Camino Inca część II

DZIEŃ PIERWSZY

Dzień pierwszy trekkingu jest uważany za rozgrzewkę , mamy do pokonania 14 km, nie jest jakoś szczególnie ciężki , jednakże druga połowa dnia obfituje w wejścia pod górę. Jak pisałam jest to drugi pod względem długości  dzień na szlaku .  Szlak rozpoczyna się na km 82  w miejsowości  Piscacucho (2,800 m.), przejściem mostu na rzece Urubamba .

most na rzece Urubamba -początek trekkingu

Początkowo idziemy tylko z nieznacznym  podejściem w górę , mijając ruiny inkaskie czy cmentarz lokalnej społeczności . Jest naprawdę ciepło , więc szybko muszę zdjąć z siebie część ubrań. Przez jakiś czas podążamy wzdłuż rzeki , by potem stopniowo odbijać ku górze. Na dzisiejszej trasie jest możliwość korzystania z publicznych toalet płatnych oraz można uzupełnić zapasy snaków czy innych napojów niż woda, nabywając je u miejscowej ludności .

na szlaku -dzień pierwszy

Po podejściu pod górę dochodzimy do ruin Llactapata położonych na wysokości 2750m , które były ważnym punktem na trasie Camino Inca . Tutejsze tarasy uprawne , obfitowały w kukurydzę i inne i stanowiły zaopatrzenie dla mieszkańców Machu Picchu.

ruiny Llactapata

Pierwszy lunch mamy koło 14h , po koło 5h trasy , jestem zaskoczona ilością i różnorodnością jedzenia . Na początek dostajemy do wypicia tzw. chicha morada czyli napój z fioletowej kukurydzy , jest dość słodki .

fragment pierwszego lunchu

Dodatkowym plusem jest fakt , iż można zgłosić agencji wszelkie preferencje czy alergie pokarmowe , w grupie było kilka osób  , które nie jadły czerwonego mięsa i preferowały ogólnie wegetariański styl odżywiania , co było dla mnie dodatkowym plusem , gdyż dania wege zwykle stanowiły połowę oferowanych dań , a zwykle było ich 6-7 rodzajów oraz zupa , którą zaczynał się posiłek. Najczęściej była to zupa z quinoa, która bardzo mi przypadła do gustu.

Po lunchu droga już wije się coraz bardziej pod górę , docieramy tu także do kolejnego punktu kontrolnego . Tutaj mamy grafikę całej trasy .

 

Camino Inca

Pierwszy nocleg mamy w Ayapata na wysokości 3300m , większość innych grup nocuje niżej pierwszego dnia , dzięki temu jesteśmy sami na polu campingowym. Do campingu docieram po 17h , za niedługo będzie zupełnie ciemno i przydadzą się czołówki. Jesteśmy rozbici na polanie z widokiem na wysokie szczyty , jest naprawdę pięknie i zapominam nawet o chłodzie , który czuć coraz mocniej wraz z nastaniem nocy. Mam piękny widok również na rozgwieżdżone niebo , jednak niestety nie udało mi się zobaczyć krzyża południa , który wg przewodnika jest zasłonięty górami , które nas otaczają. Gdy turyści dochodzą do obozu , wszystkie namioty są już przygotowane, w środku śpiwory i maty , więc od razu można się rozgościć .Za dodatkową opłatą( 35 USD za cały trekking) mam przywilej spania samej w namiocie , miejsca mam ,aż nadto na rozłożenie swoich rzeczy. Namioty ogólnie są 4 osobowe , jednak podczas trekkingu są przewidziane po 2 osoby na namiot, tak by było wygodnie. Pierwszy raz od ponad 20 lat spałam pod namiotem, jednak nie czułam się zmęczona niedogodnościami , nie było mi zbyt twardo , jedynie trochę chłodno. Przed kolacją zawsze porterzy przygotowywali toaletę dla uczestników trekkingu , mała balia z ciepłą wodą , mydełko i mały ręcznik . Na pierwszy rzut oka niewiele , jednak uwierzcie po całym dniu chodzenia , człowiek się od razu lepiej czuje nawet po takim prowizorycznym odświeżeniu. W temacie toalety ten trekking to dla mnie  również ogromne wyzwanie , za ostatnich 20 lat , czas , gdy najdłużej się nie kąpałam to 2 dni ( wycieczka na pustynię w Maroku) , tutaj będę kilka dni bez gruntownego mycia , bez mycia głowy . Na kampingu mamy jedynie przenośne WC , jednak to i tak duże ułatwienie w tych warunkach. Jest nawet jeden z porterów wyznaczonych jedynie do utrzymywania czystości w toalecie oraz do jej transportu tzw WC człowiek.

na pierwszym kampingu- Ayapata 3300m

Kolację zaczynamy od herbatki z koki lub innej do wyboru , następnie koło 19h są serwowane różne dania i zaczynają się rozmowy jak i ustalenia z przewodnikiem planu na kolejny dzień. Najwięcej emocji budziła godzina pobudki , przewodnik był zawsze za wczesnym rozpoczęciem marszu , co wiązało się ze wstawaniem jeszcze po ciemku , jednak po przedstawieniu argumentów za , grupa również uznawała to za najlepsze rozwiązanie.

wspólna kolacja

 

 

 

 

 

 

Reklamy
Ten wpis został opublikowany w kategorii PERU 2018 i oznaczony tagami , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s