Sycylia w pigułce część III

Drugą część naszego pobytu spędziliśmy w Syrakuzach , tu przez następne dni mieściła się nasza baza wypadowa . Syrakuzy poza tym – przede wszystkim jego stara część zwana Ortigią , to naprawdę miasto godne uwagi . Trzeba pamiętać ,że wjazd  do tej części miasta  jest możliwy przez jeden z dwóch mostów ,jednak jest ściśle ograniczony godzinowo . Są tablice informacyjne , kiedy można , a kiedy nie ,  wjechać bez specjalnej karty , którą zwykle legitymują się mieszkańcy tej części Syrakuz.

Mamy tutaj niekończący się labirynt uliczek , starych kamienic , kościołów – najpiękniejszy z nich to oczywiście katedra Duomo , jak i również warty uwagi jest plac przed nią tzw Piazza del Duomo. Katedra została zbudowana na ruinach świątyni greckiej  poświęconej bogini Atenie -pozostało jeszcze kilka oryginalnych kolumn z tego okresu zarówno wewnątrz jak i  w środku- warto zobaczyć.

Duomo i Piazza del Duomo-Syrakuzy

Jest też sporo innych ciekawych i urokliwych miejsc .

Madonna delle lacrime-kościół Syrakuzy

 

Fontanna di Artemide-Syrakuzy

Warto przejść się nabrzeżną promenadą.

Syrakuzy

Czy po prostu zgubić się pośród labiryntu uliczek .

Syrakuzy-Ortigia

Dla lubiących muzea , w części zabytkowej Ortigia – można zwiedzić muzeum papirusa . Natomiast trochę dalej i już poza Ortigią , jest kompleks archeologiczny Parco Archeologico della Neapolis- wstęp 10 eur , już odpuściliśmy , bowiem w całej Sycylii jest sporo takich obiektów  .

Następnym ważnym punktem do zobaczenia w okolicy jest oczywiście wybranie się na wulkan Etna , dla mnie był to jeden z najważniejszych punktów wycieczki , gdyż od jakiegoś czasu mocno fascynują mnie wulkany.

Etna z oddali

Z Catanii należy się kierować drogą SS121 w kierunku Rifugio Sapienza ,  jako iż byliśmy zimową pora i na zboczach Etny leżało sporo śniegu wybraliśmy opcję wjechania kolejką .Właśnie spod tego schroniska wyjeżdża kolejka linowa na wysokość 2500m , sam wulkan ma 3329m. Dalej można  jeszcze wyżej dotrzeć mikrobusem na wysokość 2920m. My poprzestaliśmy na kolejce( grudzień -marzec kursuje od 9 do 15.45  ,latem do 16.15)  + niewielkie podejście pod górę na wysokość 2650m  by mieć lepszy widok na wulkan. Koszt wyjazdu kolejką tam i z powrotem to 30 eur od osoby , jeśli do tej opcji dodamy minibus koszt wzrasta do 63 eur .Można oczywiście wejść pieszo , jednak warunki klimatyczne muszą na to pozwalać. Gdy jechaliśmy w kierunku Etny , pogoda nie napawała optymizmem , gdyż duża część wulkanu była pokryta gęstymi chmurami , mimo słonecznego dnia , jednak , gdy przebiliśmy się wyżej -schronisko leży na 1923m – tutaj już było słonecznie choć chłodno-ledwo 5-6 stopni na plusie.

Etna

 

Etna

Etna za chmurami zachodzącego słońca

Kolejnym punktem wartym uwagi , jest mniej znany zapewne wąwóz Alcantara(www.golealcantara.com) ,należy kierować się z Catanii w kierunku Taorminy – odbijając w okolicy Giardini -Naxos na Golle dell ‚Alcantara . Wstęp kosztuje 10 eur. Mamy  tutaj spacer trwający koło 45 min pośród drzew cytrusowych z punktami widokowymi do wnętrza kanionu , przez który płynie rzeka.

Gole dell’Alcantara

Gole dell’Alcantara

 

Gole dell’Alcantara

Można zejść pieszo do samego początku kanionu , latem można pobrodzić w wodzie .

Gole dell’Alcantara

W okolicy są szlaki piesze , nam jednak pogoda nie dopisała , początkowo mocno padało , a potem mimo ,że się przejaśniło , było dość niepewnie , więc stamtąd udaliśmy się do kolejnego urokliwego zakątka jakim jest Taormina. Piękne miasteczko położone na wzgórzu , z widokiem na Etnę w pogodne dni.  Została założona w IV w p.n.e. Są tutaj ruiny amfiteatru greckiego , z głównej promenady miasteczka są oznaczenia jak tam trafić. Koszt 10 eur , czynny do zmierzchu.

Taormina-teatr grecki

Wartym uwagi jest duomo czyli katedra .

Duomo-Taormina

Taormina

Taormina to miasteczko letnie dla wielu mieszkańców Sycylii , najbliższą dostępną plażą jest Lido Mazzaro , na którą można dojechać z miasta kolejką linową , tą atrakcje już sobie odpuściliśmy, woleliśmy pospacerować uliczkami miasta podziwiając także bardziej odległą panoramę.

widok na  okolicę z Taorminy – w oddali widok na zachmurzoną Etnę

 

Reklamy
Opublikowano SYCYLIA 2017 | Otagowano , , , | Dodaj komentarz

Sycylia w pigułce część II

W drugiej części tej relacji , wrócę jeszcze do  okolic Trapani,  będąc w okolicy – warto się wybrać do Segesty- to starożytne miasto założone przez Elymów , możemy tu zobaczyć pozostałości ruin starożytnych . Jest to jedno z piękniejszych i lepiej zachowanych miejsc tego typu na Sycylii. Dotarcie do kompleksu wymaga pozostawienia auta na parkingu oddalonym koło 1km od wejścia- płatny 5 eur , w tej cenie autobus zabierze nas do samego kompleksu , niezależnie  od liczby pasażerów. Opłata za wstęp do kompleksu to  6 eur od osoby.

Możemy tu obejrzeć  niedokończoną świątynię pochodzącą z V w p.n.e . W całości zostało zachowane 36 doryckich kolumn.

świątynia w Segesta

 

świątynia w Segesta

Drugim obiektem do zwiedzania są ruiny teatru greckiego , można podejść do niego pieszo koło 1200m od kas w jedną stronę lub skorzystać z autobusu – płatne 1,5 eur. Teatr pochodzi z III w p.n.e i rozciąga się z niego piękny widok na zieloną okolice .

teatr grecki-Segesta

Po tej wizycie , resztę dnia wykorzystaliśmy na oglądanie Palermo. Mimo ,że większość twierdzi ,że potrzeba min 2 dni by zwiedzić miasto , nam pół dnia wystarczyło. Moje wrażenia z tego miasta to głównie nadmierny ruch uliczny i wszechobecny brud. Owszem na starym mieście jest trochę ładnych kościołów-część zamknięta czy innych zabytków , wartych zobaczenia. Oto kilka obrazków z Palermo poniżej ;

katedra w Palermo

fontanna Pretoria

La Martorana z XII w z mozaikami bizantyjskimi

Ale Palermo to również to ;

brzydka strona Palermo

W jeden dzień też wybraliśmy się z Trapani na jedną z wysp archipelagu Egadów -najbliżej położoną Favignana . Korzystamy tu z Liberty Lines – wypływa niemal co godzinę  od 6.50 do 19.30 – dokładny rozkład na http://www.libertylines.it. Koszt biletu w jedną stronę -11 eur od osoby , płynie koło 45 minut , zatrzymując się po drodze na wyspie Levanzo  , która jest niemal naprzeciw.  Dalej od 2 wymienionych wysp znajduje się wyspa Maretimo ,która jest polecana dla miłośników przyrody i pieszych wędrówek. Pogoda jest średnia , a gdy dopływamy na wyspę , zaczyna już popadywać , autobus , który normalnie odjeżdża z okolic portu , stoi zaparkowany i dziś nic nie kursuje , mimo ,że jest to dzień roboczy. W informacji , która jest blisko portu , słyszymy ,że jedyną opcją jest wynajęcia auta lub skuterka , więc rezygnujemy .

Favignana

Na wyspie do 1977 funkcjonowała fabryka tuńczyka , założona przez Vincenzo Florio , który wymyślił sposób  konserwacji tuńczyka w puszce , co stało się rewolucją w tym przemyśle. Dawną fabrykę widać zaraz po wpłynięciu do portu .Obecnie znajduje się tam muzeum, które również było zamknięte podczas naszej bytności .

dawna fabryka tuńczyka

 

 

Opublikowano SYCYLIA 2017 | Otagowano , , | Dodaj komentarz

Sycylia w pigułce część I

Sycylia  jest podobno  piękna przez cały rok , my wybraliśmy  się w grudniu . Trochę było obaw o złą pogodę, zwłaszcza deszcze . W sumie jeden dzień dość mocno padało , poza tym w większości było słonecznie z temperaturą w dzień 12-15 stopni , w nocy 8-10 stopni .

Przylecieliśmy tutaj linią Wizzair do Katanii i to była właściwa decyzja , bo przez moment myślałam o Ryananir do Trapani i powrót z Katanii Wizzairem. Po ostatnich zawirowaniach z Rynanair , nie chcieliśmy się narażać na ponowy stres , jaki mieliśmy jadąc w Dolomity 2 m-ce wcześniej .

Jeśli chodzi o zakwaterowanie  -mieliśmy dwa – najpierw w Trapani jako baza wypadowa , a następnie w Syrakuzach . Podzieliliśmy wyspę na 2 części , gdyż odległości są większe niż się wydaje. Jest kilka autostrad , w większości darmowych , jednak jadąc lokalnymi drogami , traci się sporo czasu.

Po odebraniu auta na lotnisku w Katanii – decydujemy by najpierw jechać północną stroną wyspy  do Trapani.  Zatrzymujemy się w nadmorskim  miasteczku Cefalu , troszkę zbaczając z drogi. Jest to urokliwe miejsce i warto pospacerować uliczkami starej części miast , jak i spojrzeć na morze .

cefalu duomo( katedra)

Wieczorem dojeżdżamy do Trapani , mamy apartament na starym mieście .  W sumie najmniej czasu chyba poświęciliśmy na zwiedzanie miasta , choć też znów nie ma tak dużo do zwiedzania. Następnego dnia wybieramy się do Erice- średniowiecznego miasteczka położonego na wzgórzu o wysokości 750m górującym nad Trapani. Można tam dostać się autem , autobusem  jak i kolejką  . My wybieramy kolejkę. Bilet wjazdu tam i z powrotem  kosztuje 9 eur.

Miasteczko jest otoczone murami , szczególnie warte uwagi jest katedra oraz zamek Castello  di Venere . Warto powłóczyć się wąskimi uliczkami i poczuć klimat dawnych dziejów .Poniżej katedra zwana Duomo , zbudowana w 1312 roku , przynależy do niej także 28- metrowa dzwonnica, z której rozpościerają się piękne widoki na okolice.

Erice – Duomo ( katedra)

dzwonnica przy katedrze w Erice

 

Zamek Castello di Venere

Zamek został zbudowany w XII/XIII na miejscu świątyni Venus , która przez wieki była miejscem kultu  dla starożytynych Greków , Fenicjan , Rzymian . Można zwiedzić patio zamku , skąd rozpościera się widok z jednej strony na saliny obok Trapani, z drugiej na wybrzeże , siegając san Vito lo Capo podczas ładnej pogody.

patio Castello di Venere

Erice- via Giudaica

Kolejny dzień spędzamy na wizycie w przepięknym parku  Reserva Naturale dello Zingaro -wybieramy się tam w Dzień Bożego Narodzenia , z lekką wątpliwością czy będzie otwarty. To pierwszy Park Narodowy na Sycylii, otwarty w 1981  roku. Do Parku są dwa wejścia – główne 2km na północ od malutkiego miasteczka Scopello  , jak i od strony San Vito Lo Capo – 12km niżej . Z tego co doczytałam , nie ma możliwości dojazdu tutaj komunikacją publiczną .Park jest otwarty  zimą ( październik-marzec) od 8h do 16h , latem ( kwiecień-wrzesień) od 7 do 19h. Pełny bilet wstępu – 5 eur. Tu nas spotyka miła niespodzianka , mimo , iż jest portier , wpuszcza nas gratis z uwagi na 25.12. Dzień także mamy słoneczny i ciepły , a ciepły ubiór jaki wzięłam okazał się zbędny .Główny szlak w parku , biegnie tuż przy morzu i wynosi 7 km ( jakieś 4h tam i z powrotem ) wracając tą samą trasą. Przy szlaku są liczne odgałęzienia do malutkich plaż ukrytych pośród skał.

Więcej informacji można znaleźć na stronie internetowej http://www.riservazingaro.it/index.php?lang=en

Dużo pomogła nam mapka jaką tam znalazłam i wklejam poniżej , gdyż poza głównym szlakiem , reszta nie jest zbyt dobrze oznaczona.

mapka parku Zingaro

 

Park Dello Zingaro

Park Dello Zingaro

Park Dello Zingaro

 

Park Dello Zingaro- grotta dell” Uzzo”

Gdy doszliśmy w pobliże drugiego wejścia do parku , zamiast wracać tą samą drogą , stwierdziliśmy ,że wrócimy przez interior parku . Skorzystaliśmy z żółtego szlaku- który jest odnogą czarnego .

na żółtym szlaku – Park Zingaro

Pnie się on cały czas ku górze , w pewnym momencie dochodzimy do rozwidlenia szlaków i w dużej części kierujemy się intuicją bo oznaczenia nie są jednoznaczne. Wg mapki powyżej podążamy potem szlakiem fioletowym , który zastraszająco wciąż pnie się ku górze , droga jest wąska i śliska , jest wilgotno i coraz wyżej. Oboje już czujemy pewien lęk czy czasem nie zabłądziliśmy , jednak decydujemy się kontynuować.  W końcu dochodzimy do punktu skąd rozpoczyna się schodzenie , czujemy ulgę , droga też jest już łatwiejsza.

Gdy już zeszliśmy na dół okazuje się ,że szlak , który obraliśmy był w ogóle zamknięty .  Cała przygoda dobrze się skończyła i zdążyliśmy przed zmierzchem wrócić . Dzień w Parku Zingaro był najlepszym dniem spędzonym na Sycilii- wynika to zapewne także z mojego umiłowania do kontaktu z naturą .

Jedno popołudnie także poświęciliśmy do zajrzenia na pobliskie Trapani solniska- tzw Saline di Trapani . Nie wywarło to na mnie jednak jakiegoś wielkiego wrażenia.

Saline di Trapani

Saline di Trapani

W Marsali z kolei najbardziej  podobał  mi się zachód słońca , który można było stamtąd obserwować.

Marsala- zachód słońca

 

 

Opublikowano SYCYLIA 2017 | Otagowano , , | Dodaj komentarz

Trekking w środku raju-cyrk Mafate( Reunion) część IV

Dzień czwarty-Roche Plate-La Nouvelle

Podobnie jak w innych miejscach , tutaj także mam dwie opcje dotarcia do następnego punktu mojego trekkingu.

1 Trasa do La Nouvelle przez Trois Roche- gdzie jest piękny wodospad- czas przejścia wg tabliczki 5h 30 min

2. Trasa do La Nouvelle przez Fond de Mafate – wg oznaczeń 4h.

Przez chwilę miałam dylemat , jednak , gdy wzięłam poprawkę ,że trasa nr 1 może mi zając nawet do 8h , nie odważyłam się samotnie zaryzykować , szybko się zmierzcha – koło 18. 30h , więc to także warunkuje planowanie . W dniu dzisiejszym pogoda także nie rozpieszcza , jest pochmurnie i momentami lekko mży. Pierwsza część trasy to dojście do szczytu zwanego Le  Bronchard-1200m . Jest to dość łatwy odcinek , gdyż wychodzę z poziomu 1100m. Po dojściu na szczyt , rozpoczyna się schodzenie w dół do koryta rzeki ,tu stykam się pierwszy raz z wąską ścieżką biegnącą wysoko bez zabezpieczenia barierką, odcinek jest króciutki , jednak trzeba uważać by nie dostać zawrotu głowy patrząc w dół.

widok z Le Bronchard

Tym razem czeka mnie przeprawa przez rzekę ,aż 3 razy , pierwsze dwa idą dość sprawnie, jednak w ostatnim  miejscu napotykam trudności-woda sięga  mi prawie po pas ,a do tego nurt jest dość rwący-muszę uważać by nie wpaść z plecakiem do wody.

Gdy już udało mi się przeprawić przez rzekę , czeka mnie wejście podwójną drabiną po skałach , by kontynuować szlak.

na szlaku w stronę La Nouvelle

Od tego momentu szlak wiedzie cały czas pod górę serpentynami . Pewno nie byłoby w tym nic specjalnego , gdyby nie fakt ,iż część trasy pokonuję się idąc skalną ścieżką , około pół metra szeroką trzymając się jedynie od wewnętrznej strony liny, która jest przytwierdzona do skały .Od zewnętrznej  strony nie ma żadnego zabezpieczenia , im wyżej tym przepaść bardziej przerażająca. Skłamałabym , gdybym powiedziała ,że nie czułam strachu. Na Maderze miałam do czynienia z czymś podobnym ( tyle ,że wówczas chodziłam po zamkniętym szlaku) , tu czułam jeszcze mocniej , iż balansuję nad przepaścią. Wyglądało to mniej więcej jak niżej , tyle ,że nie widać na zdjęciu dokładnie dużej przepaści w dół.

balansując nad przepaścią

Gdy już skończyły się podejścia z linkami, zaczęły się masowe sieci pajęcze, niezliczona ilość czarnych pająków pod którymi musiałam przejść. Dopiero w końcowym odcinku mogę iść spokojniej , roślinność jest coraz bujniejsza i ścieżka dość mocno zarośnięta. Zaczyna także znów mżyć , znów ubieram poncho , okazało się mocno przydatne. W końcu docieram do La Nouvelle , które jest położone na wysokości 1400m . Jest to dość duża wioska , jest tu kilka sklepików i nawet jakieś bary. Czuję się już blisko cywilizacji .Dzięki temu nie muszę czekać do 19h na kolację w schronisku , ale jeszcze przed dojściem do niego , korzystam z oferty jednego z barów. Ceny przystępne , od kwoty 15 eur można nawet płacić kartą, choć połowy dań z karty nawet nie mają.

La Nouvelle

Moje schronisko tutaj to Jessica Oreo , za kościołem i tuż przy boisku piłkarskim.Jestem dziś tu jedynym gościem . Dostaję czysty i dość ładny pokoik , łazienka też w porządku z ciepłą wodą. Tutaj też przypada mi w udziale najsmaczniejsza kolacja  na szlaku , właściciel mówi nawet średnio po angielsku , więc także trochę pogadaliśmy sobie.

schronisko Jessica Oreo

Po nocy w schronisku , zostaje mi ostatni etap mojej wędrówki – trasa do Col de Boef -najkrótszy odcinek , ale zarazem o najwyższym punkcie wysokościowym -2011m. Pogoda od rana też nie rozpieszcza , znów mży ,zaciągam więc swoją kapotę przeciwdeszczową .Niestety od początku zaczynam ” lewą nogą” gubię szlak i błądzę przez 2h w jakimś lesie, a wszystko dlatego ,że w jednym miejscu nie zauważyłam tabliczki , a potem pytając kogoś o drogę zostałam źle pokierowana- pewno jakąś drogą na skróty. Widząc ,że nic z tego nie będzie wracam do punktu wyjścia do wioski i w końcu znajduję zagubiony szlak. Jest już 11 h i  dopiero teraz zaczynam właściwą trasę,wg tabliczki to 2h10min  , mnie zajęło 3h. Szlak rozpoczyna się ostrym podejściem pod górę ograniczonym do drewnianych stopni , więc musze robić sobie odpoczynki po drodze. Buty mam całkowicie przemoknięte, więc też ciężko mi się w nich chodzi , to pierwszy dzień, gdy tak intensywnie pada w czasie mojej wędrówki. W końcu dochodzę do równiny Plain de Tamarind , jak sama nazwa mówi jest pełna drzew tamaryndowca , z którego robi się ciekawą pastę , która może być dodatkiem do dań np. typu curry i nie tylko. .Zaczyna też wychodzić słońce , więc najbliższe chwile zapowiadają się przyjemnie. Dziś też mijam największą liczbę ludzi na szlaku , są to zarówno turyści , którzy np. zrobili sobie 1- dniowy wypad do cyrku Mafate, ale też mieszkańcy La Nouvelle , którzy na plecach przynoszą z pobliskiego Beliere różne towary .

wędrując przez pola tamaryndowca

na równinie tamaryndowców

Po przejściu równiny znów kontynuję wchodzenie pod górę , wraz z wysokością pogoda znów się pogarsza , znów mocno pada , jest mgła i jest to pierwszy dzień , gdy mimo odzieży termicznej jest mi chłodno.  Gdy dochodzę na szczyt jestem trochę rozczarowana , jest tabliczka ze szczytem , ale obok pełno śmieci .

Col de Boef

Do parkingu jest stąd pieszo jakieś 15-20 min , przy parkingu jest także przystanek autobusowy, jednak częstotliwość  to 2 autobusy na dzień , rano i popołudniu. Jest też mini bar z napojami i słodyczami. Dalej pada , a do samego Beliere jest min 2h pieszo , kierując się impulsem zagaduję jednego Francuza , gdzie jedzie i czy mogłabym się z nim zabrać. Nie mam w zwyczaju jeździć na stopa , jednak jestem zmęczona , zmarznięta i przemoknięta. Ostatecznie podwozi mnie aż do samej mieściny , gdzie mam swój bagaż, więc zostaje mi jedynie 300m pieszo , super , szczęście się uśmiechnęło do mnie.

Po przebraniu się , mąż właścicielki  hostelu , przygotowuje mi znów pyszne danie wege , palce lizać. Po tylu dniach z plecakiem , apetyt dopisuje . Następnego dnia już wracam do stolicy Saint Dennis, niewielkie zwiedzanie , bo za wiele też nie ma co i powrót do Polski.

Wszystko przebiegło zgodnie z planem no i wróciłam cała i zdrowa co najważniejsze.

Opublikowano REUNION 2017 | Otagowano , , | Dodaj komentarz

Trekking w środku raju-cyrk Mafate( Reunion) część III

Dzień trzeci-Cayenne- Roche Plate

Dziś wyruszam z Cayenne – mam 2 opcje zrobienia tej trasy:

  • z Cayenne do Roche Ancre , stamtąd dalej do Roche Plate- oznaczone jako 4h 20min , mimo ,że w innym miejscu było podane 3h35min , co tylko potwierdza nieprecyzyjność oznaczeń
  • Z Cayenne do Ilet de Letaniers( 3h)  , a następnie stamtąd do Roche Plate (2h 30 min)

Wybieram opcję nr 1, mimo ,że wiem , iż oznacza ona przeprawę przez rzekę . Do podanych czasów przejść doliczam dodatkowo jakieś 35% więcej czasu , także napotkani turyści zgłaszali ,że czasy przejść są dłuższe niż podają to oznaczenia.

Do Roche Ancre-droga najpierw jest  w miarę płaska, a następnie schodzi ostro w dół do koryta rzeki Galates- przez którą trzeba się przeprawić. Woda w tym miejscu sięgała maksymalnie do kolan , więc nie było problemu.

na szlaku z Cayenne do Roche Ancre

rzeka Galates

Po zejściu na sam dół , znów jest wejście pod górę i jeszcze dwie przeprawy przez rzekę , jednak i tu idzie łatwo . Jednak wejścia i zejścia są już męczące i duża wilgotność powietrza daje się we znaki , w połowie szlaku spotykam 2 wędrowców , więc dziś jeszcze bardziej pusto niż w poprzednie dni. A tu poniżej można było się wykąpać , jednak ja nie korzystam.

na szlaku Cayenne do Roche Ancre

Ogólnie szlak jest długi i męczący, dzisiejszy dzień to 5h30 min marszu , w połowie tego szlaku  jest rozwidlenie na Ilet de Letaniers.Widoki jednak wynagradzają trudy i duże przewyższenia terenu. Po wyjściu na górę , mogę  obserwować koryto rzeki Galates.

koryto rzeki Galates

zbliżając się do Roche Plate

Na ostatnich 2-3km zaczęło padać , musiałam użyć swojej peleryny przeciwdeszczowej . W samym pobliżu Roche Plate obserwuję wielkie sieci pajęcze razem z ich mieszkańcami-nie ukrywam ,iż czuję strach ,że jeden z tych pająków spadnie mi na głowę , gdy będę po nimi przechodzić..brr.. Jedyne co mnie pociesza , to fakt ,iż nie są jadowite.

uwaga pająki na szlaku

Roche Plate jest położone na wysokości 1100m  .Wioska jest dość długa , jest kilka schronisk i nawet jakieś sklepiki , jednak pozamykane.

widok na Roche Plate

Moje schronisko mieści się na końcu wioski- Vivette Thiburce- ma najlepszy standard z tych dotychczasowych , jest ciepła woda i nawet gniazdka elektryczne w pokoju. Jedyny minusem jest to ,że odbiór kluczy do pokoju , jak i śniadanie i kolacja jest w osobnym miejscu- oddalonym 10 minut pieszo w jedną stronę.Tu jedzenie jednak też jest najgorsze- kaszanka , ryż i trochę fasoli , oczywiście kaszanki nie tykam. Na śniadanie z kolei czerstwa bagietka. We wszystkich schroniskach częstują rumem lub ponczem domowej roboty.Tutaj także mogę kupić butelkę wody na kolejny dzień. Jak widać po zdjęciach ,dziś pogoda mi nie dopisała , w sumie ogólnie ta się pogarsza z każdym dniem , ale da się przeżyć.

Opublikowano REUNION 2017 | Otagowano , | Dodaj komentarz

Trekking w środku raju-cyrk Mafate( Reunion) część II

Dzień drugi -odcinek Aurore-Cayenne 

Mimo wstępnego planu trasy(do niektórych punktów były np dwie możliwości dotarcia ), dzisiejszą trasę zupełnie  zmodyfikowałam. Początkowo miałam iść do następnego schroniska Cayenne-przez Grand Place , jednak po dotarciu do Aurore , zobaczyłam , iż jest trasa alternatywna  , dzięki której nie musiałabym powtarzać nawet części trasy z poprzedniego dnia. Na mapie nie widać tego dokładnie ,że szlaki się łączą i można nimi dojść do Cayenne , ja ufam drogowskazom i skoro jest wpisane , iż trasa prowadzi do Cayenne , decyduję się na nowy szlak. Najpierw z Aurore idzie się w kierunku Deux Bras przez Bord Bazar- gdzie jest punkt widokowy . Początkowo trasa jest dość płaska z lekkim wejściem pod górę , aż do punktu widokowego, skąd rozpościera się piękna panorama.

widok z Bord Bazar

Tu łączą się dwa gł. szlaki GR2 i GR3

skrzyżowanie szlaków na Bord Bazar

Począwszy od tego momentu , następuje mocne zejście w dół , dość gwałtowne, mam wrażenie ,że schodzę w najniższą część tej kotliny , którą widać między górami , zejście nie ma końca, a tropikalna roślinność staje się coraz bardziej bujna.

Jednak zanim zejdę zupełnie w dół , jeszcze mogę podziwiać piękne widoki cyrku Mafate.

na szlaku Aurore-Deux Bras

na szlaku Aurore-Deux Bras

Począwszy od tego punktu przez kolejne 30-40 minut , komary tną niemiłosiernie , nie mogę nawet na chwilę przystanąć bo by mnie zjadły.To ta gęsta roślinność oraz niska wysokość powodują ,że czuję się jak w tropikalnej dżungli. Krótko przed dojściem do wiszącego mostu -jest rozgałęzienie szlaków-w kierunku Deux Bras oraz Cayenne/Ilet de Letaniers. Po przejściu mostu ukazują się już inne widoki i rozpoczyna się znów podejście pod górę, słońce mocno praży a do tego jest wysoka wilgotność , więc idzie się coraz trudniej.

widok z mostu-w drodze do Cayenne

w drodze do Cayenne

 

w drodze do Cayenne

Końcowy etap trasy jest już lżejszy , a z daleka widać już wioskę , a konkretnie schronisko które wyróżnia się kolorami już z daleka.

schronisko w Cayenne ( Gite de Grand Place)

To chyba jedyne schronisko w tej małej wiosce, jest pięknie położone – na skarpie na wysokości 500m  , z cudnymi widokami . Tutaj poza mną są tylko 2 młode dziewczyny , to jedyne schronisko , gdzie nie było ciepłej wody.

widok ze schroniska Cayenne

W schronisku nie ma żadnego sklepiku , można podejść w górę do Grand Place ( Ecole)-koło 30 min pieszo w jedną stronę , gdzie również są schroniska oraz sklepik. Dziś pierwszy dzień , gdy zaczyna mżyć , mżawka trwa ponad godzinę , ja wybieram się do góry by kupić jakieś napoje.

wioska Cayenne

Reasumując trasa Aurore-Cayenne przez trasę w kierunku Deux Bras zajęła mi 5h , podczas , gdy drogowskazy wyznaczały 3h 45min . Następnego dnia będę się wybierać do Roche Plate.

 

 

 

 

 

Opublikowano REUNION 2017 | Otagowano , , | Dodaj komentarz

Trekking w środku raju-cyrk Mafate( Reunion) część I

       Jak wiele podróży i ta została zainspirowana  materiałami  jakie znalazłam w internecie. Jakiś czas temu natknęłam się na relacje z podróży po Reunion  i zakochałam się w zdjęciach  z Mafate od pierwszego wejrzenia.Wydawały mi się takie niezwykłe , wręcz mało realne by rzeczywiście było tam tam pięknie.

Cała  moja podróż  obejmowała Mauritius i Reunion. Na tej drugiej wyspie celem był trekking w wulkaniczym cyrku Mafate.

Zacznę od kilku  praktycznych informacji;

1 Jak dotrzeć : na Reunion można przylecieć np z Air France / Air Mauritius przez Paryż  lub także z pobliskiego Mauritiusa linią Air Mauritius.

2.Reunion jest terytorium zamorskim Francji , więc nie ma obowiązku wizy a walutą obowiązującą jest Euro.

3 Reunion ma dwa lotniska- Saint Dennis oraz Saint Pierre , na przeciwległym krańcu wyspy. Ja docieram na lotnisko Saint Dennis – z lotniska do centrum miasta można dojechać komunikacją miejską- linia T- podróż trwa 10 minut i kosztuje 5 eur.

4. Transport publiczny na Reunion jest wykonywany przez kilka niezależnych firm przewozowych ,co powoduje konieczność przesiadek. Najdłuższą linią autobusową jest linia z lotniska Saint Dennis na lotnisko Saint Pierre. Poniżej możecie znaleźć rozkłady jazdy ;

http://www.allonslareunion.com/en/reunion-vehicules/bus-networks.html

5. Reunion jest bardziej kierunkiem dla amatorów pieszych wędrówek niż dla plażowiczów. Plaż nie ma tu za wiele i często bywają zamknięte z uwagi na zagrożenie rekinami.

6.Wg mnie najpiękniejszą częścią wyspy są tzw cyrki wulkaniczne( głębokie kotliny , otoczone wysokimi górami)  -jest ich 3: Mafate-najtrudniej dostępny, Cilaos oraz Salazie-najbardziej zielony.Na pewno godnym uwagi jest też wulkan Piton de la Fournaise , jednak na to już mi nie starczyło czasu .

7 Kiedy jechać? na trekking najlepiej od maja do października , od listopada do kwietnia na Reunion przypada pora cyklonów

Jako , iż lubię wyzwania, za cel obrałam sobie cyrk Mafate , 5 dniowy trekking po niemal bezludnych ścieżkach o dużych przewyższeniach terenu , nocując w skromnych schroniskach , w jednym z nich nie było nawet ciepłej wody.

Do cyrku Mafate w sumie są 4 wejścia: od strony  Cilaos , Le Maido ,Dos d’Ane oraz Grand Ilet. Moja wędrówka zaczęła się od Grand Ilet/Beliere. Tutaj docieram z Saint Dennis z przesiadką w Saint Andres. Z Saint Andres jeździ tylko jedna linia do Grand Ilet i połączeń nie ma wiele , a w niedzielę są już znikome , co trzeba wziąć pod uwagę przy planowaniu trekkingu. W Grand Ilet mogę szczerze polecić zakwaterowanie L´Escale Rando , bardzo sympatyczni właściciele , posiadają także  restauracje .

W planowaniu trasy bardzo pomogła mi ta strona- można tu w miarę dokładnie wyliczyć odległości i czas potrzebny do przejścia szlaku.

https://www.randopitons.re/randonnees/cirques-distances#mafate

W praktyce jednak okazało się ,że trasy są dłuższe i trzeba na nie poświęcić więcej czasu , dobrze , więc ,że miałam zapas.

Schroniska rezerwowałam z wyprzedzeniem na stronie :

http://book.reunion.fr/fr/hebergements?flashview=invalidsearchcfg&filter=g=67986;c=18048

Dzień pierwszy -odcinek Beliere-Aurore 

Moją wędrówkę rozpoczynam od szlaku Beliere  do Aurore przez Sentier Scout, gdzie mam spędzić pierwszą noc .Jest dostępny także alternatywny szlak Beliere do Aurore przez  Sentier Augustave. Z opowiadań na miejscu słyszałam , iż ten drugi jest ładniejszy , choć bardziej wymagający. Tuż przed wejściem na szlak Sentier Scout  z głównej drogi prezentuje mi się taki oto widoczek:

widok na cyrk Mafate

Wg mapy szlak do Aurore liczy 8,7km i powinien zająć koło 230 min. Mi oczywiście zajął więcej czasu 4h 30 min , a także moja aplikacja do liczenia kilometrów naliczyła ich więcej niż wskazuje mapa .

Pierwszego dnia pogoda dopisuje , jest słonecznie i ciepło , cieszę się ,że nie wzięłam grubej kurtki , bo  poza ostatnim dniem była zbędna( choć dałam radę  i bez niej).

          Początkowo szlak schodzi mocno w dół , schodzę  z 1600m na 800m , choć bywają też  jakieś niewielkie wejścia pod górę. Jedno z takich wejść , mimo ,że technicznie nie było trudne, mogło trochę ściąć krew w żyłach. W pewnym momencie idę bowiem wierzchołkiem góry , mając przepaść na kilkadziesiąt metrów po obu stronach wąskiej ścieżki a po drodze jeszcze są momentami duże kamienie.

na szlaku Beliere-Aurore przez Sentier Scout

na szlaku Beliere-Aurore przez Sentier Scout

Z wierzchołka góry za to rozpościera się piękny widok na okolicę , jestem zafascynowana .

na szlaku Beliere-Aurore przez Sentier Scout

Następnie  znów jest tylko zejście w dół , aż do samej wioski Ilet a Malheur.

na szlaku Beliere-Aurore przez Sentier Scout

Zanim jednak dochodzę do pierwszej wioski , mijam rozwidlenie szlaków w punkcie La Plaque , można było stąd ruszyć w kierunku  wioski  Grand Place.

na szlaku Beliere-Aurore przez Sentier Scout

Przed samym wejściem do wioski i w samej wiosce widać dużo ozdobnych krzewów np znana u nas gwiazda Betlejemska .

przed zejściem do Ilet a Malheur

W Ilet a Malheur widać kilka schronisk , jednak nie ma tłumu turystów , do tego momentu spotkałam tylko 3 osoby za ponad  3h marszu , w pewnym momencie miałam nawet obawy,że się zgubiłam . Przechodzę wioskę i podążam w kierunku Aurore , zanim jednak dojdę do celu jaki mam na dzień dzisiejszy , czeka mnie dość długie wejście pod górę . Istnieje  także droga na skróty , jednak podejście jest jeszcze bardziej strome , więc odpuszczam.

Aurore jest położone na wysokości 950m  , śpię w schronisku BOYER Georget – jest tłoczno , koło 12 osób. Pokój dwuosoowy kosztuje 40 eur , miejsce w dormitorium bodajże 18 eur. Obiadokolacja jest serwowana o 19h , jak w większości miejsc i kosztuje zwykle 20-25 eur , śniadania 6 eur. Śniadania w przeciwieństwie do kolacji , są  bardzo skromne -bagietka , dżem i kawa/herbata, w schronisku jest także sklepik , więc można dokupić sobie coś na drogę , są to gł produkty w puszkach: ciastka , woda. Woda 1,65 litra kosztuje 3 euro , z tego co mówili mieszkańcy nie jest wskazane picie wody ze strumienia-gdyż jest ryzyko zanieczyszczeń , zarówno przez zwierzęta , jak też gospodarstwa domowe(ścieki)

Standard zakwaterowania pozostawia  trochę do życzenia , ale jest ciepła woda i dobre jedzenie , jest także opcja jedzenia w wersji wegetariańskiej z czego korzystam . Podczas korzystania z prysznica ,nagle pod lampą widzę wielkiego czarnego pająka , wybiegłam z krzykiem owinięta tylko ręcznikiem , przy wejściu do jednego z dormitoriów również wisi duży czarny pająk , niestety mam arachnofobię , a spotkania z pająkami jeszcze przede mną w dalszej części wędrówki.

schronisko w Aurore

Niedaleko od schroniska jest lądowisko dla helikoptera , który dostarcza żywność do wioski, z tego miejsca jest bardzo ładny widok , który mi przypomina Machu Picchu .

Aurore-widok z lądowiska dla helikoptera

Aurore-widok z lądowiska dla helikoptera

 

Opublikowano REUNION 2017 | Otagowano , , | Dodaj komentarz

Bergen okołoweekendowo

Bergen to kolejne często odwiedzane przez Polaków norweskie miasto, dotąd nie byłam nigdy w Norwegii , więc nadszedł czas w końcu się tam wybrać.  Z południa Polski najłatwiej się dostać Wizzairem lub Norwegianem. Jeśli chodzi o dojazd z lotniska w Bergen do centrum można dotrzeć   Flybussen Bergen – podróż trwa koło 25 minut .

Bilety można kupić na  https://www.flybussen.no/

Koszt biletu w jedną stronę 100 NOK ,gdy od razu kupimy tam i z powrotem 170 NOK , przy zakupie u kierowcy 20 NOK drożej.

Bus ma po drodze kilka przystanków : w centrum są to  Bus station, Festplassen, Fish Market and Bryggen( Raddison Blue Hotel).

Jeśli chodzi o zakwaterowanie  ,tym razem znów korzystamy z opcji noclegowej airbnb- wychodzi ekonomiczniej niż w hotelu , bowiem sami możemy przygotować część posiłków. Nasza podróż odbyła się w kwietniu przypadając na okres Wielkanocy i tutaj uwaga w Norwegii ku naszemu zdziwieniu święto narodowe zaczyna się już w Wielki Czwartek , z tego względu większość sklepów jest zamknięta. Można na szczęście liczyć na 7 Eleven, te były otwarte , choć wybór asortymentu dość ograniczony. Ku naszemu zaskoczenia wita nas piękna jak na ten czas w Norwegii pogoda , słonecznie i koło 7-8 stopni. Pierwszego dnia więc jeszcze trochę mamy czasu by powłóczyć się po mieście.Mieszkamy blisko wszystkich atrakcji  -blisko Bryggen .

Bryggen to zabytkowa część miasta , wpisana na listę Unesco  w 1979 roku. Skupia ona szereg budynków handlowych , tuż nad zatoką , dla mnie to najpiękniejsza część Bergen, stąd wszędzie jest blisko, do Targu Rybnego , centrum.

Bryggen -widok z naprzeciwka

Bryggen

Bryggen

Bryggen

Bryggen-wnętrze

Tuż obok znajduje się Targ Rybny ,jednak szczerze spodziewałam się czegoś więcej. Można tu zarówno zjeść na miejscu przyrządzane ryby jak i kupić je na wynos i przyrządzić w domu -my korzystamy z tej drugiej opcji .

Targ Rybny

Targ Rybny

Oprócz miasta , okolice Bergen mają dość sporo do zaoferowania , bezpośrednio z centrum , blisko Bryggen można wjechać na jedną z gór otaczających Bergen – Floyen-320m wysokości -oczywiście można tam też wejść pieszo.

Kolejka na Floyen latem czynna jest od 9 rano do 23h , bilety można kupić na miejscu w automacie lub przez stronę internetową  http://floyen.no/. Bilet w jedną stronę kosztuje 45 NOK , a tam i z powrotem 90 NOK.

Dzień w którym wybieramy się na Floyen , pogoda już jest dość niepewna , momentami kropi i jest dość chłodno , z tego względu decydujemy się na wjazd kolejką do góry i zejście pieszo.

kolejka na Floyen

Widok z góry jest  ciekawy , choć w słoneczne dni pewno lepszy.

widok z Floyen

 

widok z Floyen

widok z Floyen

Na górze jest restauracja jak i plac zabaw dla dzieci ,stąd także zaczyna się kilka szlaków, dwa rodzaje do centrum , jak też najciekawszy z nich na Ulriken-kolejną górę w pobliżu Bergen , naszą aspiracją było zrobienie tej trasy odwrotnie tj z Ulriken na Floyen , jednak pogoda ostatecznie nam to uniemożliwiła o czym później. Sam szlak między dwoma górami wynosi 13km . Są także jakieś pomniejsze szlaki wokół Floyen-każdy znajdzie coś dla siebie.

My zrobiliśmy jakąs krótką rundkę do pobliskiego stawiku, widoczki dość malownicze .

okolice Floyen

Następnego dnia atakujemy Ulriken – drugą z okolicznych gór , jakie otacza Bergen -ta jest trochę wyższa -643m. Tutaj także na szczyt można wyjechać kolejką . W pierwszym rzędzie dojeżdzamy do kolejki busem z samego Bryggen bus nr 3 , trzeba dojechać do stacji Haukelandsbakken ( Haukeland Hospital) -jedzie się jakieś 10-12 minut. Rozkład jazdy autobusów lokalnych w strefie Bergen można sprawdzić na http://www.skyss.no -poprzez aplikacje można kupić bilet ze zniżką , mi niestety się nie udało , mimo zainstalowanej w komórce aplikacji. Bilety na autobus kupowaliśmy w 7 Eleven – jeden z nich znajduje się także pomiędzy  Bryggen a Targiem Rybnym- o ile pamiętam koszt 1 biletu koło 27 NOK.

W wysokim sezonie tj maj-wrzesień  kursuje z centrum  specjalny autobus na Ulriken-Ulriken bus w godzinach 9-18h . Odjazdy z centrum o pełnych godzinach .

Na Ulriken wjechaliśmy kolejką – bilety  do kupienia w automacie przy wejściu do kolejki.

Na stronie internetowej można sprawdzić także czy kolejka kursuje w danym dniu , gdyż bywa , że jest zamykana z powodu silnych wiatrów.

http://ulriken643.no/

Kolejka kursuje od 9 do 21h , bilet w jedną stronę 110 NOK , tam i z powrotem  170NOK

Gdy dojechaliśmy na górę , sytuacja wyglądała jeszcze gorzej niż z dołu , mgła była tak gęsta ,że nic nie było widać na odległość 5 metrów , leżał śnieg , który przykrywał całkowicie szlak. Skoro jednak wjechaliśmy , postanowaliśmy , iż tak szybko się nie poddamy , odczekaliśmy z pół godziny i widząc ,że mgła zaczęła się przerzedzać , zaczęliśmy nieśmiało iść szlakiem w kierunku Floyen . Miejscowo odradzali nam to , gdyż pogoda nie była stabilna , widoczność słaba a do tego leżał śnieg. Chcieliśmy chociaż przejść choćby 30 minut szlakiem by nie wracać z” pustymi rękoma” i bez widoków. Początki były trudne , ślisko , szlak był na szczęście też oznaczony powbijanymi metalowymi prętami .Po mału zaczynało się rozjaśniać i było coraz więcej widać .

Na Ulriken

Na Ulriken

w tle widoczna antena na Ulriken

widok z Ulriken

Przesliśmy szlakiem w kierunku Floyen koło 2km , jednak trasa była zbyt męcząca z powodu brnięcia w śniegu , nie zdecydowaliśmy sie na podjęcie ryzyko i podążanie dalej . Za to zeszliśmy z Ulriken pieszo , dość malowniczym szlakiem w kierunku miasta . W miarę upływu czasu zrobiło się nawet słonecznie a im byliśmy niżej tym było mniej śniegu. Ostatecznie , mimo , iż nie zrealizowaliśmy pierwotnych założeń , dzień uznaliśmy za udany.

widoczki w drodze powrotnej z Ulriken

droga powrotna z Ulriken do Bergen

Poza  typowymi atrakcjami Bergen i najbliższych okolic , jeden dzień poświęciliśmy w całości na wycieczkę  i rejs po fjordzie Aurlands. Tym razem cały pakiet kupiliśmy przez pośrednika Norway in Nutshell – samodzielna rezerwacja wychodziła trochę drożej i nie gwarantowała miejsca na wszystkie środki transportu. Tak więc dużo lepiej wyszła nas cała wycieczka na jednym bilecie. Podróż można było rozpocząć z Bergen lub Oslo. Koszt wycieczki z Bergen wyniósł nas 159 eur na osobę , jednak na pewno atrakcje były warte tej ceny. Bilety rezerwuje się na  https://www.norwaynutshell.com/original-norway-in-a-nutshell/# a fizycznie odbiera się je na stacji kolejowej – w naszym wypadku w Bergen .

trasa wycieczki

My zaczynamy podróż od trasy pociągiem do Flam , odjazd tuż po 8 rano z Bergen , pierwszy odcinek miał kilka ładnych widoków , jednak prawdziwą atrakcją samą w sobie jest następny odcinek , również kolejowy -Myrdal do Flam. Kolej łącząca oba miasteczka nazywa się Flamsbana i  jest to jedna z najbardziej stromych  linii kolejowych na normalnym torze  na świecie .To zarazem jedna z najpiękniejszych tras kolejowych , jest to odcinek 20km  ,a pociąg pokonuje duże różnice wysokości- od poziomu morza do 867m w Myrdal . Bilety na trasie Flam-Myrdal-Flam  i odwrotnie  można kupić także samodzielnie- koszt od 4o0NOK tutaj

https://www.visitflam.com/en/flamsbana/

Bilety na kolej norweską  w całym kraju z kolei można nabyć na  :

https://www.nsb.no

Flamsbana

Po drodze można podziwiać góry , fjordy oraz wodospady.

dojeżdżając do Flam

Flam to małe miasteczko , aczkolwiek pięknie położone , to stąd wyruszymy na rejs po fjordzie.

Flam-brama do Aurlandsfjord

Sam rejs do Gudvangen trwa około 2,5h , widoki są piękne , większość czasu spędzamy na zewnętrznym pokładzie , pogoda dopisała , mamy piękny słoneczny dzień z temperaturą koło 10 stopni w kwietniu , jednak zimny wiatr daje trochę w kość- znów pomysł z termosem ciepłej herbaty okazuje się strzałem w dziesiątkę.

rejs po Aurlandsfjord

rejs po Aurlandsfjord

rejs po Aurlandsfjord

rejs po Aurlandsfjord

rejs po Aurlandsfjord

dopływając do Gudvangen

W Gudvangen już czeka kilkanaście autobusów by zabrać turystów do Voss, Flam zrobiło na mnie dużo lepsze wrażenie niż Gudvangen , choć tu spędzamy dosłownie chwilę i odjeżdżamy autobusem w kierunku Voss, gdzie następnie wsiadamy do pociągu do Bergen. Koło 18.30 jesteśmy znów w Bergen , więc była to całodniowa wycieczka , obfitująca jednak w różne i piękne krajobrazy , gorąco polecam tą trasę. To był nasz pierwszy raz w Norwegii , choć przypuszczam ,że nie ostatni, ten kraj ma wiele do zaoferowania jeśli chodzi o piękno przyrody . Mnie bardzo marzą się Lofoty , choć są też inne rejony , których nie wykluczam .

Opublikowano NORWEGIA | Otagowano , , , | Dodaj komentarz

Prambanan i Borobudur -piękne świątynie w okolicy Yogyakarty

Yogyakarta  jest na mapie podróży chyba wszystkich , którzy zdecydowali się zwiedzić Jawę ,  my docieramy tutaj z Surabaya pociągiem. Standard całkiem dobry jak na Indonezję , nie ma co narzekać , podróż trwa prawie 5h. Hotelu nie mamy zarezerwowanego naprzód , więc krążymy trochę z taksówkarzem w okolicy centrum  i ostatecznie lokujemy się niedaleko głównej ulicy Malioboro. Na zwiedzanie miasta nie mamy jednak praktycznie czasu , więc jedynie udajemy się na tą najbardziej znaną ulicę Yogya , która nas mocno rozczarowała . Wszędzie okropne tłumy , riksze , samochody ,mało przyjemnie się tamtędy porusza . Nie brakuje za to sklepów z batikiem .

Malioboro Jalan

Malioboro Jalan

Najważniejszą atrakcją dla której udałyśmy się do tego miasta są 2 okoliczne świątynie- Prambanan oraz Borobudur. Jako , iż transportem publicznym byłoby niemożliwością objechanie obu miejsc w jeden dzień , skorzystałyśmy z agencji turystycznej  Sakha Holiday -poleconej mi przez Emi z blogu ” Emi w drodze”

W dniu wycieczki agent biura przyjechał po nas do hotelu koło 4 rano , mamy bowiem pakiet wschód słońca nad Borobudur. Jest to pierwsza ze świątyń , którą będziemy zwiedzać. Położona pośrodku dżungli , jest największym ośrodkiem kultu buddyjskiego na świecie , a w 1991 roku została wpisana na listę UNESCO. Zbudowana mniej więcej między 750 a 850 rokiem n.e ,  została na wiele wieków opuszczona z niewiadomego powodu , dopiero ponownie odkryta w 1814 roku przez oficera brytyjskiego , wówczas to stopniowo zostały podjęte prace konserwacyjne .

My zaczynamy zwiedzanie od wzgórz Setumbu  , gdy dojeżdżamy jest całkiem ciemno ,by wejść na wzgórze musimy pokonać trochę prowizorycznych schodków w środku dżungli , ostatecznie jesteśmy mocno utaplane w błocie. Z napięciem wszyscy wyczekujemy tego magicznego momentu wschodu słońca , słychać zewsząd odgłosy dżungli  , dzień zaczyna się dość mocną mgłą.

Setumbu Hills wschód słońca nad Borobudur

Setumbu Hills wschód słońca nad Borobudur

W oddali na tym zdjęciu ledwo widoczny jest zarys wulkanu Merapi , w czasie lepszej pogody widoki muszą być niesamowite.

wschód słońca nad Borobudur

wschód słońca nad Borobudur

Trochę jesteśmy rozczarowane , bo niestety gęsta mgła uniemożliwia dostrzeżenie świątyni na tle wschodzącego słońca .Następnie udajemy się na zwiedzanie świątyni .Sam kompleks jak widać jest duży, najbardziej podobało mi się na samej górze , rozpościera się też stamtąd piękny widok na okolicę.

Borobudur

Borobudur

Borobudur

Borobudur

Borobudur

Borobudur

na szczycie świątyni Borobudur

na szczycie świątyni Borobudur

Stamtąd udajemy się do drugiej świątyni Prambanan . Sama podróż z jednej świątyni do drugiej zajmuje koło 2h . Pogoda na szczęście dopisuje i tak oto mamy przed sobą kolejne architektoniczne cudo-Prambanan .Jest to hindusityczne miejsce kultu poświęcone bogom Sziwie, Wisznu i Brahmie. Kompleks został zbudowany w IX wieku i również w 1991r wpisany na listę Unesco . Na mojej siostrze wywarł większe wrażenie niz Borobudur , może wygląda bardziej majestatycznie , zresztą cóż zobaczcie sami .

Prambanan

Prambanan

 

 

Prambanan

Prambanan

Do każdej z wież prowadzą schodki , którymi można wyjść do góry.

Prambanan

Prambanan

 

we wnętrzu jednej z wież Prambanan

we wnętrzu jednej z wież Prambanan

 

Informacje praktyczne

pociąg Surabaya-Yogyakarta 320.000IDR – miejsce w najwyższej klasie. Bilety z wyprzedzeniem można kupić na stronie https://en.tiket.com/

Violet hotel w Yogyakarta- 410.000IDR za 2 osoby ze śniadaniem

Sakha Holiday – koszt transportu do obu świątyń + śniadanie na miejscu 175.000 IDR na osobę  -kontakt sakha_transtour@yahoo.com , osobno płatne wstępy

wstęp do Borobudur =20 USD

wstęp do Prambanan=18 USD

Opublikowano INDONEZJA 2016 | Otagowano , | Dodaj komentarz

Wschód słońca nad wulkanem Bromo

Bromo -jeden z najbardziej znanych wulkanów Indonezji , w porównaniu do wielu innych bardzo łatwy do zdobycia , a zarazem oferujący piękne widoki o wschodzie słońca. Nie wszyscy jednak mają szczęście trafić na bezchmurne niemal niebo o świcie-nam się udało. Ogólnie większość trafia na Bromo z punktu wyjściowego-Yogyakarta bądź Surabaya , część robi to z wycieczką zorganizowaną-tych sporo jest z Yogya, a część na własną rękę jak my . Nasza  podróż – tym razem podróżowałam z najmłodszą siostrą , zaczyna się w Yakarcie- skąd udajemy się samolotem do Surabaya( linie Air Asia).Lecimy wczesnym samolotem o  6.45 , gdyż do Probolingo trzeba się dostać przed 13h a im szybciej tym lepiej, potem szanse na dalszy transport maleją znacznie i cena także rośnie!

Naprzeciw terminala łapiemy bus z firmy Damri Bus na gł terminal autobusowy w Surabaya -Purabaya. Z pomocą uprzejmego Indonezyjczyka , który jechał z nami z lotniska, szybko znajdujemy kolejny bus do Probolinggo.  Jest to miasteczko opanowane przez ” mafię” transportową , to tutaj jest największa łapanka na turystów , którzy na własny rachunek usiłują dostać się na Bromo . W trakcie jazdy – już w samym Probolinggo, kierowca autobusu chce nas wysadzić jakiś kawałek  przed dworcem przy jednej z agencji organizującej wyjazdy na Bromo – gdzie stawka za osobę tylko za przejazd do Cemoro Lawang( punktu końcowego) wynosi 70.000IDR. Nie dajemy za wygraną , dużo czytałam przed wyjazdem o tym jak się dostać na Bromo i nie dać się oszukać . Dojeżdzamy na gł terminal autobusowy koło 12.30h , tam chodzę i pytam o bus na Bromo , widzę nawet okienko , które organizuje te wyjazdy  , jednak nieufność zwycięża i wychodzę na zewn terminalu szukać tego małego busika ,gdyż w necie własnie takie instrukcje wyczytałam. Wychodzę i nic nie widzę , w końcu idę w lewo od dworca ( jakieś 150m)  i tam owszem stoi kilka mocno rozklekotanych busów , jednak zero turystów , więc mam wątpliwości czy to na pewno to? Wracam więc do tego okienka – Agencja TOTO  -na dworcu i tam potwierdzają mi że są to niebieskie bądź zielone busiki i to one jadą do miejscowości przy Bromo.

busik na Bromo

busik na Bromo

Wówczas już obie czekamy przy busach czekając czy pojawią się jacyś turyści – po kilku minutach zjawia się para  , potem za dłuższą chwilę , większa grupka. Po ostrych negocjacjach udało sie ustalić cenę za osobę , choć zostawało wg kierowcy jedno wolne miejsce i chcieli kazać nam czekać na jeszcze jedną osobę , choć i tak byliśmy ściśnięci jak śledzie w puszcze , mimo ze bagaże zostały zapakowane na dach .Jest nas w sumie 12 osób, ponoć cena przy pełnym busie czyli 13 osobach wynosi 35.000 IDR za osobę , my płacimy ciut więcej byle już ruszać i nie czekać na tą kolejną osobę. Bus jest takim złomem ( choć na zdjęciu nie wygląda tak fatalnie) , że w Europie nigdzie by go do ruchu nie dopuścili , oczywiście zero klimy , jedynie okna się lekko uchylały. Gdy w trasie wjeżdżał pod górę miałam wrażenie , że zaraz stanie i dalej nie ruszy, ledwo sobie radził. Dobrze ,że miałyśmy do przebycia tylko 40km ,bo w takich warunkach nie dałoby rady przejechać dłuższego odcinka. W miarę jak wyjechaliśmy z Probolinggo droga pięła się ku górze , jednocześnie się ochładzało , co w tej sytuacji było ulgą. Gdy w końcu docieramy do Cemoro Lawang koło15h, znów są przepychanki z kierowcą , bo chce nas zostawić na początku miasteczka , więc jakieś 4km od Bromo .Dobrą techniką było tu niezapłacenie kierowcy z góry , bo tylko ten fakt przekonał go ,że wszyscy chcemy dojechać wyżej i bliżej wulkanu szukać zakwaterowania, ostatecznie się udało i wysadza nas przy Hostelu Lava . My z powodu nadmiaru bagażu i zmęczenia od razu wchodzimy do tego hostelu i nie idziemy szukać nigdzie dalej , jeśli cena i warunki będą satysfakcjonujące nas. 

Zakwaterowanie to forma połączonych mini domków kampingowych , te niżej położone są zawilgocone , w końcu bierzemy bardziej widny i mniej wilgotny i przynajmniej mamy już załatwiony temat noclegu. W hostelu tym także jest restauracja co jest dużym plusem bo w okolicy mimo że niby są jakieś tzw warungi( bary lokalne) to w większości nie widać tam żadnego ruchu bądź są zamknięte , warto więc wziąć zakwaterowanie z możliwością wyżywienia. Z tego co czytałam wcześniej w temacie  hosteli w tej mieścinie , ceny są nieadekwatne do jakości , więc trafiło nam się całkiem przyzwoicie , bo nieraz warunki są niemal spartańskie. Mamy   chłodno , ale da się przeżyć, temperatura w nocy spada bowiem do 8-10 stopni , w dzień dochodzi do 20 -23stopni , wynika to stąd ,że miasteczko leży na wysokości 2217 m.

Jeszcze tego samego wieczoru wyruszamy na rekonesans okolicy , a przede wszystkim na rozeznanie ścieżki na Bromo , tak by uniknąć zapłaty wstępu .  Jeśli podążymy gł drogą w górę przy której jest usytuowany hostel Lava , dojdziemy do szlabanu , gdzie należy płacić wstęp za wejście , widząc nas w okolicy strażnik już reklamował zapłatę , jednak powiedziałyśmy ,że dziś nie wchodzimy. Wstęp ten wynosi między 207.5000 a 317.500 IDR zależnie od dnia tygodnia , więc jak na ten kraj nie jest to mała kwota.

cennik wstępu na Bromo

cennik wstępu na Bromo

Jednak my od początku wiemy ,że mamy zrobić tak by nie płacić , bowiem pieniądze z tych opłat niestety nie wiążą się z żadnymi inwestycjami  czy dbaniem o środowisko naturalne. Dziś musimy się zadowolić widokiem z tej okolicy, niestety Bromo jest otulone masą pyłu i niewiele widać , dziś także w pobliżu szlabanu jest informacja , iż jest zakaz zbliżania bliżej niż 1km do wulkanu.

po lewej ledwo widoczny Bromo

po lewej ledwo widoczny Bromo

Okazało się ,że ścieżka wiodąca do samodzielnego odkrywania wulkanu – to boczna droga od głównej tuż przy hostelu Lava , pnącą się do góry. Owszem w hostelu można było także załatwić sobie dodatkowo płatną wycieczkę jeepem pod sam wulkan w grupie i zrobić cały tur o wiele szybciej pośród masy tłumów.  Co to by była  jednak dla nas za atrakcja? zwłaszcza ja lubię przygody i wycieczki w nieznane! Udając się boczną ulicą naprzeciw hostelu , dochodzimy do hostelu Indah , który  wygląda całkiem dobrze , jest też przy nim opisywana w internecie dziura w płocie , którą można zejść ostro w dół w morze wulkanicznego piachu . My jednak idziemy dalej , musimy rozeznać punkty widokowego skąd będzie można obejrzeć wschód słońca kolejnego dnia. Po przejściu kolejnego odcinka-droga zmienia się w szturową,  wiedzie pośród pól  kapusty i cebuli .Przy jednym z takich pól , mimo, że ponownie jak przy hostelu Indah pisze ONLY LOCALS , jest kolejne zejście w dół , skąd po obserwacji wschodu słońca z punktu widokowego , można wyruszyć w kierunku wulkanu , nie płacąc nic za wstęp. Czy w ogóle ktoś płaci ten wstęp? chyba jacyś frajerzy…

to przy jednym z takich pól jest zejście w kierunku Bromo

to przy jednym z takich pól jest zejście w kierunku Bromo

Do pierwszego punktu widokowego z hostelu jest koło  3, 5 km i tam docieramy pierwszego dnia po południu , przecierając szlak na kolejny dzień, następnie można kontynuować wchodzenie pod górę , gdzie są kolejne punkty widokowe , im wyżej tym lepsze widoki ,do najwyższego punktu widokowego jest koło 1,5 km od punktu nr 1 .

W końcu nadchodzi dzień zero , wstajemy o 3 rano zmarznięte i zaspane , jednak perspektywa Bromo szybko wybudza nas z letargu, ubieramy się ciepło , także czapki oraz zabieramy latarki czołowe , bowiem przy drodze szturowej nie ma żadnego oświetlenia i warto je mieć ze sobą. Ku mojemu zdziwieniu niemal nie ma ruchu na tej trasie , może większość jest tak wygodna i jedzie jeepem na punkty widokowe a potem na wulkan? Na zewnątrz na szczęście nie jest aż tak strasznie zimno-jakieś 10 stopni. Do pierwszego punktu widokowego docieramy koło 4.30 , jest tam kilka osób, jako ,że mamy trochę czasu Kinga proponuje byśmy podeszły wyżej , tak zrobiłyśmy i było warto, a zajęło nam to tylko dodatkowe  15 minut . Spektakl rozpoczyna się o 5 rano. Najpierw widać czerwoną łunę naprzeciwko Bromo , zanim wzejdzie słońce widać morze mgły okalające Bromo . Bardzo zjawiskowo to wygląda , podziwiamy widoki do 6 rano. Jest zachwycająco pięknie, zresztą sami zobaczcie.

Bromo przed wschodem słońca

Bromo przed wschodem słońca

Bromo-przed wschodem słońca

Bromo-przed wschodem słońca

wschód słońca naprzeciw Bromo

wschód słońca naprzeciw Bromo

Bromo o wschodzie słońca

Bromo o wschodzie słońca

Bromo o wschodzie słońca

Bromo o wschodzie słońca

Bromo o wschodzie słonca

Bromo o wschodzie słonca

mgła w okolicy wulkanu

mgła w okolicy wulkanu

Gdy już napatrzyłyśmy się na to całe piękno, nadszedł czas zejścia w dół , w kierunku morza piasku wulkanicznego , a następnie wejście na sam wulkan i  zajrzenie do jego wnętrza .

Po drodze mijamy zwykłych ludzi pracujących w polu .

praca w polu

praca w polu

Początkowo po zejściu w dół mgła jest tak gęsta ,że nie widać nic na 10 metrów, na szczęście stopniowo się przerzedza i już nie musimy iść na ślepo w kierunku Bromo .

w drodze na Bromo

w drodze na Bromo

Im bliżej wulkanu tym większe zamieszanie, jeżdżące jeepy i zostawiająca za sobą tumany kurzu , mężczyźni na koniach oferujący podjazd na wulkan dla bardziej  leniwych turystów , na szczęście nikt nie pyta nas o bilet wstępu. U stóp wulkanu jest także świątynia hinduistyczna , jednak nie widać tam żadnych wiernych.

świątynia hinduistyczna u stóp Bromo

świątynia hinduistyczna u stóp Bromo

Dochodząc do stóp wulkanu , mamy schody kamienne , dość strome , po jednej stronie ludzie wchodzą , po drugiej schodzą bowiem jest tu dość ślisko

schody na Bromo

schody na Bromo

w

w „paszczy” bromo

widok z Bromo

widok z Bromo

p1000359

widok z Bromo

widok z dołu na Bromo

widok z dołu na Bromo

Po podziwianiu widoków  wnętrza wulkanu jak i tego  co widać z jego wierzchołka wracamy do hostelu , tym razem wracamy przez dziurę w płocie przy hostelu Indah , bo tak jest najbliżej. Po drodze do hostelu , widzimy ,że stoi na zakręcie już bus zapełniony tursytami w kierunku Probolinggo- jest 9 rano , my jeszcze chcemy się załapać na śniadanie w hostelu po wyczerpującym poranku i pozbyć się tumanów kurzu jaki mamy na sobie-przeszłyśmy w sumie  koło 11km piechotą . Śniadanie ku naszej radości  jest pyszne i obfite , następnie już zbieramy się z hostelu koło 10.3o i okazuje się ,że opcja transportu dalej nie rysuje się różowo. Na przystanku skąd odjeżdża bus czekają jedynie 2 Niemki , kierowca chce 450.000 IDR za cały bus , co jest dla nas stanowczo za dużo . Niemki wpadły na pomysł iż może uda się by właściciel hostelu , gdzie spały  zawiózł je  za podobną cenę , my chciałyśmy się przyłączyć partycypując w kosztach , jednak mafia busowa nas wyśledziła i groziła właścicielowi hostelu ,jeśli nas zawiezie , bowiem to oni tylko mają monopol na te przewozy. Ostatecznie  Niemki jako , iż im się spieszy płacą trochę więcej od nas a my korzystamy na sytuacji i udajemy się do Probolinggo z nimi , a stamtąd znów do Surabya, by kolejnego dnia pociągiem ruszyć do Yogyakarty.

Informacje praktyczne:

przelicznik 1USD=13.000 IDR

Damri Bus -lotnisko Surabaya Juanda do Surabaya Terminal Purabaya=cena 20.000 IDR osoba ( jedzie 20-30 minut)

Surabaya-Probolinggo – bus z klimą , jedzie 3h, koszt 30.000 IDR osoba

bus z Probolinggo do Cemoro Lewang -37.500IDR osoba ( tam) , z powrotem niestety drożej

zakwaterowanie pokój deluxe 2 osobowy ze śniadaniem 425.000IDR

restauracja w hostelu, pierś z kurczaka z ryżem i warzywami 43.000IDR, naleśnik z owocami i czekoladą 23.000IDR, były też tańsze dania obiadowe 23.000-28.000 IDR

Opublikowano INDONEZJA 2016 | Otagowano , , | Dodaj komentarz

Park Narodowy Los Glaciares – Perito Moreno najsłynniejszy lodowiec świata

Kolejnym ważnym punktem naszej podróży jest lodowiec Perito Moreno .Jest to trzeci co do wielkości lodowiec świata , oferuje niezapomniane widoki i nie wyobrażam sobie go pominąć będąc tak blisko , to obowiązkowy punkt Patagonii. Za bazę wypadową pod lodowiec obieramy El Calafate , stąd bowiem są busy codziennie rano między 8 a 8.30 oraz po południu 13h lub 15h i odpowiednio dopasowane powroty-ostatni powrót 18h lub 19.30 . My wybieramy podróż rano oraz powrót o godzinie 16h z Perito Moreno.Przy wjeździe do Parku Los Glaciares jest pobierana opłata za wstęp. Następnie przejeżdżamy jeszcze koło 30km , aż do parkingu autobusów , są tam również 2 restauracje. W miejscu postoju busa , jest także budka , gdzie można kupić bilety na rejs statkiem tuż przy Perito Moreno tzw safari nautico. Rejsy odbywają się między 10 a 16h i każdy trwa 1h. Nie decydujemy się jednak na tą opcję -obserwujemy pływający stateczek i widzimy , iż nie podpływa on zbyt blisko lodowca, wynika to z tego , iż odpadający fragmenty lodowca wywołują dość duże fale w promieniu 50m. Z innych atrakcji jest możliwy mały lub duży trekking po lodowcu , bezpośrednim organizatorem jest firma Hielo y Aventura-http://www.hieloyaventura.com, na ich stronie znajdziecie dokładny opis wycieczek  oraz cennik.

W miejscu , gdzie jest zejście do portu , zaczynają się pasarele , można nimi podejść 1200m na główny balkon widokowy. Można też z parkingu dla busów podjechać małym busikiem na samą górę , gdzie jest drugie wejście na pasarele widokowe. My decydujemy się przejść wszystko pieszo , zaczynając od dołu i stopniowo zbliżając się do lodowca.

Po drodze jest kilka punktów widokowych.

pasarele-dolna część

pasarele-dolna część

Perito Moreno

Perito Moreno

Perito Moreno

Perito Moreno

Perito Moreno

Perito Moreno

Perito Moreno ma 14km długości i 50-55m wysokości , mnie najbardziej zachwyca widok lodowca z góry- wygląda jak lodowa pustynia, biegun południowy.

Przebija lodowiec Greya , który bardzo mi się podobał w Torres del Paine ,  Perito jest bardziej spektakularny.Jesteśmy świadkami jak odrywają się ściany lodowca i spadają z hukiem do wody , jedna z nich jest naprawdę dość duża .Ogólnie wciąż słychać huk , zapewne to lodowiec się kruszy , tylko ,że w bardziej wewnętrznej części i tego nie widzimy.

Perito Moreno

Perito Moreno

W pobliżu są też inne lodowce , jak np lodowiec Viedma , tu także oferują trekking po jego powierzchni .Spędzamy łącznie kilka godzin podziwiając lodowiec , warto więc zrobić go na własną rękę , korzystając z transportu publicznego . Oferowane są bowiem także jednodniowe wycieczki na lodowiec , jednak nie oferują one nic więcej ponad to, co sami możecie zrobić .

Na tym kończymy wycieczkę po Patagonii ,pozostaje powrót do Buenos Aires -1,5 dnia zwiedzania miasta i powrót do Europy ,jak zwykle za szybko zleciało..

Natomiast , jeśli chodzi o powrót do El Calafate , a potem na lotnisko , jako ciekawostka powiem Wam, że mając bilet na trasie El Calafate-El Chalten-El Calafate- można wysiąść po drodze na lotnisku , gdyż bus się tam zatrzymuje jadąc z El Chalten , jednak nie ma opcji kupna biletu tylko z El Calafate na lotnisko. Tu należy skorzystać z firmy Ves Patagonia – rezerwacja telefoniczna – nasz właściciel hostelu dzwonił do nich 2 dni wcześniej , ale już nie było miejsc , więc ostatecznie on zawiózł nas na lotnisko.

Informacje praktyczne:

-zakwaterowanie w El Calafate-Hostel Los Manatiales -96USD za 2 noce w pokoju 2 osobowym , do tego należy doliczyć 21% Vat , jednak znów udaje mi się dojść do porozumienia i uniknąc Vatu

-bus El Calafate do Perito Moreno-450ARS w dwie strony +10 ARS opłata dworcowa  ( ceny takie same z Cal Tour czy Taqsa )

-polecam  Pizzerie La Zorra przy gł ulicy , koszt dużej pizzy 220ARS

-wstęp do Parku Los Glaciares-260 ARS

-safari nautico – 250 ARS

-Ves Patagonia -transport busem na lotnisko w El Calafate-100ARS od osoby

-taxi na lotnisko El Calafate – koło 250ARS

 

Opublikowano ARGENTYNA 2016 | Otagowano , | Dodaj komentarz

El Chalten stolica argentyńskiego trekkingu

Następnym etapem naszej podróży jest El Chalten- stolica trekkingu argentyńskiego , oczywiście amatorzy gór jeżdżą też do Bariloche  czy Esquel , jednak my ze względu na możliwości czasowe decydujemy się- najpierw na przejazd Puerto Natales do El Calafate , a stamtąd jeszcze tego samego dnia do El Chalten.  Pierwszy odcinek pokonujemy z Bus Sur – autobus ma odjazd o 7.30 a do El Calafate docieramy koło 13h. Tym razem granica idzie dość szybko i w ogóle śmiesznie wygląda jak na przejście graniczne.

 

granica argentyńsko-chilijska

granica argentyńsko-chilijska

Po przybyciu do El Calafate , mamy ponad  3h oczekiwania ,wykorzystujemy ten czas na posiłek  , schodząc z dworca schodami w dół , bowiem na samym dworcu nie ma opcji zjedzenia czegoś normalnego. Blisko dworca jest też bankomat- jednak trzeba wyjść drugim wyjściem-tym prosto na ulicę i skręcić w prawo , wówczas po jakiś 5min pieszo po lewej stronie jest bank z bankomatem. Na dworcu autobusowym jest też punkt informacyjny , gdzie można pobrać foldery  informacyjne o pobliskich atrakcjach turystycznych.

Jeśli kupujecie bilety z El Calafate gdziekolwiek przez internet , należy pamiętać by u tego samego operatora zapłacić 10 ARS podatku – bez tego mogą nie wpuścić do autobusu lub możecie mieć problemy później w razie kontroli.

O 16.30 wyruszamy w końcu w kierunku El Chalten , czasami przez drogę  widać przebiegające  guanaco – jest nawet znak drogowy informujący jak zachować się w takiej sytuacji: nie trąbić , zwolnić i czekać ,aż zwierzę przebiegnie…

Im bliżej El Chalten widoki z autobusu coraz ładniejsze….

w drodze do El Chalten

w drodze do El Chalten

w drodze do El Chalten

w drodze do El Chalten

Do celu docieramy o 19.30 , dworzec jest na końcu miasteczka , są dwie główne ulice na krzyż.Nasz hostel jest pośrodku avenidy San Martin , więc mamy jakieś 15-20 min pieszo z bagażami.  Gdy docieramy na miejsce- Hosteria Fitz Roy , zakwaterowanie robi dobre wrażenie , mamy w końcu łazienkę tylko dla siebie. Normalnie tu i w większości miejsc nie można płacić kartą – jest to związane ze słabym zasięgiem internetu , jest jeden bankomat w miasteczku ale nie korzystałyśmy – podobno nie obsługuje kart z metalowym chipem. Lepiej więc tu wziąć gotówkę i nie martwić się o płatności kartą.

El Chalten to malutkie miasteczko , liczące poniżej 2000 mieszkańców , od 2 lata dopiero szczyci się prawami miejskimi a od roku mają tu dopiero zasięg telefonii komórkowej i internet, jednak jedna z mieszkanek zapewnia mnie ,że dobrze żyło si ę i bez tego.

widok z góry na El Chalten

widok z góry na El Chalten

Określenie tego miejsca jako stolica argentyńskiego trekkingu trochę mnie dziwi , gdyż mamy tu tylko 2 główne szlaki  i kilka pomniejszych.

  1. Laguna Torre-18 km w dwie strony
  2. Laguna de los Tres -20km w dwie strony , szlak ten odznacza się większą skalą trudności niż ten pierwszy.

Więcej informacji o szlakach znajdziecie na stronie    http://www.elchalten.com/indexen.php ,która jest również w wersji angielskiej.

Jako iż mamy dwa pełne dni do dyspozycji na ten zakątek Argentyny , zamierzamy wykonać oba szlaki. Pierwszego dnia  wyruszamy do Laguna Torre. Muszę dać odpocząć moim nogom i dziś zamiast ciężkich butów trekkingowych , jakie nosiłam przez ostatnie dni , zakładam zwykłe , których używam do chodzenia po Beskidach  w Polsce. Na szczęście trasa nie jest mocno wymagająca i okazują się wystarczające. Szlak zaczyna się  w połowie ulicy San Martin – jest wyraźnie oznakowany jego początek .Początkowo pnie się do góry  przez ponad 2km ,  skąd oferując ciekawe widoki .

na szlaku Laguna Torre

na szlaku Laguna Torre

na szlaku Laguna Torre

na szlaku Laguna Torre

Każdy km szlaku jest oznaczony , co stanowi dobrą orientację na drodze do celu.W końcu dochodzimy do punktu widokowego Mirador del Torre , skąd już możemy podziwiać Cerro Torre.

Cerro Torre

Cerro Torre

Następnie mamy zejście w dół i dość dłuższy czas szlak biegnie  po równinie oferującej widok na Cerro Torre-3102 m  i okoliczne szczyty i lodowce.

widok na Cerro Torre

widok na Cerro Torre

 

Pogodę mamy piękną , ludzi na szlaku też nie aż tak dużo , naprawdę jestem szczęśliwa w tym pięknym otoczeniu , wolna od trosk dnia codziennego… gdyby się tak dało ten moment zatrzymać na dłużej.

Mając za nami ponad połowę szlaku , zaczynamy schodzić w dół , to już droga prowadząca do Laguna Torre , większa jej część biegnie wzdłuż strumyka . W końcu dochodzimy do laguny tuż przy Cerro Torre.

Laguna Torre

Laguna Torre

Cały szlak dość wolnym tempem zajął nam 6h .Wracając z powrotem , Paulina dostrzegła kondory .

Szybuje kondor

Szybuje kondor

Następny dzień naszego pobytu w El Chalten , przeznaczamy na drugi z głównych szlaków- Laguna de los Tres. Początek tego szlaku znajduje się na końcu ulicy San Martin .

szlak na Fitz Roy -10.2km , trudność średnia-wysoka

szlak na Fitz Roy -10.2km , trudność średnia-wysoka

My jednak chcemy sobie trochę urozmaicić trasę  ,by nie wracać tą samą drogą , zaczynamy od szlaku przy Hosteria El Pilar w kierunku Laguna Capri. Jako , iż Hosteria El Pilar znajduje się jakieś 14km od miasteczka , w agencji turystycznej na ulicy San Martin-tuż przy barze wegetariańskim ( bardzo smacznY-polecam!) kupujemy transfer . Bus jedzie docelowo do Jezioro El Desierto , a nas wysadzają po drodze. Zanim dojedziemy do El Pilar , busik zatrzymuje się w miejscu , gdzie możemy podziwiać piękny widok na Fitz Roy -3405 m

Fitz Roy

Fitz Roy

Wysiadamy przy drodze wiodącej do Hosteria El Pilar , tu trzeba przejść jakieś 500m by dotrzeć do początku szlaku wiodącego do Laguna de los Tres.

widok na Fitz Roy z okolic Hosteria El Pilar

widok na Fitz Roy z okolic Hosteria El Pilar

Stąd do Laguna de Los Tres mamy 5,5 km , po drodze  jest punkt widokowy na lodowiec Piedras Blancas. Początkowy szlak biegnie lasem liściastym i nie ma spektakularnych widoków , aż do punktu Mirador de las Piedras Blancas.

Mirador de las Piedras Blancas

Mirador de las Piedras Blancas

Następnie po dość krótkim czasie , mamy rozwidlenie szlaku , albo w kierunku El Chalten albo Poincenot , Rio Blanco i Laguna de los Tres.Ja dochodzę jedynie do Rio Blanco , w sumie od początku zakładałam , iż odpuszczę sobie wchodzenie ponad 1 km ostro pod górę , Paulina jest bardziej ambitna i wchodzi na samą górę- aż do Laguna de los Tres.

most na Rio Blanco

most na Rio Blanco

A oto widok  na Laguna de los Tres

Laguna de los Tres

Laguna de los Tres

widok z góry z Laguna de los Tres

widok z góry z Laguna de los Tres

Wracając w kierunku El Chalten,  przed dojściem do Laguna Capri , także mamy piękne widoki na Fitz Roy z innej strony.

widok na Fitz Roy

widok na Fitz Roy

W pewnym momencie szlak znów się rozwidla i można iść bezpośrednio do Laguna Capri lub pod Mirador  Fitz Roy , szlaki te łączą się zaraz za Laguną Capri , by wspólnie biec już do El Chalten. Zanim jednak dojdziemy do tego rozwidlenia , jest także opcja wejścia na szlak Madre e Hija , który następnie łączy się w połowie drogi ze szlakiem Laguna Torre.

rozwidlenie szlaków na trasie Laguna de Los Tres do El Chalten przez Laguna Capri

rozwidlenie szlaków na trasie Laguna de Los Tres do El Chalten przez Laguna Capri

Laguna Capri , jest pięknie położona i dysponuje małymi żwirowo-piaskowymi plażami , niektórzy nawet się kąpią. Woda jest tu krystalicznie czysta.

Laguna Capri

Laguna Capri

Średnim tempem , cały szlak zajął mi 7h , dziś to ostatni dzień trekkingu , więc też potrzebowałam więcej luzu .

Jeśli chodzi o fajne miejsce do jedzenia -szczerze mogę polecić restaurację La Senyera – przy jednej z gł ulic Lago del Desierto . Ciekawy wystrój , dobre jedzenie polecam!

La Senyera- wystrój

La Senyera- wystrój

Poza tym jest kilka innych fajnych miejsc  jak np bar wegetariański na ul San Martin , pamiętajcie ogólnie nie można płacić kartą!

Informacje praktyczne:

-bilet bus Puerto Natales -El Calafate z linią Bus Sur- 28 USD ( wyjazdy wtorki , czwartki i soboty  o 7.30 i 14.30 – przejazd trwa koło 5h )

-bilet bus El Calafate-El Chalten 370  ARS  -firma Taqsa/ Magra (można spróbować nabyć bilet na http://www.plataforma10.com ,mi nie zaakceptowało karty bankowej i kupiłam bezpośrednio na stronie Taqsa – tyle ,że tu jest mniej dostępnych busów.

-zakwaterowanie El Chalten- Hosteria Fitz Roy- 210 USD za 3 noce -pokój 2 osobowy ze śniadaniem , udało nam si wymigać od płacenia 21% Vat , bo normalnie do tej ceny trzeba by doliczyć Vat.

-cena transferu z El Chalten do Hosteria El Pilar – 125 ARS

Opublikowano ARGENTYNA 2016 | Otagowano , , , , | Dodaj komentarz

Torres del Paine- na szlaku trasy W- część III

To już ostatnia część relacji z Torres del Paine . Zostały nam do pokonania odcinki:

Refugio El Chileno – Refugio Los Cuernos

Refugio Los Cuernos- Refugio Paine Grande

Zaczynamy więc od El Chileno , wychodzimy zaraz po śniadaniu o 9.30.Początkowo szlak biegnie tak samo jak przyszłyśmy, w połowie drogi jest odbicie na Refugio Los Cuernos lub można iść na około schodząc niemal pod hotel Las Torres- zależnie od potrzeb. My idziemy   ” na skróty”.Jest za to mniej ludzi na szlaku , pogoda nam również dopisuje , większa część dnia jest słoneczna i ciepła , dopiero późnym popołudniem chmurzy się i nawet lekko grzmi. Połowę szlaku idziemy mniej więcej razem , potem się rozdzielamy , bo ja za bardzo zostaję w tyle. W pierwszej części szlaku jest sporo widoczków na jezioro Nordenksjold.

Jezioro Nordenskjold

Jezioro Nordenskjold

Lago Nordenskjold

Lago Nordenskjold

Szlak nie ma drastycznych przewyższeń terenu , więc mimo dłuższego dystansu , idzie się w miarę lekko.Poniżej mapka szlaku

szlak Hotel las Torres-Refugio Los Cuernos

szlak Hotel las Torres-Refugio Los Cuernos

Mijamy też ciekawy most na jednej z rzek .

w drodze do Los Cuernos

w drodze do Los Cuernos

Im bliżej schroniska tym lepszy widok na Cuernos del Paine-kolejna charakterystyczna wizytówka  parku .

Cuernos del Paine

Cuernos del Paine

Stąd jest jeszcze jakieś 1,5h drogi , raz pod górkę, raz z górki. Do schroniska docieram koło 16.30 – czyli szlak mi zajął 8h , szłam spokojnym tempem , w końcu nie przyszłam tam na wyścigi , lecz także by chłonąć otaczającą mnie przyrodę.

Schronisko jest tuż nad rzeką z małym zejściem na kamienistą plaże i z widokiem wprost na Cuernos del Paine.

SAM_5259

zatoczki w okolicy schroniska Cuernos del Paine

Jest ono podobne do poprzednich z Fantastico Sur z   naprawdę smaczną i obfitą kolacją. Ogólnie kolacje warto zamówić , po dniu trekkingu naprawdę jest to dobra rzecz.  Zwykle można zamówić ją z wyprzedzeniem przez neta , albo na miejscu  bodajże do 17h. Sklepik jaki jest tutaj , jest mocno pusty .

Trochę łamiemy sobie głowę, jak optymalnie zorganizować ostatni dzień, najlepiej byłoby zdążyć na prom o 12.30 z Paine Grande , Paulinę kusi wypad do doliny francuskiej i powrót ostatnim promem o 18.30 , co oznaczałoby , że  musiałaby przejść jakies 22 km w jeden dzień. Ostatecznie jednak rezygnujemy , gdyż to zbyt napięty plan.

Ostatniego dnia  wyruszamy wcześnie ,czekamy aż tylko trochę się rozwidni-czyli do 7 rano. Jeszcze jest lekko ciemnawo , jednak wychodzimy , gdyż mamy wg wskazań 5h szlaku i musimy się sprężać by zdążyć na prom.

na szlaku Refugio Los Cuernos-Paine Grande

na szlaku Refugio Los Cuernos-Paine Grande

Dzisiejszy szlak już jest bardziej męczący i liczy 12,5 km  .Pierwszą godzinę idzie się w miarę płasko , jednak potem zaczyna się mocne podejście pod górę, tak wcześnie nie ma jeszcze nikogo na szlaku ,a momentami ten nie jest tak dobrze oznaczony i zdarzyło nam się raz zbłądzić , ale zorientowałyśmy się szybko. Następnie mamy mocne zejście w dół w kierunku Domo Frances( zakwaterowanie) i Campamento Italiano. Stąd zaczynają się widoki pobliskiej doliny francuskiej.

wejście do doliny francuskiej

okolice doliny francuskiej

Docieramy do Campamento Italiano- pole namiotowe-trzeba mieć swój namiot i można zarezerwować pobyt tylko na 1 noc  , celem zwiedzenia doliny francuskiej .Stąd odchodzą dwa szlaki -jeden do doliny , drugi do Paine Grande

wejście do doliny francuskiej

wejście do doliny francuskiej

My oczywiście idziemy do Paine Grande , musimy przejść przez kolejny malowniczy most.

przeprawa z Campamento Italiano w stronę Paine Grande

przeprawa z Campamento Italiano w stronę Paine Grande

wejście do doliny francuskiej

wejście do doliny francuskiej

Stąd znów mamy na zmianę , góra-dół .

szlak z Campamento Italiano do Paine Grande

szlak z Campamento Italiano do Paine Grande

W końcowym etapie mijamy spaloną część parku , wciąż oglądam się wstecz patrząc na góry strzegące wejścia do doliny francuskiej.

widok na wejście do doliny francuskiej

widok na wejście do doliny francuskiej

Ostatnią godzinę musiałam mocno przyspieszyć tempa , bałam się, że nie zdążę na prom , ostatecznie przychodzę 30 min przed jego odpłynięciem , więc wielka ulga. W Pudeto wsiadamy w autobus do Laguna Amarga- następnie do Puerto Natales tym samym busem . Na krótkim postoju, tu po raz pierwszy na szybko udaje nam się zobaczyć guanaco z bliska.Są to zwierzęta z rodziny lam , które żyją w parku , jednak widziałyśmy je tylko wzdłuż dróg , którędy jeździły busy i auta, czyżby tak lubiły ludzi? w ogóle się mnie nie boją , szkoda ,że kierowca już woła do busa , bo nie zdążyłam się napatrzeć , ale udało się zrobić na szybko kilka zdjęć.

guanaco w okolicy Laguna Amarga

guanaco w okolicy Laguna Amarga

Na tym kończę moją relacje z Torres del Paine , po powrocie do Puerto Natales , następnego dnia udajemy się do El Chalten-stolicy argentyńskiego trekkingu.

Opublikowano CHILE 2016 | Otagowano , , | Dodaj komentarz

Torres del Paine- na szlaku trasy W- część II

To jest trzeci dzień naszego trekkingu. Dziś szykuje się   nam dość intensywny dzień. Najpierw ze schroniska Torre Central wyruszamy koło 9.30 do schroniska El Chileno, stamtąd na punkt widokowy Mirador Las Torres, skąd będziemy podziwiać jeden z najpiękniejszych widoków w parku wieże Torres del Paine.

szlak Torre Central-Mirador Torres del Paine

szlak Torre Central-Mirador Torres del Paine

Szlak rozpoczyna się przy hotelu Las Torres , wiec trzeba podejść jakieś 200m. Tu także rozpoczyna się  szlak do schroniska Los Cuernos.  Przy wejściu na szlak jest dobrze wyposażony kiosk spożywczy , w innych tego rodzaju kioskach na szlaku świecą z reguły pustki.Pierwsze 10-15 minut oba szlaki biegną razem , następnie ten do El Chileno zaczyna się ostro piąć pod górę. Dziś też mamy najgorętszy dzień ze wszystkich , jest pewno koło 25 stopni , do tego jeśli dodamy wysiłek jaki trzeba włożyć wchodząc pod górę z bagażami , robi się, aż za gorąco.Dla mnie też jest to najtrudniejszy dzień trekkingu. Połowa trasy do El Chileno jest mocno pod górę, jestem zmuszona robić częste postoje , wyciskam z siebie siódme poty. Mniej więcej w połowie drogi mamy piękny punkt widokowy, skąd w jedną stronę widać bezkresny krajobraz, a z drugiej piękną dolinę, która przypomina mi niższe partie Himalajów.

widok na dolinę , gdzie znajduje się schronisko Torre Central

widok na dolinę , gdzie znajduje się schronisko Torre Central

w drodze do schroniska El Chileno

w drodze do schroniska El Chileno

Następnie jak widać na zdjęciu powyżej mamy już przede wszystkim zejście w dół , choć są momenty , gdzie trzeba trochę podejść pod górę. Część szlaku na odcinku Torre Central do El Chileno to 5km , szacowany na 2h drogi , mi zajęło to 2,5h , a Paulinie jeszcze mniej , gdyż regularnie zostaję za nią z tyłu, ale to nic , najważniejsze ,że każda może iść we własnym rytmie.

Schronisko El Chileno , jest ładnie usytuowane , nad rzeką w dolinie z widokiem na Torres del Paine. Pokoje są 8 osobowe , nam trafia się praktycznie komplet, jedno łóżko jedynie jest wolne. Obok jest także pole namiotowe.  Zostawiamy nasze bagaże i wyruszamy już niemal bez obciążenia w kierunku punktu widokowego Mirador Torres del Paine.

widok ze schroniska El Chileno

widok ze schroniska El Chileno na Torres del Paine

Z El Chileno do Mirador   Torres  del Paine  mamy 4km w jedną stronę, z czego ostatni kilometr jest naprawdę ciężki. Do punktu Campamento Torres , gdzie jest pole namiotowe -potrzebne jest zezwolenie, trasa jest w miarę łatwa i przyjemna , raz pod górę, raz z góry , pośród strumieni i lasów , naprawdę pozwala naładować akumulatory otaczające nas piękno.

w drodze do Mirador Torres del Paine

w drodze do Mirador Torres del Paine

w drodze do Mirador Torres del Paine

w drodze do Mirador Torres del Paine

 w drodze do Mirador Torres del Paine

w drodze do Mirador Torres del Paine

Gdy docieramy w okolice Campamento Torres , roślinność zaczyna się przerzedzać  i widać górskie szczyty . Odtąd zaczyna się też strome i w końcowym odcinku mocno kamieniste podejście.

między Campamento Torres a Mirador Torres del Paine

między Campamento Torres a Mirador Torres del Paine

Odcinek Campamento Torres do Mirador Torres del Paine  jest szacowany na 45 min , w jedną stronę, mi zajął , aż 70 minut. Ostatnie 30 minut to niemal droga przez mękę, cóż nie jestem zbyt doświadczona w trekkingach…

jeszcze tylko trochę do Mirador Torres del Paine

jeszcze tylko trochę do Mirador Torres del Paine

Aż w końcu są , trzy piękne wieże, dumnie spoglądające na odwiedzających , tego punktu po prostu nie można pominąć !

Torres del Paine

Torres del Paine

Wieże te odpowiednio mają od 2260m , po 2500m -wieża południowa , ten widok to najpiękniejszy jaki widziałam podczas trekkingu w parku, słyszałam ,że dolina francuska również robi niezatarte wrażenie , ale cóż nie miałam już okazji tam dotrzeć , więc się nie wypowiadam.

Mimo , iż podejście pod wieże rozpoczynałyśmy przy pięknej pogodzie , zanim doszłam , zaczęło się już chmurzyć i na tej wysokości sporo się ochłodziło , więc pod względem ubioru trzeba być przygotowanym na każdą okoliczność. To jednak nie dziwi , bo  punkt widokowy znajduje się na wysokości 875m.

Torres del Paine

Torres del Paine

Następnie po godzinie kontemplacji pięknych widoków trzeba jeszcze stamtąd zejść do schroniska El Chileno. Schodząc nogi same pędzą do przodu i wśród stosu kamieni po drodze, trzeba uważać by nie upaść .

zejście z Torres del Paine

zejście z Torres del Paine

Do schroniska docieram już o zmierzchu , Paulina już na mnie tam czeka , po dobrej kolacji , obie udajemy się na spoczynek , gdyż jutro czeka nas kolejne wyzwanie i najdłuższa 16km trasa do schroniska Los Cuernos.

Opublikowano CHILE 2016 | Otagowano , | Dodaj komentarz

Torres del Paine- na szlaku trasy W- część I

Park Torres del Paine obejmuje 181.000 hektarów. Posiada 4 bramy wjazdowe: Laguna Amarga-wjazd dla autobusów ,  Laguna Azul,  Porteria  Serrano oraz Porteria Sarmiento. Na terenie parku są drogi dla pojazdów- aut i autobusów , jedną z opcji jest wynajęcie auta i poruszanie się nim po parku, jak i szlaki piesze. Nas interesują szlaki piesze. Mamy tu dwie gł pętle , które podróżnicy obierają na trekking , choć wiadomo organizując wyjazd na własną rękę , można dowolnie pokombinować to chcemy zobaczyć. Pierwsza możliwość to trekking trasą O- jest on najdłuższy i znacznie bardziej wymagający. Przebiega także dookoła masywu Paine i jego długość wynosi 92km. Jego najwyższy punkt to Paso Gardner 1250m. Na jego przejście potrzeba średnio 8-9 dni.

My wybieramy drugą opcją – szlak W  , jednak bez doliny francuskiej , nie starczyłoby nam na nią czasu przy planie jaki miałyśmy. W sumie w parku spędzimy 5 dni. Trasa W liczy 76,1 km- my zrobiłyśmy z tego 63,5 km . Wykonamy ją oprócz Doliny francuskiej ( Valle Frances) i w trochę innej kolejności , było to uwarunkowane dostępnością schronisk.

Są również trasy organizowane przez np Fantastico Sur z przewodnikiem bądź bez , widziałyśmy sporo grup idących z przewodnikiem , co szczerze dość mocno mnie zdziwiło , gdyż szlaki są ogolnie dobrze oznakowane i jest na nich sporo turystów , więc nie ma zagrożenia samotnego chodzenia pośród dzikiej przyrody zwłaszcza w pełni sezonu turystycznego.

Trasa W w Torres del Paine

Trasa W w Torres del Paine

Schroniska w Parku Torres del Paine są prowadzone przez 2 firmy:

  • większość na szlaku W należy do Fantastico Sur,w schroniskach tych są dość mocne restrykcje, urzędowe gaszenie świateł 22h-6h czy brak gniazdek elektrycznych w pokojach , więc jedyne miejsce do ładowania tlf/aparatu to recepcja, jest także przykaz używania prysznica tylko 5 min( to na szczęście nie jest respektowane) ,gdyż schroniska te w zdecydowanej większości używają naturalnych źródeł energii. Poza tym na terenie całego parku nie ma zasięgu sieci telefonii komórkowej , w niektórych schroniskach jest opcja wykupienia zasięgu wifi na 30 min w cenie 4000-5000CLP.
  • większość  tych na szlaku O są to schroniska Vertice Patagonia

Ceny noclegów oraz posiłków znajdziecie na stronie internetowej tych schronisk. Z mojej strony mogę tylko powiedzieć , że stosunek jakości do ceny ogólnie nie jest zbyt korzystny , schroniska są naprawdę drogie a oferowane udogodnienia bardzo podstawowe. Jeśli chodzi o jedzenie; śniadania i kolacje są w miarę dobre , jednak zdecydowanie nie polecam lunch box.

Obie te firmy dają możliwość wcześniejszej rezerwacji poprzez ich stronę internetową, my rezerwując już w listopadzie na luty miałyśmy problem z niektórymi z nich jak Paine Grande –  już wszystko było zarezerwowane , więc musiałyśmy nieco zmodyfikować wstępny plan trekkingu. Inną opcją jest spanie w wypożyczonym namiocie( tez konieczna rezerwacja ) czy też przyjazd ze swoim namiotem.

Nasz ostateczny plan 5-dniowego trekkingu wyglądał następująco i został zrealizowany w 100%.

  1. Przejazd autobusem do Pudeto i przeprawa katamaranem do Paine Grande , następnie trekking do Refugio Grey i nocleg w nim- 11km
  2. Powrót z Refugio Grey do Paine Grande , przeprawa promem i przejazd autobusem do Laguna Amarga ,a stamtąd kolejnym busem do schroniska Torre Central/ Norte , gdzie spędzimy noc. Łącznie 11km
  3. Przejście z Torre Central do Refugio Chileno , zostawienie rzeczy i wejście na punkt widokowy Mirador Las Torres i powrót do schroniska-dystans 13km
  4. Przejście z Refugio Chileno do Refugio Los Cuernos , to najdłuższy trekking w jednym dniu liczący 16km
  5. Przejście z Refugio los Cuernos do Paine Grande – 12,5km i przepłynięcie promem,następnie powrót autobusem z Pudeto do Puerto Natales.

Naszą przygodę zaczynamy przystankiem w Laguna Amarga , tu należy opłacić bilet wstępu , wypełnić formularz z deklaracją ilości dni jaką zamierzamy spędzić w parku , jak i z podaniem planowanej trasy. Następnie mamy 5 minutowy filmik oraz przemowę czego nie wolno robić w parku. Dopiero po dopełnieniu tych formalności  wsiadamy w dalszą podroż do Pudeto. Tutaj wysiadamy, przed wejściem na prom jest kawiarnia , gdzie można coś zjeść czy się napić-ceny są dość przystępne. My ustawiamy się w kolejce na prom , jednak okazuje się , że jest nas za dużo i niestety musimy czekać dodatkową godzinę , aż nasz katamaran dopłynie do Paine Grande i wróci po resztę pasażerów. Prom w jedną stronę płynie 30 min.

Poniżej rozkład jazdy promów

rozkład jazdy katamaran Pudeto-Paine Grande

rozkład jazdy katamaran Pudeto-Paine Grande

Bilety kupuje się na katamaranie , nie trzeba więc ich rezerwować wcześniej. Jest opcja zakupu tam lub w dwie strony-wychodzi taniej. Niestety godzina opóźnienia z promem , sprawiła , iż musiałyśmy się trochę śpieszyć , bowiem pierwszego dnia musimy dojść do schroniska Grey -11km, a na szlak wchodzimy dopiero koło 15h. Wiadomo , iż początki są trudne , więc zanim wejdziemy w rytm chodzenia z plecakiem na szlaku , w pierwszym dniu sporo się zatrzymujemy i odpoczywamy. Paulina i tak idzie sporo szybciej niż ja , jednak dla mnie samo przejście trasy z plecakiem ważącym koło 15 % mojej masy ciała jest już wyzwaniem .Moim celem jest jednak przejście zaplanowanej trasy , nawet jeśli to będzie wolno i z licznymi przystankami. Z Paine Grande po zejściu z katamaranu mamy schronisko i pole namiotowe Paine Grande. Stąd odchodzą dwa szlaki – do Greya oraz w stronę doliny francuskiej.Poniżej szkic naszego szlaku z ujęciem przewyższeń terenu.

Paine Grande-Refugio Grey

Paine Grande-Refugio Grey

Początek naszego szlaku biegnie najpierw wąwozem w otoczeniu wzniesień , następnie wspina się w górę wiodąc przez pozostałości spalonego lasu.

w drodze do Refugio Grey

w drodze do Refugio Grey

Po przejściu 3km dochodzimy do  Laguna de Los Patos.

Laguna de Los Patos

Laguna de Los Patos

Niemal cały dzisiejszy dzień idziemy pod wiatr , a ten bywa tu dość silny , co jest dodatkowa przeszkodą. Pogodę mamy dość zmienną , raz jest chłodniej , raz wychodzi słońce , troszkę kropi , dziś mamy najgorszą pogodę ze wszystkich dni , jednak i tak uważam ,że miałyśmy dużo szczęścia , gdyż jest to jedyny dzień , gdy mam na sobie przez większość czasu cieplejszą kurtkę , w pozostałe dni w ogóle mi się nie przydała. Temperatura oscyluje w granicach 7-10 stopni C.

W końcu dochodzimy na wzniesienie skąd widać już Jezioro Greya- sa po nim organizowane również 3-godzinne rejsy -wypływają z Hosteria Lago Grey , gdzie można się jedynie dostać prywatnym busem . Tutaj też możemy zaobserwować kawałki lodu , które pływają po jeziorze , a odczepiły się z lodowca Greya.

Lago Grey-Jezioro Grey

Lago Grey-Jezioro Grey

Dalej droga prowadzi w kierunku lodowca Greya i w miarę zbliżania się do niego widoki są coraz bardziej spektakularne. Najładniejszy widok mamy tu z Mirador Lago Grey i do tego punktu przybywa wielu ludzi i stąd wracają z powrotem do Paine Grande.

punkt widokowy-Mirador Lago Grey

punkt widokowy-Mirador Lago Grey

My jednak idziemy dalej , odtąd zaczyna się w większości droga w dół , co oznacza ,iż następnego dnia trzeba będzie pokonać bardzo mocne wejście pod górę. Po drodze mijamy strumyki i zgodnie z instrukcjami  , decydujemy się na napełnienie butelek wodą i użycie jej do zaspokojenia pragnienia. Woda ze strumieni w parku nadaje się do picia !

SAM_5028

Mimo , iż od tej porze roku-jesteśmy tam 24.02 dzień trwa długo bo ciemno jest dopiero koło 21.30 , widzimy , że zaczyna się po mału zmierzchać , a na szlaku nie ma już niemal nikogo , musimy więc trochę przyspieszyć by zdążyć do schroniska przed nocą. Raczej nie chciałybyśmy się zgubić w parku , gdzie są pumy, to mało atrakcyjna wizja. Wciąż mamy coraz lepszy widok na lodowiec , jak ten niżej .

lodowiec Greya

lodowiec Greya

schronisko Grey na tle lodowca Grey

schronisko Grey na tle lodowca Grey

Po 4h trekkingu , koło 19.30 docieramy do schroniska Grey , jest ładnie usytuowane w dolinie , otoczone lasami i bardzo klimatyczne. Salon jest cały w drewnie , pokoje dla osób, które zamówiły nocleg z pościelą są 4 osobowe , a dla osób z własnym śpiworem 6 osobowe. Tu mamy gniazdka elektryczne w pokojach. Kolacja jest wydawana  do 21h i składa się z zupy,  drugiego dania i deseru , więc można się najeść po trudach trekkingu. Przed kolacją korzystając z ostatnich chwil zanim zapadnie totalna noc , udajemy się do punktu widokowego Mirador Glaciar Grey, który znajduje się jedynie 10 minut drogi od schroniska , a nie wszyscy o tym wiedzą i droga do niego nie jest dość dobrze oznaczona. Gdy tam docieramy jesteśmy zupełnie same , towarzyszy nam głucha cisza i surowy widok lodowca. Mam wrażenie jakbyśmy dotarły do wrót Antarktydy , jest to jeden z dwóch dni trekkingu , który wywarł na mnie największe wrażenie.

Lodowiec Greya

Lodowiec Greya

okolice lodowca Grey

okolice lodowca Grey

W schronisku Grey o 22h wyłączają światła i włączają dopiero o 6.30 , my następnego dnia musimy wyruszyć wcześniej by zdążyć na katamaran o 12.30 , który zabierze nas z powrotem do Pudeto. Koło 7.30 wychodzimy ze schroniska, wiedząc już ,że czeka nas mocne podejście pod górę , aż po Mirador Lago Grey. Następny dzień  za to przywitał nas pięknym słońcem i bezwietrzną pogodą , która utrzymała się przez 2h marszu , potem zaczęło wiać dość mocno, jednak było dość ciepło .

Jako , iż Paulina idzie szybciej umawiamy się , iż dojdzie pierwsza do promu by zarezerwować miejsce w kolejce , ja na odcinku ostatnich 3 km , muszę  mocno przyspieszyć. Zmyliły mnie oznakowania , w pewnym momencie pisało , iż zostało mi jeszcze 4,5km do celu i po dość długiej drodze , widzę , że jeszcze 3km , więc nieraz drogowskazy źle oznaczają pozostałe km.   Na szczęście udaje nam się zdążyć na prom . W tą stronę ,widząc ,że nie kołysze tak mocno wychodzę na zewn katamaranu i robię piękne zdjęcia z widokiem na Cuernos del Paine.

widok z katamaranu na Cuernos del Paine

widok z katamaranu na Cuernos del Paine

W Pudeto znów korzystamy z przewoźnika Buses Gomez , by przemieścić się do Laguna Amarga. Tu wysiadamy i czekamy już na  następny autobus , który zabierze nas do schroniska Torre Central-7km drogi. Docieramy do naszego schroniska Torre Norte , które znajduje się koło Torre Central koło 15h. W pobliżu jest także Hotel Las Torres i obok niego przy wejściu na  szlak do Refugio Chileno  dobrze wyposażony mały sklepik z art spożywczymi. Schronisko Torre Central jest ładnie położone w dolinie z widokiem na najwyższe szczyty Tores del Paine.

widok ze schroniska Torre Central

widok ze schroniska Torre Central

Ceny posiłków w Fantastico Sur w Torre Central są najtańsze w stosunku do reszty schronisk jakie odwiedziłyśmy , wynika to stąd , że do innych żywność musi być dowożona konno lub helikopterem , co komplikuje sprawę. Poniżej przykładowe ceny:

  • duża pizza 6000CLP
  • lampka wina 3000CLP
  • capuccino 6 USD

Śniadania i kolacje( zupa+drugie danie+deser)  miałam tu wykupione z wyprzedzeniem i mogę szczerze polecić przede wszystkim kolacje , choć śniadanie też jest warte rozważenia .

W schroniskach jest ogólnie chłodno , czy wręcz zimno w nocy , nie ma bowiem ogrzewania w pokojach , jest ono jedyne w części wspólnej i jest to z reguły kominek opalany drewnem , ciężko więc jest przeprać jakieś rzeczy i by wyschły do następnego dnia.

Informacyjnie dla leniwych jest stąd opcja transportu bagażu helikopterem, oczywiście nie korzystałyśmy;

  • Do Refugio Chileno- 45000CLP
  • Do Refugio Los Cuernos-60.000 CLP

Inne informacje praktyczne:

-wstęp do Parku Torres del Paine 18000CLP

-katarman po jeziorze Pehoe-15000CLP w jedną stronę , przy zakupie od razu biletu powrotnego 24000 CLP , można także płacić w USD( 22 USD  w jedną stronę , a w dwie 35 USD), płynie 30 minut.

-bus z Laguna Amarga do Torre Central -2800CLP

Opublikowano CHILE 2016 | Otagowano , , , , , | Dodaj komentarz

Torres del Paine- jak dotrzeć ?

Torres del Paine to jeden z najpiękniejszych Parków Narodowych Świata. Jest położony w chilijskiej części Patagonii.

Punktem wyjściowym dla większości turystów jest miejscowość Puerto Natales , która dysponuje dobrą bazą turystyczną , jest tu sporo hosteli , biur podróży organizujących wycieczki zarówno do Torres del Paine , jak i innych miejsc jak El Calafate czy nawet Ushuaia . Jest także kilka sklepów z odzieżą sportową czy wyposażeniem trekkingowym.

Jak dotrzeć do Parku ;

  • z Buenos Aires- dolecieć do El Calafate ,a następnie autobusem do Puerto Natales-5h jazdy- operatorzy Bus Sur.
  • z Santiago de Chile-samolotem do Punta Arenas , a następnie autobusem do Puerto Natales -3h. Można skorzystać z takich operatorów jak Bus Sur , Buses Pacheco , Buses Fernandez, Pullman Bus. Wszystkie biura znajdują się albo bezpośrednio przy Av Colon , albo w bocznej ulicy od niej i sa skupione w promieniu max 200m.
  • z Ushuaia – autobusem przez cieśninę Magellana z przesiadką w Punta Arenas operatorzy Bus Sur , Buses Pacheco- normalnie 12h jazdy , jednak należy się liczyć z tym , iż  przy wzburzonym morzu rejsy promem na drugi brzeg zostają wstrzymane. Ta opcja i nam się przydarzyła, wiało z prędkością 120km-140km/h i połączenie promowe zostało zawieszone do odwołania.
przeprawa przez ciśninę Magellana

przeprawa przez cieśninę Magellana

Muszę także wspomnieć jak wygląda przekraczanie granicy argentyńsko-chilijskiej. Wyjeżdżając o 6.30 z Ushuaia dojeżdżamy do granicy po około 4h jazdy , przekraczamy ją w San Sebastian. Po opuszczeniu Argentyny , jest kilka km ziemi niczyjej , ogólnie większa część trasy to pustkowia , gdzie czasem widać pasące się guanaco , owce czy krowy. Już w autobusie dostaliśmy do wypełnienia deklaracje celną . Ogólnie jest zakaz wwożenia produktów pochodzenia roślinnego jak i zwierzęcego , nasion , orzechów etc. Ja mam przy sobie figi i migdały  , które kupiłam w Polsce na trekking i szkoda mi się ich pozbywać .W deklaracji wpisuję , iż przewożę takowe produkty , licząc , iż celnik nie zauważy.Najpierw przechodzimy skanowanie bagażu podręcznego i celnik grozi sankcjami w razie zatajenia zakazanych produktów , milczę i jednocześnie drżę , że mnie przyłapią. W międzyczasie bowiem zostaje otwarty bagażnik autobusu i celnik wraz z psem przegląda bagaże , jednak na szczęście bez rozpakowywania ich… uff.

Jeszcze tylko stempel w paszporcie , dostajemy go  , a oprócz tego ważny dokument zwany Tarjeta Migratoria-czyli kartka migracyjna .Tą kartę będzie trzeba pokazywać w schroniskach Torres del Paine , w przeciwnym razie zostaniecie zmuszeni do zapłaty tamtejszego Vat -19%. Jeśli zgubicie taką kartę można uzyskać duplikat w Puerto Natales w wydziale migracyjnym , znajdującym się przy Plaza de Armas- otwarty również w niedzielę!

Z powodu naszej przygody z przerwą w kursowaniu promów i oczekiwaniu 5h na przeprawę , choć mogło być gorzej , nie zdążamy na autobus kupiony z wyprzedzeniem w Buses Fernandez( jako ciekawostkę podam  , iż musiałam podać pełne dane swojej karty bankowej , w tym kod bezpieczeństwa by zakupić te bilety z wyprzedzeniem , na szczęście jednak nie miałam przez to problemów). Mimo , iż szukałyśmy biletów też u innych operatorów, ostatni kurs do Puerto Natales odjechał o 21h, w związku z tym czekała nas przymusowa noc w Punta Arenas. Musiałyśmy się rozejrzeć za jakimś hostelem , w okolicy Av de Colon oraz bocznych uliczkach jest dość sporo hosteli-koszt ogołnie 60-70USD za 2 osobowy pokój. W końcu nam się udaje znaleźć tańszą opcje , to chyba 5 hostel do którego zaglądamy , znajduje się na ulicy Ohiggins-boczna Av Colon-blisko biura Bus Sur i nazywa się La Estancia.

Docieramy do Puerto Natales koło 13h  dopiero następnego dnia po wyjeździe z Ushuaia,terminal autobusowy jest oddalony koło 20 min od centrum miasteczka. Nasz hostel Cuatro Estaciones znajduje się blisko Plaza de Armas- 5 minut pieszo i jest to prawdopodobnie najtańszy hostel w tej lokalizacji. Właścielka hostelu bardzo pomocna , to ona zakupiła nam bilety na autobus z Ushuaia do Punta Arenas , gdyż mimo tlf i email nie byłam w stanie tego załatwić w PL , gdyż nawet pay pal nie dawał opcji zapłaty w CLP. Hostel daje też możliwość grzecznościowego przechowania bagażu na czas trekkingu, z czego oczywiście skorzystałyśmy. Proponuje także inne ułatwienia , jak załatwienie busa do Parku.

Miasteczko Puerto Natales jest dość obskurne , pierwsze wrażenia raczej niezbyt pozytywne,widać mocno biedę , większość domów jest pozbijanych z blachy , często bez ładu i składu , niektóre jedynie są pomalowane na kolorowo. Puerto Natales ma wszystko co potrzeba do organizacji trekkingu , jednak nic ciekawego w sumie do zwiedzania. Jest kilka punktów wymiany walut -przy gł ulicy Manuel Bulnes , a przy Plaza de Armas jest bank z bankomatem i przynajmniej tutaj nie spotkałam się z dziwnymi prowizjami extra czy limitem wypłat odgórnie ustalonym dla wszystkich przez państwo.

Puerto Natales

Puerto Natales

Na Plaza de Armas jest kościółek , dość skromny.

kościółek w Puerto Natales

kościółek w Puerto Natales

Jest także zatoka Almte Montt , na obrzeżach miasta możemy zobaczyć cmentarzysko statków, niektóre nadają się jeszcze do naprawy i są właśnie naprawiane , inne nie.

zatoka w Puerto Natales

zatoka w Puerto Natales

statki w Puerto Natales

statki w Puerto Natales

 

cmentarzysko w Puerto Natales

cmentarzysko w Puerto Natales

Jeśli chodzi o  miejsca , gdzie można dobrze i niedrogo zjeść w Puerto Natales to:

  • Mesita Grande-dobra pizzeria – koszt pizzy od 6000-8000CLP
  • Restaurante Tranquera Parilla blisko Plaza de Armas- prowadzona od 40 lat , dania mięsne czy rybne 8000-10000CLP +dodatki

Jeśli chodzi o busy do parku , odjeżdżają 2 razy dziennie , wszystkie o tej samej porze: 7.30 oraz 14.30( w pełni sezonu tj od listopada do końca marca)

Każdy z nich ma 3 przystanki- Laguna Amarga-9.45 , Pudeto 10.45  , Administracion 11.45 Natomiast powroty  zaczynają się w Administracion o 13h oraz 18h ( tylko w pełni sezonu)

Co ważne , w ramach tego samego biletu między tymi 3 przystankami można poruszać się dowolną ilość razy , zawsze , gdy nie wyjedziemy poza granice Parku Narodowego. Jeśli natomiast chcecie się przemieścić  z Laguna Amarga do schroniska Torres Central , należy skorzystać z innego przewoźnika , który wykonuję jedynie  tą trasę.Jest to 7km drogi , jednak nie warto pokonywać jej pieszo . Autobus ten jest skorelowany z przyjazdami Buses Gomez lub innego operatora , który kursuje między Puerto Natales a Parkiem.

 

Informacje praktyczne

  • Buses Pacheco na trasie Ushuaia-Punta Arenas- 35000CLP, podróż trwa 12-14h
  • Bus Sur na trasie Punta Arenas-Puerto Natales 6000CLP , podróż trwa 3,5 -4h.
  • hostel w Punta Arenas- La Estancia-51 USD za pokój 2 osobowy ze wspólną łazienką i bardzo dobrym śniadaniem( co często jest rzadkością w naszej podróży)
  • hostel Cuatro Estaciones w Puerto Natales-25600 CLP pokój dwuosobowy ze wspólną łazienką ze śniadaniem , posiada także 1 dormitorium, inne hostele – byłyśmy w  kilku -ceny od 40.000CLP za analogiczny pokój.
  • Buses Gomez z Puerto Natales do Parku Torres del Paine-podróż trwa 2h -koszt 15000CLP tam i z powrotem .
  • taxi z hostelu na dworzec , raz skasowano nas 2000CLP , drugi 1300CLP.
  • shuttle bus z Laguna Amarga do Torre Central 2800CLP w jedną stronę.
Opublikowano CHILE 2016 | Otagowano , , , | Dodaj komentarz

Laguna Esmeralda-prosty trekking dla każdego

Kolejną atrakcją w okolicy Ushuaia jest trekking do Laguna Esmeralda. Punkt wyjściowy rozpoczyna się w okolicy Valle de Lobos  i znajduje się 20km od stolicy Ziemi Ognistej. Można tutaj dotrzeć regularnym busikiem – po nas takowy przyjechał pod hostel , ale odjazdy są też z terminala przy ul Maipu. Są także wycieczki zorganizowane , których ceny są mocno przesadzone, tak np  90 USD z Piratours. Nie ma co ukrywać agencje turystyczne zbijają tu niezła kasę na leniwych czy wygodnych turystach.

My wyjeżdżamy  z hostelu o 10 rano , powrót mamy ustalony na 16h , choć jest jeszcze opcja powrotu o 18h innym busem – koniecznie wtedy trzeba to ustalić z kierowcą. Sam szlak do Laguna Esmeralda jest dość łatwy i tam i z powrotem wynosi 9,6KM, można go przejść spokojnym tempem w 4h. Szlak jest dobrze  oznakowany , nie ma więc potrzeby przemierzania go z przewodnikiem. Wraca się tą samą trasą. Początkowo  biegnie on pośród lasów , następnie mamy mniejszą polanę z  rzeką i niewielką tamą.

w drodze do Laguna Esmeralda

w drodze do Laguna Esmeralda

Następnie znów przechodzimy kawałek przez las , by w końcu wyjść na dużą wolną przestrzeń z widokiem na góry okalające lagunę.

w drodze do Laguna Esmeralda

w drodze do Laguna Esmeralda

 

w drodze do Laguna Esmeralda

w drodze do Laguna Esmeralda

By w końcu dotrzeć do laguny , która ma charakterystyczny szmaragdowy kolor -stąd jej nazwa. Jak dla mnie przypomina mi ona mocno nasze Morskie Oko.

Laguna Esmeralda

Laguna Esmeralda

Trekking jest przyjemny i nie wymaga nadmiaru wysiłku , stąd jest odpowiedni dla każdego , kto potrafi ten dystans przejść bez problemów w normalnych okolicznościach.  Obok parkingu , gdzie zaczyna i kończy się trekking jest opcjonalne wstęp na teren hodowli psów Husky , gdzie można podziwiać te psy jak i usłyszeć pogadankę na ich temat .

Informacje praktyczne:

  • dojazd do punktu trekkingowego w kierunku Laguna Esmeralda 250 ARS
  • wstęp na teren hodowli psów Husky- 150 ARS
Opublikowano ARGENTYNA 2016 | Otagowano | Dodaj komentarz

Wokół kanału Beagle

Kanał Beagle- zwany w języku  lokalnym yagan  –Onashaga –  oddziela Ziemię Ognistą od wysp tj.; jak  Navarino , Lenox, Picton i innych za którymi jest już tylko Antarktyda. Kanał ten łączy oba oceany ; Atlantycki i Pacyfik- rozciąga się na długość około 200 mil. Jego nazwa została nadana na cześć angielskiego statku HMS Beagle , który w latach 1826-1830 prowadził tam prace badawcze.

Na zwiadzenie kanału Beagle i jego okolic poświęcamy drugi dzień naszego pobytu w Ushuaia. Korzystamy w tym dniu z 2 wycieczek zorganizowanych  przez  firmę Piratours:

  1. Rejs po kanale Beagle ze zejściem na wyspę Karelo , do wyboru był rejs półdniowy -3h oraz całodniowy 6h z wizytą w Estancia Hamberton.Rejsy półdniowe wypływają 2 razy dziennie – o 9h lub 15h .
  2. Wycieczka na wyspę Martillo , znajdującą się również nad Kanałem Beagle , gdzie można przez godzinę pospacerować z pingwinami. Piratours to jedyna firma , która oferuje spacer pośród pingwinów , inne natomiast mają w ofercie podpłynięcie na odległość 3-5 metrów do wybrzeży wyspy Martillo bez schodzenia na ląd , dla mnie to była istotna różnica.

Nasz rejs po Zatoce Beagle rozpoczyna się o 9.30 , należy być 30 min szybciej. Zgłaszamy się najpierw do budki Piratours- i zostajemy przekierowane obok do Canoneros – który jest gł wykonawcą usługi( stawki mają jednak podobne) . Po odebraniu biletów na podstawie voucherów jakie dostałyśmy przez internet, udajemy się już obok do portu .Tu uiszczamy opłatę portową , przechodzimy kontrolę i zostajemy  wpuszczone na katamaran. Piratours oferuje wycieczki dużym katamaranem na 150 osób lub małym jachtem na 25 osób( jachtem rejs trwa 1h dłużej i jest droższy o 10 USD). W obawie przed chorobą morską ze swojej strony,decydujemy się na katamaran. Pierwsze zaskoczenie-trafiamy na całą dużą grupę zorganizowaną z Polski .Uff.. kto by pomyślał ,że na końcu świata spotkamy tak liczną grupę rodaków..

Katamaran nie jest wypełniony po brzegi , więc płynie się komfortowo.Jako pierwszy punkt odwiedzamy wyspę Ptaków- Isla de los Pajaros, należącą do archipelagu wysp Bridges ,gdzie można oglądać min różne gatunki mew , kaczek , albatrosa czarnobrewego.

Isla de los Pajaros

Isla de los Pajaros

 

Isla de los Pajaros

Isla de los Pajaros

Następnie mamy okazje krótkiego zejścia na ląd na wyspę Karelo , gdzie możemy poruszać się wyznaczonym szlakiem- stąd widoki są naprawdę imponujące na okoliczne góry jak i sam kanał Beagle. Roślinność wyspy przypomina tundrę -dominują mchy i niskie trawy.

wyspa Carilo

wyspa Karelo

Następnie płyniemy na wyspę Wilków Morskich- Isla de Lobos, gdzie możemy obserwować wilki morskie .

Isla de Lobos

Isla de Lobos

Isla de Lobos

Isla de Lobos

Na koniec dopływamy do latarni , często mylnie nazywanej latarnią końca świata ( Faro de Fin del Mundo-ta znajduje się na Przyl Horn) , a tu mamy latarnię Les Eclaireurs ( Los Iluminadores) , otoczonej przez stada kormoranów.

latarnia Les Eclaireurs

latarnia Les Eclaireurs

Dziś jak widać po zdjęciach pogoda mniej dopisała , część dnia padało , był to dzień z najgorszą pogodą podczas całego wyjazdu , jednak dzięki organizacji czasu , niemal nie miałyśmy okazji zmoknąć.Musze przyznać , iż ta mroczna i deszczowa aura, podkreślała jeszcze bardziej surowość przyrody i potęgowała wrażenia bycia na końcu świata.

Na latarni kończy się nasza wycieczka i wracamy do portu , jako , iż kolejna wycieczka do Estancia Hamberton i na wyspę Martillo zaczyna się o 14.30 , mamy przerwę na zjedzenie ciepłego posiłku.

Tym razem środek transport to autobus -2h w jedną stronę +łódka 20 min w jedną stronę , w sumie wracamy dopiero po 20h do Ushuaia. Autobus dojeżdża do Estancia Hamberton,- w tym miejscu hodowano dużą liczbę zwierząt , jednak po jednej ze srogich zim w latach 90 , większość wyginęło , aż ostatecznie zrezygnowano z tego zajęcia. Obecnie znajduje się tu kawiarnia z pamiątkowymi zdjęciami i niewielkie gospodarstwo.Pilot  dzieli   nas na 2 grupy . Nasza grupa jako pierwsza udaje się na wyspę Martillo , by doświadczyć spaceru z pingwinami. Dla mnie to niesamowite i chyba najbardziej wyczekiwane przeżycie w tej podróży. Nigdy nie widziałam pingwina w jego naturalnym środowisku. Isla de Martillo jest domem dla około 20 tys pingwinów magellańskich oraz 16 par  pingwinów   typu Papua   ( jedyna kolonia w Ameryce Pd.) . Przebywają one tutaj od września do kwietnia. Najpierw na wyspę przybywają samce przygotowując gniazdo. Gniazda są drążone w ziemi.  Następnie w październiku samica składa zwykle 2 jaja .Pingwiny są niemal monogamicznymi zwierzętami , większość z nich wybiera sobie partnera na całe życie- dożywają 18-20 lat . Pierwsze małe pingwinki przychodzą na świat w połowie listopada  do początku grudnia i przez około miesiąc przebywają w gnieździe. Podczas naszego pobytu , nie ma już małych pingwinów- wyemigrowały , te dorosłe też już wkrótce opuszczą Isla de Martillo. Pingwiny ogólnie spędzają połowę roku na lądzie – gdy przychodzi na świat potomstwo , a połowę w wodzie.  Są dobrymi pływakami ,pływają z prędkością 6-12km/h . Jednak to w wodzie czyha na nie najwięcej zagrożeń – są to lwy morskie czy orki drapieżne.

Nasz spacer pośród tych zwierzątek trwa 1h z przewodnikiem , możemy zbliżyć się na odległość 3m. Pingwiny jednak wcale się nas nie boją , jeden chciał nawet udziobać Paulinę w kolano. Wydają one specyficzne dźwięki- podobno każdy ma swój indywidualny i są w stanie się rozpoznać nawet pośród tysięcy innych pingwinów.

Isla de Martillo

Isla de Martillo

pingwin na wyspie Martillo

pingwin na wyspie Martillo

pingwiny i ich gniazda w ziemi

pingwiny i ich gniazda w ziemi

Isla de Martillo

Isla de Martillo

Pozostał mi spory niedosyt po tej wizycie , mam nadzieję , że uda mi się je jeszcze zobaczyć w naturalnym środowisku , a żyją niestety tylko na półkuli południowej od wysp Galapagos przez Nową Zelandię , RPA , aż po Antarktydę.

Po powrocie z wyspy zatrzymujemy się jeszcze na chwilę w Estancia Harberton i okolicznym muzeum.

Estancia Hamberton

Estancia Harberton

W drodze powrotnej do Ushuaia przewodnik pokazuje nam  jako ciekawostkę ,drzewa , które zostały uformowane przez bardzo silne wiatry.

SAM_4834

Informacje praktyczne:

-opłata portowa 20 ARS

-rejs 3h po kanale Beagle -wykupiony w Piratours  60 USD

-wycieczka do Estancia Hamberton oraz na wyspę Martillo (1h spacer z przewodnikiem wśród pingwinów) z Piratours  110 USD +20 USD wstęp do Estancia Hamberton

Opublikowano ARGENTYNA 2016 | Otagowano , , , , , | Dodaj komentarz

Park Narodowy Ziemi Ognistej

Park Narodowy Tierra del Fuego to jedna z najważniejszych atrakcji Ziemi Ognistej o powierzchni wynoszącej  aż 68909 h.Został  on założony w 1960 roku i jest oddalony 10km od miasta Ushuaia. Najłatwiej jest dostać się do niego małym busikiem , odjazdy z ulicy Maipu-obok stacji benzynowej.Pierwszy bus wyjeżdża o 9 rano , kolejny o 10 , 11 i ostatni koło 12.30 w stronę parku.Natomiast powroty z parku do Ushuaia ze stacji Lapataia czyli niemal końcowej w parku o 14, 16 i 18h.

Zaraz przy wjeździe uiszczamy opłatę wstępu ( niestety opłata jest znacznie wyższa dla obcokrajowców), następnie trzeba się  zdecydować się na którym przystanku wysiądziemy. Mamy do wyboru kilka opcji , zależnie co chcemy zobaczyć. Co ważne wewnątrz parku na tym samym bilecie , możemy się przemieszczać dowolną ilość razy autobusem , na który kupiliśmy bilet. Poza tym kierowca daje mapkę ze wszystkimi przystankami i godzinami odjazdów , co na pewno mocno ułatwia sprawę.

Pierwszy przystanek  jest tuż przy początku trasy pociągu końca świata.Pierwotnie pociąg wypełniony osadzonymi  pokonywał trasę z więzienia w Ushuaia do Monte Susana , gdzie skazańcy pozyskiwali różne materiały do budownictwa.W tej chwili pozostało jedynie 7km z tej trasy , która jest oferowana jako atrakcja turystyczna.Jest ona dostępna przez cały rok , są 3 wyjazdy dziennie . Od września do końca kwietnia o 9.30 , 12 i 15h , a w pozostałych m-cach 9h , 12.30( uzależniony wyjazd od liczby pasażerów)  i 15h. Niestety jest to dość kosztowna wycieczka , najtańszy bilet w klasie turystycznej kosztuje 530 ARS , a w pierwszej min 850 ARS . Ze względu na koszty i króciutką trasę my rezygnujemy z tej opcji i wysiadamy  na drugim  przystanku przy Bahia Ensenada.

Bahia Ensenada

Bahia Ensenada

Mimo , iż jest tu najwięcej ludzi zdecydowanie warto  się rozejrzeć po okolicy , to tutaj mamy budkę listonosza końca świata. Z tego miejsca można wysłać kartkę pocztową czy dostać stempel do paszportu  ( koszt 30 ARS). Poza tym widok stąd jest urzekający ,  bardzo mi się  tu  podoba, pogoda też się poprawia i z chłodnego wilgotnego poranka robi się całkiem słoneczny i dość ciepły dzień. Szczęście nam więc dopisuje. Chłoniemy piękno przyrody ,jej surowość i nieskazitelność, jesteśmy w końcu na krańcach naszego globu , tu jeszcze ostało się wiele pięknych miejsc .

widok z Zatoki Ensenada

widok z Zatoki Ensenada

Stąd można pojechać autobusem do innych punktów jak Lago Roca ( Jezioro Roca) czy Laguna Verde  . Można też obrać jeden z zaczynających się tu szlaków.Do wyboru w parku  mamy  trasy :

  • Senda Costera – czyli szlak nadmorski,prowadzi  niemal cały czas wzdłuż zatoki Beagle , poprzez ciekawe leśne ścieżki.Jego długość to koło 8km.
  • Senda HITOXXIV  o długości około 3,5km w jedną stronę , zaczyna się przy campingu w pobliżu jeziora   Roca , które oferuje piękne widoki w stylu fiordów i kontynując dalej wiedzie nas , aż po granicę z Chile.
  • Senda  Cerro Guanaco- szlak ten jest odbiciem w prawo od HITOXXIV, jest to dość trudna trasa z  nieprzerwanym i kamienistym podejściem pod górę . Szczyt Cerro Guanaco ma 967m i roztacza się stąd piękny widok na Kanał Beagle , jeśli oczywiście mamy przejrzyste niebo. Dystans do pokonania w jedną stronę to koło 4km , cała trasa na wejście i zejście jest szacowana na 8,5h , więc trzeba  zarezerwować na to cały dzień.
  • Senda Pampa Alta , kolejny  bardziej wymagający trekking ,długość odcinka to 4,9km. Zaczyna się  niewiele powyżej drugiego przystanku przy Bahia Ensenada .

Mapa Parku wygląda mniej więcej tak:

mapa parku

mapa parku

My decydujemy się na szlak Senda Costera, przejście zajmuje nam koło 4h. Większość trasy wiedzie przez las .

na szlaku Senda Costera

na szlaku Senda Costera

Są także zejścia do zatoczek z drobno kamienistymi plażami.

na szlaku Senda Costera

na szlaku Senda Costera

Po drodze mamy też widoki na piękne góry schodzące niemal do zatoki.

na szlaku Senda Costera

na szlaku Senda Costera

Mijamy też dzikie konie

dzikie konie na szlaku Senda Costera

dzikie konie na szlaku Senda Costera

na szlaku Senda Costera

na szlaku Senda Costera

Niedaleko od Jeziora Roca jest kawiarnia Alakush , gdzie można coś zjeść , jeśli nie wzięliście ze sobą prowiantu.

W końcu dochodzimy do Jeziora Roca , siadamy na chwilę na ławeczce podziwiając wspaniały widok i chłonąc niezapomniane wrażenia , których dostarcza nam każda chwila spędzona na końcu świata, daleko od wszystkiego.

Jezioro Roca

Jezioro Roca

Jezioro Roca -Lago Roca

Jezioro Roca -Lago Roca

Mając ograniczony czas decydujemy się  dodatkowo zrobić  część szlaku HITO XXIV. Po około 20 min wejścia na szlak , na prawo znajdziemy odgałęzienie na Cerro Guanaco .My jednak idziemy dalej , w sumie jakieś 40 min , szlak prowadzi wzdłuż jeziora, po drodze spotykamy 3 lisy , na początku trochę nas to przestraszyło , mogły być przecież wściekłe , na szczęście udaje nam się je jakoś wyminąć. Sam szlak prowadzi do granicy z Chile , jednak my zawracamy wcześniej , musimy bowiem zdążyć na autobus powrotny, który łapiemy przy Lago Roca tuż obok schroniska.

Nie udało nam się w ogóle zobaczyć drugiej części parku jak Laguna Negra , Laguna Verde czy miejsca , gdzie bobry tworzą tamy , to oferują zorganizowane wycieczki , które robią objazd autobusem po kilku punktach , jednak taka wycieczka to wysoki koszt bo za 4h – 60USD.

Nie ma jednak co żałować bo przynajmniej robimy szlaki w swoim tempie i same decydujemy o trasie. Poza tym  zaskoczyła nas mała liczba turystów mimo pełni sezonu  poza typowymi punktami turystycznymi, jednak to nas cieszy bo przynajmniej delektujemy się ciszą i spokojem.

Informacje praktyczne :

  • bus do P.N Tierra del Fuego 300ARS w dwie strony , nam dzięki właścielce hostelu Alba udało się zapłacić tylko 250 ARS.
  • wstęp do Parku  Narodowego -Tierra del Fuego- 170 ARS
Opublikowano ARGENTYNA 2016 | Otagowano , | Dodaj komentarz

Ushuaia -miasto końca świata

Ushuaia jest znana wielu z nas jako najdalej położone  na południe zamieszkane miasto świata. Jeśli jednak weźmiemy pod uwagę także mniejsze osady , najdalej wysuniętym na południe jest Puerto Williams( Chile)- koło 2500mieszkańców . Stąd  mamy już tylko 1000km do Antarktydy i ciut powyżej 3000km do stolicy kraju Buenos Aires. Ushuaia jest pięknie położona nad zatoką Beagle oraz otoczona także przez  łańcuch Andów .Najwyższe szczyty nie przekraczają 1500m.

Stawiając stopę po raz pierwszy na końcu świata -czułam swoiste wzruszenie , nie każdy bowiem tu dociera , miasto to miało dla mnie swoją symbolikę , bardzo pragnęłam je zobaczyć i było drugim łącznie z Torres dl Paine , najważniejszym celem podróży.

To właśnie od Ushuaia zaczynamy naszą wyprawę do Argentyny i Chile i stąd będziemy się przesuwać na północ. Do stolicy Ziemi Ognistej docieramy krajowym lotem z Buenos Aires , linii Aerolinias Argentinas.

Przylatujemy koło 19.30 , lotnisko jest malutkie , co należy wziąć pod uwagę nie ma tu żadnego transportu publicznego – trzeba wziąć taxi. Nie dajcie się jednak naciągnąć , gdyż w pierwszym momencie podszedł do nas człowiek mówiący dobrze po angielsku , oferujące taxi do miasta za wygórowaną cenę – jakieś 50% więcej niż normalnie. Lotnisko znajduje się jedynie 6km od miasta.

SAM_4702

Ushuaia widok od strony morza

Miasto jest dość rozproszone , ma 2 gł ulice – Maipu – biegnąca wzdłuż portu – tam też znajduje się informacja turystyczna – otwarta do późnego wieczora. Druga to San Martin-wzdłuż mamy sporo sklepów i restauracji .Na tych ulicach koncentrują najważniejsze punkty miasta. Na ulicy Maipu naprzeciw stacji benzynowej znajduje się punkt odjazdów zarówno małych lokalnych busików jak i autobusów dalekobieżnych.

Idąc z hostelu Alba w stronę portu po drodze napotykamy  wrak  holownika Saint Christopher, który  trafił do Argentyny po jego zakupie na publicznej licytacji w 1947 roku przez  Leopoldo Simoncini . W 1953 roku został użyty do wyciągnięcia zatopionego   przed laty w Kanale Beagle  statku Monte Cervantes . Operacja zakończyła się niepowodzeniem. Firma do której należał Saint Christopher ogłosiła bankructwo , więc uszkodzony w tej operacji holownik pozostał w miejscu podjętej akcji. Dopiero w 1957 r zostaje dociągnięty do brzegów Ushuaia i został tam już do dziś stanowiąc swoistą  atrakcje turystyczną.

holownik Saint Christopher

holownik Saint Christopher

 

W samym mieście nie ma wiele do oglądania , to jego okolice czynią Ushuaia tak ważnym punktem na mapie turystycznej. Dla miłośników muzeów , znajdzie się jednak dość sporo atrakcji. Mamy tu kilka z nich , położonych dość blisko siebie.Nawet jeśli muzea to nie Twoja bajka , na pewno warto zajrzeć do Muzeum Morskiego i znajdującego się przy nim byłego więzienia( Museo Maritimo y Ex Presidio) – znajdującego się na skraju  centrum miasta.

Mamy tu kilka działow:

-muzeum morskie z replikami ówczesnych statków – wszystkie modele są wykonane w tej samej skali przez tego samego wykonawcę i pokazują rozwój budownictwa morskiego na przestrzeni ostatnich pięciu wieków.

-byłe więzienie- część która niewątpliwie wzbudza najwięcej emocji.Pierwsi skazańcy trafili tu w styczniu 1896roku, początkowo przebywali w prowizorycznych drewnianych czy blaszanych domach.Budowa więzienia rozpoczęła się w 1902, prace trwały do 1920 i były realizowane przez samych więźniów. Wraz z upływem czasu wysyłano tu przede wszystkim więźniów skazanych za najgorsze zbrodnie na długie lata. Dzięki więźniom został  min zbudowany pociąg końca świata w 1910 roku. Miał 25 km długości  , jedna z jego części biegła również poprzez obecny Park Narodowy Ziemi Ognistej.

SAM_4887

Ex Presidio sala więzienna

SAM_4898

Ex Presidio korytarz więzienny

-galeria sztuki współczesnej- wg mnie w ogóle nie warta uwagi

-muzeum antarktyczne ze zdjęciami i opisem pingwinów i kontynentu Antarktycznego.

W mieście poza tym jest także kilka innych muzeów – jak Muzeum Końca Świata czy Muzeum Yamana, nie odwiedziłyśmy ich jednak , gdyż biorąc pod uwagę czas jakim dysponowałyśmy , stwierdziłyśmy , iż są tu ciekawsze rzeczy do zrobienia.. a jakie?

  • rejs po zatoce Beagle , są opcje rejsów 3h lub 5 godzinnych – te dłuższe dopływają do Estancia Hamberton , pozwalają oglądać ze statku pingwiny , jednak bez zejścia na ląd
  • osobna wycieczka na wyspę Martillo , gdzie w  sezonie lata antarktycznego można  oglądać pingwiny
  • trekking w   Parku  Narodowym Tierra del Fuego , opcjonalne wejście na Cerro Guanaco
  • trekking do Laguna Esmeralda
  • wycieczka do jezior Fagnano y Escondido
  • wejście na  Glacial Martial
  • rejs statkiem wycieczkowym do Przylądka Horn

Zapewne znajdą się jeszcze i inne atrakcje , wymieniłam te najważniejsze.My zrobiłyśmy ich część , gdyż niestety ograniczenie czasowe , o tym które z nich opowiem w kolejnych postach .

Jeśli chodzi o ofertę  gastronomiczną , jedną z ciekawszych restauracji o długich tradycjach powstałą w 1906 roku  jest Ramos Generales SA -El Almacen na ulicy Maipu 749  .Miejsce to przez wiele lat stanowiło niejako magazyn miasta , miejsce spotkań kulturalnych i towarzyskich. Ta obecnie restauracja ma bardzo ciekawy wystrój wnętrza jak i łazienek , na pewno warto tu zajrzeć! Do miejsca tego trafiłyśmy dzięki Paulinie , mojej towarzyszce podróży .

SAM_4687

El Almacen w środku

 

SAM_4692

El Almacen łazienka

Z innych przydatnych informacji nadmienię następujące :

  1. pieniądze – w Ushuaia nie ma żadnego kantoru , choć niektóre hotele wymieniają walutę na życzenie , bądź można wymienić  ją w banku – jest ich kilka przy ulicy San Martin. My jednak byłyśmy w weekend czy dopiero wieczorem w mieście , więc jedyna opcja jaka nam została to pobranie gotówki z bankomatu. I tu ważne są 2 kwestie, z którymi dotąd nie spotkałam się w innych krajach ogólnie używając mojej karty Alior Banku w USD( nie robię reklamy , poruszam jedynie kwestie praktyczne). Mianowicie niezależnie od pobranej kwoty , naliczana jest prowizja 93 ARS ( 6 USD), więc  logicznie warto wyciągać większe kwoty. Jednak uwaga , ogólnie to też nie jest możliwe. Wyciągając kilka razy pieniądze w Argentynie od Ushuaia przez El Calafate aż po Buenos , wszystkie bankomaty mają niski limit dzienny  transakcji  , ogólnie jest  to 1000 czy 2000  ARS . Nigdy nie udało mi się za jednym razem wyciągnąć więcej niz 2000 ARS( czyli koło 136 USD). Limit ten dot zarówno Argentyńczyków jak i zagranicznych gości. Jest to dość uciążliwe , więc  , jeśli się nie obawiacie się kradzieży , można przywieźć ze sobą więcej gotówki z Polski , najlepiej USD.
  2. transport -by wyjechać z Ushuaia , jest do wyboru gł transport lotniczy( Aerolinias czy LAN)  lub autobusowy. Gł operatorzy autobusów w kierunku Punta Arenas to Buses Pacheco- mają wyjazdy w poniedziałki ( niestety problematyczny jest zakup biletów wcześniej przez internet- przyjmują tylko płatności w peso chilijskim) , druga i łatwiejsza opcja to Bus Sur- można kupić przez pay pal ( wyjazdy z Ushuaia wtorki , czwartki , soboty i niedziele) http://www.bussur.com/opensite/index.php?page=frecuencia-internacional. My wyjeżdżałyśmy w poniedziałek i przeżyłyśmy niezłą odyseję z kupnem biletów – zakupiła je dla nas właścicielka hostelu w Chile , do którego udawałyśmy się z Ushuaia. Nieraz bowiem może nie być miejsc na 3 dni do przodu – o czym słyszałam od innych czy nawet widziałam turystki z Japonii odprawione z kwitkiem i komentarzem fully booked.
  3. wysyłka kartek pocztowych- niestety kartki na które kupiłam znaczki z DHL w ogóle nie doszły , przykra sprawa jak dla mnie. Kartka wysłana natomiast z punktu listonosza końca świata w Parku Ziemi Ognistej( Zatoka Ensenada) doszła bardzo szybko do Polski
  4. Jedzenie w restauracjach jest średnio 2 razy droższe niż w Polsce : często mamy do wyboru różnego rodzaju steki mięsne czy odmiany kuchni włoskiej, danie bez mięsa kosztuje zwykle 150-190 ARS . Stek ze słynnej argentyńskiej wołowiny( bife de chorizo) od 250ARS- bez dodatków – tu mogę polecić restaurację Casimiro przy ul Maipu. Napoje od 30 ARS( herbata), 50-60 ARS -piwo , 60-70 ARS lampka wina.
  5. Jedzenie w supermarketach również sporo droższe 2-3 razy więcej  niż w Polsce , ale im dalej w kierunku Buenos tym taniej zarówno w sklepach jak i restauracjach.

Inne  informacje praktyczne

-lot Buenos Aires-Ushuaia kupiony 3 m-ce wcześniej -170 EUR

-taxi z lotniska do miasta między 80-100 ARS

-zakwaterowanie Ushuaia hostel Alba – portal hostelworld – 600ARS -pokój 2 osobowy ze śniadaniem za jedną noc

-Muzeum Morskie i byłe więzienie-czynne od 9 do 20h, wstęp 200ARS.

 

 

Opublikowano ARGENTYNA 2016 | Otagowano | Dodaj komentarz