło 1 USD                                                                                  700 CLP ( peso chilijskie)=1 USD
  • różnica czasowa w stosunku do naszego czasu zimowego :
  •  Argentyna -4 GMT                                                                                                                            Chile -4 GMT , w obu krajach nie ma zmiany czasu na letni
  • zakwaterowanie , gł korzystać będziemy z hostali , a w Torres dl Paine ze schronisk .

Poniżej w skrócie nakreślam plan podróży. Trzymajcie kciuki!

  1. Nasza przygoda zaczyna się 17.02 w Warszawie , tu lecimy przez Paryż do Buenos Aires, sam lot Paryż-Buenos potrwa 13,5h bez przerwy, po wylądowaniu , czeka nas transfer z lotniska Ezeiza na lotnisko krajowe Jorge Newbery , gdzie wsiądziemy w ten sam dzień w samolot do Ushuaia -koło 20h czasu miejscowego następnego dnia dotrzemy do celu.
  2. W Ziemi Ognistej planujemy : trekking  w Parku Tierra del Fuego , rejs po zatoce Beagle , wycieczke na wyspę Martillo z zejściem na ląd i  godzinnym spacerem wśród pingiwnów. Chciałybyśmy także wykonać trekking do Laguna Esmeralda – oddalonej 20km od Ushuaia .
  3. Następnie przed nami 15h autobusem na trasie Ushuaia-Punta Arenas-Puerto Natales i przepłynięcie promem przez cieśninę Magellana.
  4. Z Puerto Natales wyruszymy na trekking 5 dni/4 noce w Torres dl Paine , jednym z najpiękniejszych Parków Narodowych na świecie.
  5. Po trekkingu , przemieścimy się autobusem do El Calafate i El Chalten
  6. W El Chalten planujemy trekking w okolice bazy Fritz Roy  zależnie od formy fizycznej i pogody  do Laguna de los Tres /Laguna Capri czy opcjonalnie jakaś inna krótsza trasa , będziemy mieć tam 2 pełne dni
  7. Następnie powrót do El Calafate i przejazd autobusem publicznym do Perito Moreno i być może wodne safari by lepiej obserwować ten słynny lodowiec.
  8. Z El Calafate polecimy już samolotem do Buenos Aires , w mieście spędzimy tylko 1, 5 dnia , więc skupimy się na najważniejszych atrakcjach : dzielnica San Telmo, Plaza de Mayo , cmentarz La Recoleta , Casa Rosada i być może  kolorowa dzielnica La Boca  czy pokaz tanga.
  9. 7.03 rozpocznie się nasza podróż powrotna , tym razem przez Amsterdam.

 

 

Opublikowano ARGENTYNA 2016 | Otagowano | Dodaj komentarz

5 Terre w 2 dni część II

Drugi etap zwiedzania obejmuje , 3 kolejne miasteczka ,tym razem zaczynamy od końca czyli Monterosso al Mare . Jest to zarazem najstarsze miasteczko regionu , powstałe w 1056 roku  i posiadające długą jak na warunki tamtejsze plaże. Po wyjściu ze stacji kolejowej po prawie stronie tuż przy morzu  widać rzeźbę Gigante II/ Neptun  , rozmiar robi wrażenie-ma 14 metrów wysokości  .

Gigante II

Gigante II

Następnie spacerujemy  promenadą wzdłuż wybrzeża  , są tu dwie plaże , w większości niestety płatne .

plaża Monterosso al Mare

plaża Monterosso al Mare

Na wzniesieniu , które widać ponad plażą znajduje się klasztor Kapucynów wzniesiony w XVII w , warto wejść  na wzgórze nie tyle , dla samego klasztoru , ale dla widoków stamtąd się roztaczających :

widok ze wzgórza Św Krzysztofa

widok ze wzgórza Św Krzysztofa

Kolejnym punktem jest odwiedzenie centrum miasteczka , mamy tu dwa kościoły : Św Jana Chrzciciela jak i kaplica Mortis et Orationis- zbyt mi się ona  kojarzyła ze śmiercią , jednak nic dziwnego , skoro sama nazwa to śmierć i modlitwa. Sam spacer uliczkami miasteczka bardzo przyjemny.

na ulicach Monterosso al Mare

na ulicach Monterosso al Mare

Z miasteczka wyruszamy  pieszą ścieżką  w kierunku Vernazza- ścieżka 592-4 , jest to 3,6km , wzdłuż morza , więc widoki naprawdę są ciekawe, a zbliżając się do Vernazzy mamy piękną panoramę miasteczka z góry.  Na tej trasie dość często trzeba pokonywać betonowe schody , co przy wąskości ścieżki i konieczności wymijania się bywa trochę męczące.

widok ze szlaku na Vernazze

widok ze szlaku na Vernazze

Na uwagę w Vernazzy zasługuje widoczny na zdjęciu kościół Św Małgorzaty zbudowany w 1318 roku . Choć wielu może wydawać się zbyt surowe ,bardzo podoba mi się jego wnętrze.

kościół Św Małgorzaty - wnętrze

kościół Św Małgorzaty – wnętrze

Oprócz tradycyjnego spaceru uliczkami miasta , wybieramy się na znajdującą się przy porcie wieże Belforte i  ruiny zamku A. Dorie- obowiązuje bilet wstępu.

wieża Belforte

wieża Belforte

Urokliwą częścią jest strefa portowa, jak w większości miasteczek jest ona niewielka.

Vernazza

Vernazza

Po odwiedzeniu Vernazzy , przystępujemy do kolejnego etapu, trekking pieszą ścieżką do Corniglia – jedynego z 5 miasteczek Cinque Terre położonego wysoko na wzgórzu .Jest to trasa oznaczona jako 592-3 i liczy 3,45km , jako , iż wchodzimy na szlak dość późno tym razem już nie ma tylu turystów , trasa również przebiega wzdłuż morza i w miarę jak się zbliżamy do miasteczka coraz lepiej widać Corniglię .

Na pierwszym planie Corniglia, na drugim Manarola

Na pierwszym planie Corniglia, na drugim Manarola

Corniglia

Corniglia

Corniglia jest chyba najbardziej spokojnym miasteczkiem , ale może wynikać to z lenistwa turystów , bowiem by dostać się do miasta , trzeba pokonać 382 schody  od stacji kolejowej albo poczekać na lokalny autobus , który nie kursuje , aż tak często. Miasteczko leży na wysokości 100m npm.

Tu spędzamy też najmniej czasu , bowiem zaczyna się ściemniać , przy wejściu  do Corniglia ze szlaku z Vernazza jest dość ciekawy kościół Św Piotra, następnie można się zapuścić w kilka uliczek , zobaczyć także kaplicę biczkowników Św Katarzyny. Przy końcu głównej ulicy jest taras , gdzie można przy lampce wina podziwiać zachód słońca .

kościół w Corniglia

kościół Św Piotra w Corniglia

zachód słońca Corniglia

zachód słońca Corniglia

Na tym kończymy poznawanie miasteczek Cinque Terre , wszystkie są dość podobne ,jeśli chodzi o architekturę , jedne są mniejsze , drugie większe , wyróżnia się jedynie Corniglia , która nie ma dostępu bezpośrednio  do morza, jednak jeśli chodzi o urok absolutnie nie ustępuję pozostałym. Na pewno najbardziej turystyczne i oferujące bardziej kompletną infrastrukturę jest Monterosso al Mare . Jeśli chodzi o moje osobiste odczucia , najbardziej podobała mi się przytulna Manarola , a także Vernazza, Uważam także , iż zwiedzając Cinque Terre , warto położyć taki sam nacisk na trekking po okolicznych trasach , jak na zwiedzanie miasteczek ,  wtedy można mieć odczucie , że podróż jest w pełni kompletna.

Opublikowano 5 TERRE 2015 | Otagowano , , | Dodaj komentarz

5 Terre w 2 dni część I

Jeszcze kilka lat temu , gdy słyszałam o wyjazdach do Włoch , wcale nie budziło to we mnie entuzjazmu. Wenecja czy Rzym ,miejsca tak mocno kojarzone z tym krajem , wydają  mi się mocno  oklepane i stąd jakoś instynktownie je omijam do dziś  , nie lubię turystyki masowej ani atrakcji obleganych przez rzeszę turystów.

Moje zwiedzanie Italii  zaczęło się mniej typowo, od Sardynii , która bardzo mi się spodobała i podsyciła zainteresowanie Włochami. Rzadko się zdarza , bym w jednym roku dwa razy odwiedziła ten sam kraj , jednakże  pól roku po Sardynii , mój wybór padł na malowniczy region Cinque  Terre .

Tym razem podróży nie odbywam samotnie ,lecz z Juanem , jednak zajmuję się całą organizacją wyjazdu by był jak najbardziej kompletny .

Najpierw docieramy z Krakowa do Pizy Rynanair , mamy jedynie 3 dni do dyspozycji i chcemy je jak  najlepiej wykorzystać .  By nie tracić czasu , już z samego rana  wyruszamy pociągiem w kierunku La Spezia- stolicy 5 Terre. Zdecydowaliśmy się na zakwaterowanie w La Spezia , gdyż na pewno jest to bardziej ekonomiczna opcja , poza tym miasto jest bardzo dobrą bazą wypadową do każdego z 5 miasteczek regionu.

Po regionie najlepiej poruszać się pociągiem , pociągi  do Manarola , Vernazza i pozostałych , odjeżdżają co 30-60 min. Ostatnie połączenie powrotne do La Spezia jest koło północy , więc naprawdę daje to duże pole manewru w organizacji czasu. Jeśli zamierzacie przejechać kilka nawet krótkich odcinków tego samego dnia , najlepiej kupić 5 Terre Card – umożliwiający  podróż  pociągiem/busem dowolną ilość razy w ciągu dnia w obrębie 5 Terre + wejścia na szlaki. Tak np  pojedynczy bilet na pociąg kosztuje koło 2,10e ( trasa Manarola-Riomaggiore), a z kolei wejście na szlak Monterroso al Mare-Vernaza – Corniglia kolejne 7,5 eur , więc warto mieć wszystko na jednym bilecie.

5 Terre to część Ligurii , górzysty , słabo dostępny teren , gdzie 4 z 5 miasteczek jest położone tuż nad morzem i można się do nich dostać pociągiem , który w większości jedzie tunelami wykutymi w skałach. Jedynie Corniglia leży na wzgórzu i tak np ze stacji kolejowej trzeba pokonać wiele stopni schodów lub poczekać na lokalny bus by dostać się do miasteczka.

Na pierwszy ogień u nas  idzie Manarola  , tu dojeżdżamy pociągiem z La Spezia i zaczynamy nasz pierwszy dzień w 5 Terre.  Po przyjeździe pociągiem trzeba przejść tunelem do miasteczka , następnie z góry mamy widok na gł ulicę. Jest tutaj sporo małych knajpek , jak i takich oferujących kawałki pizzy czy foccaci na wynos. Mimo , iż nie jest to pełnia sezonu , turystów nie brakuje.

Manarola

Mówią , iż Manarola   to jedno z piękniejszych miasteczek 5 Terre  i muszę się z tym zgodzić.  Miasteczko niemal zstępuje do morza , co naprawdę robi wrażenie.W porcie jest wydzielone miejsce, gdzie można zażyć kąpieli oraz przystań, gdzie można wsiąść na jeden z jachtów oferujących przejażdżkę po okolicy.

Manarola

Z Manrola   prowadzi wzdłuż morza piesza trasa aż do dworca kolejowego w Corniglia, jednak niestety jest już dłuższy czas zamknięta.

Wracamy się  więc pociągiem , do pierwszego od strony La Spezia , miasteczka 5 Terre zwanego Riomaggiore. Tutaj jest trochę więcej do zwiedzania. Po wyjściu z dworca są dwie opcje , przejście w prawo tunelem bezpośrednio w okolicę portową lub podejście w górę i zejście naokoło do turystycznego centrum, mijając po drodze kościółek i wąskie uliczki miasteczka.

Z kolei skręcając w lewo , zaraz przy wyjściu z dworca znajdziecie wejście na tzw Ścieżkę Miłości( wiedzie z Riomaggiore do Manarola)   , niestety również już dłuższy czas jest zamknięta , więc musieliśmy się zadowolić spojrzeniem zza bramy .

wejście na ścieżkę miłości w Riomaggiore

wejście na ścieżkę miłości w Riomaggiore

Ruszamy więc do miasteczka bardziej okrężną drogą ; najpierw przemierzając część historyczną , gdzie znajduje się min kościół Św Jana Chrzciciela  z XIV wieku

kościół Św Jana Chrziciela

kościół Św Jana Chrziciela

mijamy uliczki  Starego Miasta ;

Riomaggiore

Riomaggiore

I na końcu schodzimy do najbardziej turystycznej  , portowej części miasteczka. Jak w każdym turystycznym miasteczku nie brakuje tu urokliwych restauracji i sklepów z pamiątkami.

Riomaggiore

Riomaggiore

Najładniejsza jednak część , tak samo jak w Vernazza znajduje się od strony morza.

Riomaggiore- część portowa

Riomaggiore- część portowa

Mimo pięknych pocztówkowych widoków , czujemy niedosyt trekkingu , jako , iż ten był także jednym z zamysłów tej podróży . Jako , iż najpopularniejsze trasy wzdłuż morza łączące Riomaggiore-Vernazza- Corniglia są zamknięte , znajdujemy inną alternatywę.

Wychodząc główną uliczką z portu , aż do góry znajdujemy wejście na szlak w kierunku Telegrafo  (593 (SVA 3) Riomaggiore – Telegrafo), idąc jego częścią dochodzi się również do sanktuarium  Madonna di Montenero .Szlak to około 4,5km  . Jest to trasa wiodąca cały czas pod górę , dochodzi się aż do górnej partii lasów  widocznej z dołu miasteczka . Mijamy po drodze winnice czy krzewy oliwne  , a wchodząc coraz wyżej , widoki na morze i miasteczko Riomaggiore w dole są naprawdę ciekawe. 

na szlaku Riomaggiore-Telegrafo

na szlaku Riomaggiore-Telegrafo

Gdy docieramy do sanktuarium , niestety jesteśmy rozczarowani  , jest zamknięte , a z zewnątrz w ogóle nie wygląda ładnie , jedyne co , możemy podziwiać ładne widoki jak ten poniżej.

widok z góry na Riomaggiore i resztę wybrzeża

widok z góry na Riomaggiore i resztę wybrzeża

Po dotarciu na samą górę do Telegrafo , schodzimy asfaltową trasą w dół do miasteczka Biassa , a następnie dalej szlakiem do La Spezia , w sumie cała trasa to jakieś 10 km , udaje nam się również zdążyć przed zmrokiem do naszego hotelu.

schodząc z Telegrafo - na pierwszym planie Biassa , na drugim La Spezia

schodząc z Telegrafo – na pierwszym planie Biassa , na drugim La Spezia

Informacje praktyczne;

  • zakwaterowania Piza – bardzo blisko dworca kolejowego i autobusu z lotniska -La Sosta B&B -49 eur za pokój 2 osobowy
  • dojazd z lotniska w Piza  do centrum miasta- bus jeździ do północy , koszt 1,2 eur na osobę , bilet można kupić w automacie tuż przy przystanku , obok hali przylotów
  • pociąg Piza- La Spezia- promocja na stronach trenitalia 2×1- 14,50eur za 2 osoby
  • Cinque Terre Card -ważna na pociągi i bus w obrębie miasteczek oraz wejścia na trasy trekkingowe – 12 eur za dzień , za osobę
  • tu znajdziecie wykaz tras po Parku 5 Terre – http://www.parconazionale5terre.it/Esentieri-outdoor.php
Opublikowano 5 TERRE 2015 | Otagowano , , | Dodaj komentarz

Weekendowy wypoczynek w północnych Czechach

Czechy przez większość życia miałam ” za miedzą” . Z mojego rodzinnego miasta Nysa , do granicy miałam tylko  20 km a do najwyższego szczytu tego kraju Praded  40km. Z Katowic również mi po drodze, więc zaglądam w te okolice  od czasu do czasu. Na wyróżnienie zasługują tutaj takie regiony jak:

Karlova  Studanka – Miejscowość wypoczynkowo-uzdrowiskowa  założona w  XVIII wieku. Zasłynęła głównie dzięki źródłom żelaznej kwaskowatej wody mineralnej jak i pięknej górskie okolicy. Ze Śląska najławiej tu dojechać przez Krnov , a następnie kierując się na Vrbno pod Pradadem.

Miasteczko do dziś jest oazą spokoju , nie ma tu natłoku turystów. Oferuje ono kilka ciekawych atrakcji ;

  • Basen z wodą termalną ,gdzie również jest opcja skorzystania  z sauny czy łaźni tureckiej. Można też  zamówić wybrany zabieg SPA   ,obiekt w piątki i soboty jest  czynny do 21h. Wstęp 80 minut dla osoby dorosłej-300Kc. Więcej informacji można znaleźć na stronie  http://www.horskelazne.cz/bazenovy-komplex
budynek basenu termalnego i zabiegów Spa

budynek basenu termalnego i zabiegów Spa

  • Kolejnym ciekawym punktem jest miejsce poboru wody źródlanej :

2015-05-30 17.41.38

  • czy po prostu spacer klimatycznymi uliczkami tego drewnianego w większości miasteczka

2015-05-30 17.45.12

  • dla osób bardziej aktywnych polecam wejście na Pradziada – najwyższy szczyt Czech- 1491 m. Opcja dla  leniwych – można dojechać autobusem  do parkingu pod Pradziadem. Odjazd  z Karlovej Studanki  obok górnego parkingu dla samochodów w kierunku Owczarnia . Do Owczarni prowadzą dwa szlaki zielony i żółty z samej Karlowej Studanki. Następnie z Owczarni jest jeszcze podejście na sam szczyt Pradziada tylko i wyłącznie pieszo . Gorąco mogę polecić zejście / wejście szlakiem żółtym do Karlovej Studanki, jest pełen drabinek , kładek i wodospadów , bardzo ładna trasa.
szlak żółty z Owczarni ( parking przy Pradziadzie) do Karlova Studanka

szlak żółty z Owczarni ( parking przy Pradziadzie) do Karlova Studanka

szlak żółty Owczarnia-Karlova Studanka

szlak żółty Owczarnia-Karlova Studanka

Ponadto z Karlovej odchodzą inne szlaki w kierunku Małej Moravki czy Vrbna pod Pradadem , jest to idealne miejsce dla osób lubiących spokój i kontakt z naturą.

Innym ciekawym miejscem w niedalekim regionie jest Łysa Góra. To z kolei najwyższy szczyt pasma Beskidu Morawsko-Śląskiego-1323 i święta góra wg pradawnych wierzeń . Dobrym miejscem wypadowym na szczyt są Ostravice- niedaleko Frydek Mistek  . Z miejscowości wychodzi kilka szlaków na Łysą Górę czy pobliski niej szczyt Smrek -1276m .

widok z dołu na Łysą Górę

widok z dołu na Łysą Górę

Mając do dyspozycji weekend , skupiam  się na  celu głównym – wejściu na  Łysą Górę – wejście szlakiem czerwonym. Rozpoczyna się on w centrum miasteczka Ostravice – prawie naprzeciw hotelu Freud -należy przejść przez przejście kolejowe. Pierwsze 2km szlaku prowadzą asfaltową drogą , następnie jest to szeroka kamienista trasa , aż do szczytu. Szlak ten niestety okazał się mocno zatłoczony , co jak dla mnie obniża jego urok. Na samym szczycie można podziwiać okolice oraz są miejsca , gdzie można coś zjeść.

widok z Łysej Góry

widok z Łysej Góry

O wiele bardziej podobało mi się zejście trasą żółtą , aż do zbiornika wodnego Sance , na trasie było o wiele mniej turystów i ścieżki zdecydowanie ładniejsze i ukazujące piękno przyrody.

2015-08-01 16.01.04

2015-08-01 16.36.59

W końcowej części szlaku dochodzimy do zbiornika Sance

zbiornik Sance

zbiornik Sance

Cała trasa wejście szlakiem czerwonym i zejście żółtym wraz z powrotem do początku szlaku czerwonego to około 18km , trzeba więc zarezerwować cały dzień . Następnego dnia pobytu można się wybrać na sąsiednią górę Smrek czy też pochodzić mniej wymagającymi trasami oznaczonymi jako „medvedi stezky” z symbolem niedźwiadka , są to w większości poboczne asfaltowe trasy , jednak mogą stanowić dobra alternatywę dla osób szukających mniej wymagających tras czy po prostu potrzebujących spokojniejszego dnia po wyprawie na Łysą Górę.

Opublikowano CZECHY | Otagowano , , | Dodaj komentarz

Lisboa – miejsce do którego wracam

Lisboa czy po polsku Lizbona to jedna z odwiedzonych stolic , która  jest najbardziej mi bliska sercu.. będąc tam mam poczucie bycia jedną noga w Europie a drugą już gdzieś dalej , może także stąd ,iż dwukrotnie było to dla mnie miejsce przesiadkowe raz na Maderę , raz na Azory , a samo  miasto  jest bramą do byłych portugalskich kolonii jak Brazylia czy Angola , co u mnie potęguje uczucie egzotyki , które tak lubię.

W dobie wszechobecnych tanich lotów , większość z nas przybywa tu drogą lotniczą . Jest to dobry wybór , bowiem   lotnisko  jest bardzo dobrze skomunikowane z centrum miasta ,od którego nie jest zbyt odległe . Mamy do wyboru Aerobus czy metro , ja zawsze korzystam z metra , gdyż uważam to za wygodniejszą formę przemieszczania. W ostateczności można tu także dotrzeć piechotą , co mnie również się zdarzyło . Wybierając metro najlepiej od razu zakupić kartę Viva Viagem – koszt 0,5 eur , a następnie doładować ją ( 5, 10, 15 eur) zależnie od liczby przyjazdów jakie przewidujemy.

Każdy z nas odwiedzając jakieś miasto po raz kolejny , zwykle ma swoje ulubione miejsca ; dla mnie takim symbolem Lizbony jest Torre de Belem  czy Monasterio dos Jeronimos. Oba te obiekty są położone dość blisko siebie , jednak nie jest już to ścisłe centrum. Do obu miejsc można się dostać np pociągiem podmiejskim odjeżdżającym ze stacji wspólnej dla metra Cais do Sodre  – kierunek Cascais , należy wysiąść  na 3 stacji-Belem. Na pociąg podmiejski jest również ważna karta Viva Viagem. Na obie atrakcje + okoliczne muzea można kupić bilet zbiorczy – cennik poniżej . Pierwsza niedziela m-ca- wstęp gratis. Jest jeden mały szczegół bilety do Torre de Belem sprzedają tylko do 15h!!! , oba obiekty zależnie od okresu letni/zimowy – ostatnie wejścia są 18h/17h.

2015-07-01 16.48.44

Monasterio  dos Jeronimos czyli  Klasztor Hieronimów pochodzi z   XVI wieku . Początkowo był zbudowany w stylu gotycko-manualińskim , w XIX wprowadzono  pewne zmiany i odnowiono go , natomiast  w 1983roku został wpisany na listę dziedzictwa Unesco .

Monasterio dos Jeronimos

Monasterio dos Jeronimos ( klasztor Hieronimów)

Monasterio dos Jeronimos , wnętrze

Monasterio dos Jeronimos , wnętrze

Do kompleksu też przynależy kościół- można go zwiedzić również bez kupowania biletu .

kościół - Monasterio dos Jeronimos

kościół – Monasterio dos Jeronimos

Monasteiro dos Jeronimos wnętrze

Monasteiro dos Jeronimos wnętrze

Przechodząc na przeciwległą stronę  klasztoru , mamy pomnik Odkrywców , jest on związany z era wielkich odkryć geograficznych . Konstrukcja ma 52m wysokości i upamiętnia  postacie wybitne tego okresu , które są wyrzeźbione na pomniku. Są wśród nich książę Henryk Żeglarz , a także Vasco da Gama, Ferdynand Magellan i inni. Na szczyt pomnika można wjechać windą – koszt 3 eur , czynne w okresie letnim do 18.30, zimą do 17.30

Pomnik Odkrywców

Pomnik Odkrywców

Pomnik Odkrywców

Pomnik Odkrywców

Od pomnika do Wieży Belem prowadzi przyjemny pasaż morski

pasaż morski od Pomnika Odkrywców do Torre de Belem

pasaż morski od Pomnika Odkrywców do Torre de Belem

Pasażem docieramy do  Torre de Belem , która podobnie jak Monasterio dos Jeronimos została wpisana na listę dziedzictwa Unesco . Jej początki również sięgają XVI  , a jej pierwotnym zadaniem było wzmocnienie ochrony ujścia Tagu do oceanu , przez większość swej historii pełniła funkcje militarne.

Torre de Belem

Torre de Belem

Torre de Belem

Torre de Belem

Lizbona , to jednak dużo więcej niż zaprezentowane powyżej atrakcje , w tej stolicy jest naprawdę sporo pięknych i urokliwych miejsc.  Na pewno zwrócić należy uwagę na  sąsiadujące ze sobą dzielnice Chiado , Alfama czy Barrio Alto. Tutaj wyróżniłabym ;

  • Praca do Comerco- Plac Handlowy , zajmuje ogromną przestrzeń , a w jego centrum stoi statua  króla Józefa I.

    Praca do Comerco

    Praca do Comerco

  • katedra -Se de Lisboa  z XII wieku w stylu romańskim
katedra -Se de Lisboa

katedra -Se de Lisboa

  • Elevador de Santa Justa , zbudowany w 1902 roku .Wjazd na punkt widokowy z którego rozpościera się panorama miasta,  możliwy jest w godzinach od 7 do 20.30. Cena wjazdu na górę + wejście na punkt widokowy- 5 eur.
elevador de Santa Justa

elevador de Santa Justa

  • wjeżdżając windą Santa Justa lub piechotą  po schodach , możemy podziwiać tuż obok windy ruiny  Convento do Carmo ( klasztor Karmelitów) . Klasztor ten został zniszczony podczas trzęsienia ziemi, jakie nawiedziło Lizbonę w 1755 roku.
ruiny klasztoru Karmelitów

ruiny klasztoru Karmelitów

  • Zamek Sao Jorge, który góruje nad miastem  – latem otwarty od 9 do 21, zimą do 18h , wstęp 8,5 eur .
panorama z punktu widokowego Santa Justa -

panorama z punktu widokowego Santa Justa -w oddali zamek Sao Jorge

Lizbona , ma wiele innych pięknych miejsc , skupiłam się na tych , które mnie osobiście się najbardziej podobały.  Na pewno warto po prostu pobłądzić uliczkami w dzielnicach Alfama , Chiado czy Barrio Alto , by poczuć tą niepowtarzalną atmosferę tego miasta.

na ulicach Lizbony

na ulicach Lizbony

Informacje praktyczne:

-dla osób szukających zakwaterowania blisko lotniska , można dojść w 20 minut piechotą na terminal , polecam zakwaterowanie w 4U Lisbon Guesthouse – pokój jednoosobowy 31 eur

– dla osób szukających  dobrej bazy do zwiedzania miasta , polecam hostel , który prowadzą 2 koleżanki -Polka i Włoszka , blisko stacji Roma Arreiro – Tanka Bed &Brekfast  34 eur za pokój 1 osobowy .

Opublikowano LIZBONA, OKOŁOWEEKENDOWO | Otagowano , , | Dodaj komentarz