11804 km w powietrzu czyli Azja po raz drugi

Moja podróż zaczyna się w Warszawie do której to dojeżdżam poprzedniego dnia pociągiem TLK  z Katowic.Mój wylot ze stolicy jest planowany na 15.45  , jestem oczywiście 2h wcześniej. Jednak na lotnisku Okęcie jest jakieś zamieszanie  , ktoś bowiem nie odebrał bagażu , więc na miejscu widać brygadę antyterrorystyczną , część lotniska została odcięta  dla ruchu podróżnych.Na szczęście udaje mi się przedostać do hali wylotów. Ciekawie , się zaczyna…Po godzinie sytuacja się normalizuje i dociera do mnie siostra , która chciała mnie koniecznie pożegnać. Jak już pisałam we wstępnie , podróż tą odbywam liniami Air France , to mój ” pierwszy raz ” z tym przewoźnikiem, więc zawsze jest ta ciekawość , jak będzie wyglądać ta długodystansowa  podróż .

Połączenie mam naprawdę dogodne,   w Paryżu  tylko 2h oczekiwania na kolejny lot.Przesiadka na tym samym lotnisku Charles de Gaulle. Podróż do stolicy Francji  , wiadomo , nie jest dla mnie żadnym przeżyciem , Europa  mi nieobca ,więc nie jest to żadna przygoda. Aż w końcu przychodzi ta upragniona chwila , kiedy to zajmuję miejsce przy oknie w Boeingu 777-200 lecącym do Kuala Lumpur , w którym to spędzę kolejne 12h. Dla wielu może być to klaustrofobiczne przeżycie, jednak ja coraz bardziej lubię latać . Gdy pierwszy raz odbywałam podobną trasę, skłamałabym , gdybym powiedziała , iż  nie miałam stracha.Owszem miałam szczególnie , gdy samolot wpadł w mocne turbulencje , a przede mną było jeszcze wiele godzin lotu.Teraz , mimo , iż leciałam sama potraktowałam to jak przygodę , jak podróż w czasie , która przeniesie mnie w odmienny świat.

Samolot w połowie leciał pusty , co wiązało się z duża ilością dodatkowych miejsc . W związku z tym obok mnie nikt nie siedział i mogłam tą wielogodzinną podróż odbyć w bardziej komfortowych warunkach. Sam lot  zleciał mi szybciej niż się spodziewałam , sporo też przysypiałam , często jednak patrzyłam na mapę , którędy lecimy.Zawsze zastanawiał mnie przelot  nad Afganistanem, poprzednim razem też tak było , jednak jak potem czas pokazał , to nie Afganistan pogrążony w wieloletniej wojnie , jest terenem niebezpiecznym do latania , a za to jest nim teraz nasz sąsiad Ukraina. W drodze do Kuala Lumpur jeszcze nie zmrużyłam oka , gdy kolejno przelatywaliśmy nad Pragą , okolicami Katowic, Lvowem , Rostovem nad Donem i okolicami Tbilisi.Zasnęłam dopiero będąc nad Morzem Kaspijskim.Wtedy nie sprawiło to  na mnie żadnego wrażenia , iż przelatywaliśmy nad Rostovem nad Donem i okolicami  Doniecka , jednak teraz , gdy piszę tą relacje dalej przechodzą mnie  ciarki myśląc od ofiarach lotu MH17 , który leciał z Amsterdamu do Kuala Lumpur.To przecież mogłam być ja , ci ludzie zapewne nie spodziewali się , iż zostaną zestrzeleni , podobnie , ja nawet o tym nie pomyślałam w momencie podróży. Malezyjski samolot został zestrzelony w 10 dni po tym jak sama pokonywałam tą samą trasę powrotną na pokładzie Air France. Wszystko to spowodowało moją głębszą refleksję nad kruchością życia i przeznaczeniem…..

Ląduję zgodnie z planem koło 14h czasu lokalnego  na lotnisku w Kuala Lumpur International Airport.W tej chwili są  tam 2 terminale , główny KLIA oraz drugi KLIA 2 – gł dla AIR ASIA .Do obu dojeżdża ta sama  szybka kolejka z KL Sentral , podróż trwa koło 30 minut.Mamy do wyboru Kl Expres lub KL transit – jeśli planujemy wysiąść na jakiejś stacji po drodze do KL SENTRAL.

Dla ścisłości latem w Malezji przesuwamy zegarki o 6h do przodu w stosunku do polskiego czasu.

Mimo wielu godzin lotu , nie czuję się wyczerpana, chyba zaczynam się przyzwyczajać do lotów transkontynentalnych. Szybko i sprawnie dojeżdżam do KL SENTRAL , stamtąd natomiast muszę zmienić linie na Monorail , która jest dość „ ukryta” Trzeba wyjść ze stacji głównej i  na zewn jest wejście do Monorail . W samym Kuala Lumpur jest kilku operatorów metra i pociągów , co trochę utrudnia życie , bowiem należy kupować osobne bilety i też traci się więcej czasu na przesiadki  .Nie można też kupić biletów na zapas tj na kolejny dzień ,niestety.

Muszę dotrzeć do stacji Imbi , gdyż w jej pobliżu jest zlokalizowany mój hostel KL Amigos Guesthouse . Po wyjściu z metra  nikt nie wie niestety gdzie jest mój hostel , ja mimo posiadania mapy Kuala Lumpur też mam problem z lokalizacją , w końcu jednak się udaje i okazuje się , że znajduje się  on za dużym czerwonym budynkiem BERJAYA TIMES SQUARE – jest to centrum handlowe. Nocleg tam  miałam zarezerwowany z wyprzedzeniem na pierwsze  2 noce i  2 ostatnie przed wylotem do Europy , jednak ostatecznie spędzam tam tylko jedną noc .

Po przybyciu na miejsce okazuje się , że hostel sporo odbiega do stanu który był prezentowany na stronie booking.com , może też mi się źle trafiło , bowiem przydzielono mi pokój na parterze przy recepcji  z nieodświeżonymi ścianami , źle pachnący i oknem na ciemny korytarz  ze wspólną łazienką 2 m na 2m.. a do tego całą noc hałas, goście oglądali mecze Mundialu  właśnie przy recepcji. To chyba najgorsze zakwaterowanie jakie miałam w życiu.

Mimo zmęczenia postanawiam udać się jeszcze w kierunku sąsiedniej dzielnicy Bukit Bintang, idę pieszo – jakieś 10-15 min drogi , owszem skupia się tam masa różnych restauracji , malezyjskich , chińskich , pakistańskich , nawet widziałam knajpę z Bangladeszu .

Decyduję się jednak  na chińską restaurację – kryterium jest wypełnienie niemal po brzegi lokalną ludnością , jednak małym problemem okazuje się porozumiewanie się , nie po raz pierwszy przekonuję się , iż Chińczycy mają problem z językiem angielskim i nie tylko… najpierw przynoszą mi herbatę z mlekiem , mimo ,iż prosiłam o zwykłą i nie do końca zrozumieli moje zamówienie , jednak w końcu daje rady i jem mój pierwszy posiłek w Malezji – kurczak w słodko kwaśnym sosie i herbatka ..Tak herbatka , bowiem po locie niestety dopadł mnie problem z gardłem i zatokami , który ciągnął się przez kilka dni , unikałam więc zimnych napojów, mimo ogromnego upału jaki panował na zewnątrz.

Upał  powyżej 30 stopni , przy wysokiej wilgotności i niewiele chłodniejsze noce  naprawdę dają się we znaki , mimo , iż jestem osobą uwielbiającą ciepło.

Muszę  także  przyznać , iż dla mnie podróże są również źródłem inspiracji kulinarnych … więc będę nieraz wspominać tematy z tym związane czy zamieszczać zdjęcia potraw . Kuchnia azjatycka , jest moją ulubioną , więc  ta wycieczka  jest także delektowaniem się lokalnymi potrawami.

Informacje praktyczne

-bilet na KL Express z lotniska KLIA/KLIA2 do KL Sentral w Kuala Lumpur koszt 35 RM( 35 Pln)

-koszt pojedynczego biletu na metro w Kuala Lumpur od 1 do 2 RM( 1-2 Pln)

– mapę Kuala Lumpur wraz ze schematem metra zamówiłam na stronie internetowej http://www.bestmap.pl, bardzo mi się przydała.

-Kl Amigos Guesthouse w Kuala Lumpur – cena za noc 55RM ze śniadaniem ( 55 PLN)

Reklamy
Ten wpis został opublikowany w kategorii MALEZJA 2014. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s