Na zamkniętym szlaku- lewada Ribeiro Frio -Portela

DZIEŃ 7-28.12.2013  Jak większość innych dni znów musieliśmy wstać rano  , przed udaniem się na autobus postanawiamy zerknąć na znany Mercado dos Lavradeiros w Funchal . Wcześniejsze próby odwiedzenia tego miejsca nie powiodły się , gdyż z powodu świąt wszystko było pozamykane na cztery spusty, no ale dziś wreszcie się udało!

Funchal-Mercado dos Lavradeiros

Funchal-Mercado dos Lavradeiros

Nie wiem czy to przez okres świąteczny , ale duża część stoisk jest pusta , jestem dość zawiedziona. Widać  tu  ryby oraz  niektóre dość egzotyczne owoce czy warzywa , jednak nie ma czasu na zakupy , bo o 10h odjeżdża nasz autobus w kierunku Santana z przystankiem Ribeiro Frio , jeśli dobrze pamiętam nr 52 -odjazd z okolic stacji autobusów przy kolejce linowej do Monte.  Autobus jedzie pełny turystów , jednak jak się potem okazuje część jedzie do Santana , inni wysiadają tylko na chwilę w Ribeiro Frio by poczuć klimat miasteczka. Docieramy do miasteczka , gdzie  rozpoczyna się nasza wędrówka  ,przed wejściem na szlak posilamy się ciepłym napojem i odrobiną ciasta , nie mamy ze sobą bowiem żadnego prowiantu .Mimo , iż szlak jest zamknięty ,decydujemy się wyruszyć w kierunku Porteli. Dobrze , iż dziś  jestem ubrana prawie po zęby, także mam rękawice , jest tylko  +12 stopni i pochmurno, duża wilgoć. Jednak szybko uczucie chłodu zostaje zastąpione przez fascynacje piękną przyrodą , delektowanie się ciszą , nie ma bowiem żywej duszy.

na szlaku Ribeiro Frio-Portela

na szlaku Ribeiro Frio-Portela

na szlaku Ribeiro Frio-Portela

na szlaku Ribeiro Frio-Portela

na szlaku Ribeiro Frio-Portela

na szlaku Ribeiro Frio-Portela

Po przejściu krótkiego odcinka napotykamy na pierwszą i najtrudniejszą przeszkodę , jednak ani przez chwilę nie myślimy zawrócić , w końcu ledwo zaczęliśmy naszą przygodę z lewadami.. Przed nami strome może na pól metra szerokie przejście , w dole przepaść na kilkadziesiąt lub więcej metrów, jesteśmy bowiem na wysokości koło 800m  , barierki zabezpieczające połamane zapewne przez wiatr i osuwanie się terenu raczej zwisają w dół w kierunku przepaści , nie stanowią żadnego zabezpieczenia .Przechodzimy pojedynczo, najpierw Jan , potem ja , on nawet nie patrzy jak idę by mnie niechcący nie przestraszyć , tu jeden fałszywy ruch i nie byłoby ratunku , w połowie drogi zatrzymuje się , patrząc w dół czuję , iż nie mogę iść dalej , w końcu jednak się przełamuje i trzymam się rękami betonu wzdłuż kanalika rzecznego i staram się nie patrzeć na to co jest pode mną.

przepaść na zamkniętym szlaku

przepaść na zamkniętym szlaku

Udało się oboje przeszliśmy, ale za chwilę  mamy kolejną podobną sytuację , może minimalnie bezpieczniejszą bo przepaść nie jest aż tak stroma , przechodzimy .Jednak to nie koniec  potem dwa razy czeka nas przeprawa przy wodospadzie , następnie kolejne zwalone drzewo , zatarasowana droga i masa osuniętej ziemi , gdy dochodzimy do przeszkody nr 7 , poddajemy się , tu osuwisko jest tak groźne , iż niemal pewne byłoby , że któreś z nas lub oboje spadlibyśmy w przepaść. Znów czeka nas ta sama droga powrotna , tyle , iż stwierdzam , że drugi raz nie dam rady przejść przez pierwsze dwie przeszkody , to byłoby  za silne przeżycie na moje nerwy. Ostatecznie oboje ściągamy buty , skarpety i wchodzimy boso  do lodowatej wody -do kanalika który płynął tuż przy drodze nad przepaścią i był ogrodzony betonowym murkiem,teraz  przynajmniej wiemy ,że nie spadniemy , w najgorszym wypadku nabawimy się przeziębienia. Po ponad  3h chodzenia i pokonaniu koło połowy szlaku  wracamy do punktu początkowego, jemy ciepłą zupę by zminimalizować skutki brodzenia w lodowatej wodzie , w końcu na zewn również jest chłodno. Jako , iż mamy sobotę okazuje się , iż w ciągu najbliższych  4,5h nie ma szansy na busa  do Funchal. Do stolicy  mamy z 20/25km , ruszamy więc po mału pod góre w stronę morza , spotykamy po drodze Niemców którzy piknikują i dowiadujemy się , iż przeszli ciut dalej niż my tą samą lewadą  , tyle , że byli trochę lepiej przygotowani oraz od razu wybrali opcje brodzenia w lodowatym strumyku zamiast balansowania nad przepaścią .Chwila rozmowy z nimi i ruszamy w dalszą drogę. Zaczyna padać w końcu przydał się płaszcz przeciwdeszczowy który kupiłam jeszcze do Gruzji. Idziemy grubo ponad godzinę wciąż pod górę , aż w końcu zatrzymuje się auto , to znów Niemcy i proponują , iż mogą nas podwieźć , długo nie myślimy i pakujemy się do auta.Ostatecznie zostawiają nas w Machico, które i tak  mieliśmy w planie odwiedzić . Machico to dawna stolica Madeiry , dziś małe miasteczko  ze sztuczną plaża.Na wyspie bowiem nie ma plaż , zdarzają się jedynie małe sztucznie utworzone , jak ta tutaj. Miejscowość  sama w sobie nie ma wiele ciekawego do zaoferowania , spacerujemy główną uliczką, wstępujemy do kościółka i na koniec posilamy się smażonymi sardynkami na barze przy plaży odpoczywając po bardzo intensywnym dniu, zmęczeni , ale zadowoleni! Ostatecznie koło 19h wsiadamy do busa w kierunku Funchal , busy kursują co 1- 1,5h  i pokonują tą trasę w ciągu godziny z hakiem. Niestety trafiamy na końcówkę biegu ulicznego i jesteśmy zmuszeni wysiąść wcześniej niż myśleliśmy. Znów czeka nas kilka km marszu do hotelu . Informacje praktyczne -autobus lokalny z Funchal do Ribeiro Frio- 6 eur

Reklamy
Ten wpis został opublikowany w kategorii MADEIRA 2013 i oznaczony tagami . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s